Rada przeciw mediom

"Praca za seks w Samoobronie - tekst Marcina Kąckiego, opublikowany pod takim tytułem przez "Gazetę Wyborczą, wywołał burzę nie tylko polityczną. O domniemanym molestowaniu seksualnym podwładnych przez liderów jednej z partii koalicji rządowej mówiły w następnych dniach bodaj wszystkie polskie media. Sposób relacjonowania afery doczekał się reakcji Rady Etyki Mediów, jej oświadczenie zamieszczamy poniżej. O komentarz do stanowiska Rady poprosiliśmy czołowych polskich publicystów: Ewę Milewicz z "Gazety Wyborczej i Piotra Zarembę z "Dziennika.
Czyta się kilka minut

Wciągnięci w rozgrywkę

Powinnością dziennikarzy jest kontrolowanie władzy w imieniu społeczeństwa i ujawnianie zła popełnianego przez polityków. Takim złem jest na pewno molestowanie seksualne, zwłaszcza szantaż wobec podwładnych.

Po ujawnieniu podejrzeń przez "Gazetę Wyborczą" nastąpiła eskalacja publikacji zawierających sensacyjne szczegóły, często słabo udokumentowane, wywołujące w opinii publicznej zamęt. Doszło do karygodnego upublicznienia danych osoby prywatnej ("GW" 8.12.2006).

Dziennikarze głównych mediów opiniotwórczych dali się wciągnąć w rozgrywkę polityczną, zamiast poprzestać na informowaniu o przebiegu prokuratorskiego śledztwa.

Wszystko to narusza zapisaną w Karcie Etycznej Mediów zasadę kierowania się przede wszystkim dobrem odbiorcy. Dobru temu szkodzi również zaprzątanie czytelników, widzów i słuchaczy, w tym młodzieży, niesmacznymi i gorszącymi informacjami o zachowaniach wykreowanych przez media bohaterów afery.

Rada Etyki Mediów

Dziewczęca wrażliwość

Powinnością dziennikarza jest stawanie po stronie ofiary. Szczególnie gdy nad tą ofiarą pastwi się władza. Marcin Kącki, dziennikarz "Gazety Wyborczej", natrafił na ofiary działaczy Samoobrony. Nie splunął z pogardą, że to brudne sprawki. Nie zaczął dywagować, czy pisząc o molestowaniu seksualnym kobiet, zgorszy młodzież.

Marcin Kącki był człowiekiem, który nie tylko wysłuchał kilku kobiet skarżących się na molestowanie przez niektórych polityków Samoobrony. Zapewnił im też anonimowość i dyskrecję. Spełnił ich nadzieję, że ujawnienie przemocy, jakiej były poddawane, pozwoli im zacząć nowe życie.

To Andrzej Lepper w telewizji ogłosił, jak się nazywa molestowana kobieta. To Aneta Krawczyk w TVN 24 zdecydowała się pokazać twarz.

Tak, to media wykreowały bohaterów tej afery. Gdyby nie media, ileś kobiet nadal by odpracowywało w łóżku łaskę pracy w biurach poselskich, w agencjach rządowych itp. Tak, to media i wymiar sprawiedliwości przyczynią się - mam nadzieję - do wyrzucenia z życia publicznego rozmaitych lumpów.

Media są nie tylko po to, aby pokazywać rocznice, przecięcia wstęg czy inne aromatyczne imprezy. Media są też po to, aby czytelnikom, widzom i słuchaczom powiedzieć: wokół jest dużo zła. Rozejrzyj się. Zrób coś.

Tym czymś, akurat dla Rady Etyki Mediów, byłby np. protest przeciw groźbom wicepremierów, że będą zamykać gazety; że zmienią prawo prasowe tak, aby bezpieczne było pisanie tylko o kwiatkach.

I szanowna Rada Etyki Mediów niech coś powie w tych kwestiach. Niech narazi się politykom, a nie tylko demonstruje swoją dziewczęcą wrażliwość na niedoskonałości tego świata. I etyczną wyższość nad zwykłymi dziennikarzami.

Ewa Milewicz

Zasadnicze pytanie

Oświadczenie Rady zaczyna się dobrze. Rzeczywiście: powinnością dziennikarzy jest kontrolowanie władzy i ujawnianie zła popełnianego przez polityków. Dalsze wywody są jednak zadziwiające. Jak rozumieć wezwanie jednych dziennikarzy skierowane do innych, aby ograniczyli się do relacjonowania postępów z prokuratorskiego śledztwa? Gdyby tak działały gazety, wiele patologii nigdy nie zostałoby ujawnionych (przypomnijmy rolę prokuratury w sprawie Rywina!).

Dziennikarze muszą podążać własnymi ścieżkami. One krzyżują się ze ścieżkami wymiaru sprawiedliwości, ale nie są z nimi tożsame. Rada przestrzega przed udziałem w rozgrywkach politycznych. "Gazeta Wyborcza" rzeczywiście opatrzyła tę historię komentarzami zabarwionymi własnym antyrządowym nastawieniem. Wiadomo jednak, że media często kierują się motywacjami politycznymi lub komercyjnymi. A jednak świat staje się lepszy również dzięki ich śledztwom.

Zasadnicze pytanie brzmi: czy "Wyborcza", a także inne gazety, napisały prawdę. Rada mogła - jeśli tak uważa - napiętnować konkretne zjawiska towarzyszące opisywaniu afery: zbyt jednostronne tytuły, wyprzedzanie faktów przypuszczeniami, także naruszenie czyjejś prywatności. Ale powinna zarazem poczekać na rozwój wypadków. I być może w finale podziękować mediom. Bo, jak można sądzić choćby po wyrzuceniu posła Łyżwińskiego przez Leppera, dogrzebano się do istoty zjawisk haniebnych. Dla ich zdemaskowania warto się być może narazić nawet na ryzyko błędów.

Piotr Zaremba

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 52/2006