Potrzebny nam inny program

Problem selekcji w szkołach, o którym pisałem tydzień temu, jest częścią szerszego problemu, z którym jako społeczeństwo nie potrafimy sobie poradzić i który można by ująć w pytaniu: co zrobić z nierównością? Często powtarzane hasła o "równych szansach dla wszystkich" czy "wyrównaniu szans edukacyjnych" w praktyce nikogo do niczego nie zobowiązują. A nierówność to konkretne wyzwania, na które trzeba odpowiedzieć we własnym otoczeniu.
Czyta się kilka minut

Mamy dziś w Polsce np. fenomen zaniedbanych dzieci z "normalnych rodzin", czyli rodzin pełnych, materialnie zabezpieczonych, w których relacje między domownikami nie mają znamion patologii. Mamy szereg nierówności ukrytych, na które system edukacyjny - ale też system opieki społecznej - reaguje zwykle zbyt późno; chodzi o rozmaite wewnętrzne problemy rodzin, które ujawniają się dopiero w momentach ostrego kryzysu. Mamy nierówności wynikające z różnic kulturowych, których nie należy lekceważyć, choć ich skala może się nam dziś wydawać mała. No i mamy te nierówności, o których stosunkowo najwięcej się mówi, bo dotykają największej liczby osób - wynikające z niepełnosprawności, niskich dochodów rodziny czy sytuacji środowiska, w którym dziecko dorasta.

To ogólne pytanie - co zrobić z nierównością? - można by więc rozpisać na szereg pytań szczegółowych. Najważniejsze z nich brzmiałoby zapewne: co winni jesteśmy sobie nawzajem? Lub: dla kogo nasza solidarność? W kontekście szkoły trzeba by zapytać: czy uczyć solidarności nasze dzieci? A jeśli tak, to jak to robić?

To złudzenie, że na przedostatnie z tych pytań większość z nas odpowiedziałaby: tak. Co więcej, gdyby zapytać konkretniej, jakich postaw uczyć dzieci przede wszystkim, solidarność nie miałaby wcale zbyt wielu wskazań. Raczej chodziłoby nam o to, żeby dzieci "radziły sobie w życiu", umiały osiągać założone cele, były asertywne, zapobiegliwe. Miałem wiele takich rozmów, z których wynikało, że rodzice nie chcą, aby ich dzieci angażowały się w "coś społecznego" czy "charytatywnego", bo to odrywa je od nauki. Nawet pomoc koledze czy koleżance z klasy zaczyna być problemem...

W lipcu na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się wywiad z s. Małgorzatą Chmielewską zatytułowany "Ubogich nie ma w programie". Był środek wakacji, wiele osób mogło go przeoczyć. Tymczasem jest dokładnie tak: ubogich nie ma w programie szkolnym, nie ma ich także w programie katechizacji! Przy czym przez "ubogich" należy rozumieć rozmaite grupy wykluczonych, nie tylko z powodu materialnej biedy. Nasza szkoła nie ma w programie - a przynajmniej ja nic o tym nie wiem - uwrażliwiania na problemy chorych, niepełnosprawnych, mających trudniejszy start życiowy i tak dalej. Serce mi rośnie, kiedy co niedzielę w naszym kościele słyszę, jak podczas spontanicznej modlitwy wiernych dzieci wspominają biednych, leżących w szpitalach, rówieśników z domów dziecka. Wrażliwość tych dzieci nie jest jeszcze stępiona, jeszcze można by coś z nią zrobić. Cóż, kiedy nie ma tego w programie...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2008