Reklama

Pomóżmy sobie sami

Pomóżmy sobie sami

16.04.2020
Czyta się kilka minut
Grzegorz Całek, dyrektor Instytutu Inicjatyw Pozarządowych, autor badań zachowań Polaków w czasie kwarantanny: Ankietowani widzą, że państwo sobie nie radzi. I dlatego chcą włączyć się we wspólnotowy ruch pomocy.
Licealiści z Trójmiasta wytwarzają przyłbice ochronne za pomocą druku 3D, Sopot, kwiecień 2020 r. / Fot. Piotr Hukało / East News
J

Jędrzej Dudkiewicz: Z Pańskich badań wynika, że w czasie pandemii coś się w Polakach obudziło – zaczęli sobie bardziej pomagać. Czy to rzeczywiście coś nowego, czy coś, co już było i w sytuacji kryzysowej po prostu mocniej się uaktywniło?

Grzegorz Całek: Zanim odpowiem na to pytanie, muszę podkreślić, że mimo dużej liczby ankietowanych (ponad 1700 osób), moje badanie nie ma charakteru reprezentatywnego. Jedyna dostępna dziś metoda to badanie internetowe. Jego zaletą jest możliwość dotarcia do szerokiego grona respondentów, wadą – łatwość, z jaką próba ulega skrzywieniu. Po pierwsze, zwykle chętniej w takich badaniach biorą udział tzw. heavy userzy sieci, czyli osoby spędzające w internecie dużo czasu. Po drugie, wszyscy podlegamy dobrze opisanej w psychologii zmiennej aprobaty społecznej: chcemy prezentować się w sposób, w jaki postrzegamy, że oczekuje tego otoczenie. Należy przyjąć, że w moim badaniu uczestniczyło stosunkowo dużo osób aktywnych. Mówimy zatem nie tyle o skali pomagania w polskim społeczeństwie, ile o charakterystyce pomagania wśród tych, którzy to robią.

Przechodząc natomiast do pytania – nie przesadzałbym z euforią. Z badań na temat pierwszego tygodnia obostrzeń wprowadzonych ze względu na pandemię koronawirusa wynikało, że tylko nieco ponad 10 proc. ludzi angażowało się w pomoc w większym stopniu niż wcześniej. To jest ta miara przebudzenia. Pomaganie, które widzimy teraz, to przede wszystkim aktywność osób, które zawsze miały w sobie gen wspierania innych.

Jednak widzimy wokół, także w mediach, że tego pomagania w różnych formach jest dużo.

To się nie kłóci z tym, o czym powiedziałem. Mamy dwie grupy pomagających. Pierwsza to ci, którzy zawsze pomagają i angażowali się w różne akcje już przed pandemią. Mowa np. o osobach działających w organizacjach pozarządowych, rodzicach uczestniczących w życiu szkolnym swoich dzieci albo tych, którzy wpłacają pieniądze na cele społeczne. Obecnie ich aktywność związana jest w całości z pandemią. A ponieważ media dużo o tym piszą, lepiej widzimy tę działalność.

A druga grupa pomagających?

To właśnie ci, którzy się obudzili. Bodźcem mogło być to, że wreszcie, po raz pierwszy, zauważyli wokół tych, którzy potrzebują pomocy. Przy okazji narodziła się chęć wykorzystania swoich umiejętności do robienia czegoś dobrego – stąd np. zjawisko odnajdywania maszyn do szycia i powszechnej produkcji maseczek czy wykorzystanie druku 3D do produkcji przyłbic. Sytuacja kryzysowa, z którą obecnie się mierzymy, sprawia, że boimy się, co będzie dalej. Część z nas chce, w imię hasła „wszystkie ręce na pokład”, pomagać innym we wspólnym interesie.

W jaki sposób najczęściej się pomaga? Czy chodzi tylko o zrobienie zakupów i wyprowadzenie psa, czy ma to większy wymiar?

Jeśli ten większy wymiar miałby oznaczać, że ankietowani robią coś mniej przyziemnego niż robienie zakupów, to odpowiedź brzmi: nie, ta pomoc nie ma większego wymiaru – wręcz przeciwnie.

To znaczy?

To znaczy, że w te „wielkie” działania widoczne w mediach, a więc szycie maseczek, dostarczanie żywności medykom etc., zaangażowanych jest co najwyżej kilkanaście procent pomagających. Najczęściej pomaga się w bardzo prosty sposób: rozmawiając z innymi, podtrzymując ich na duchu, a także informując o tym, co się dzieje i jak należy się zachowywać.

Jak widać, jest to potrzebne.

Tak, to te rodzaje pomocy, które są w zasięgu każdego z nas, a jednocześnie bardzo potrzebne. Kto wie, czy nie bardziej niż szycie maseczek. Bo właśnie zwykła rozmowa, podtrzymanie na duchu, może być tym, czego będziemy potrzebowali najbardziej, aby nie zwariować. Jeśli jeszcze nie teraz, to za jakiś czas, po dwóch czy trzech miesiącach domowej izolacji. 

Co w ogóle ankietowani sądzą o pomaganiu – to nasz obowiązek czy dobra wola?

Odpowiedź jest jednoznaczna: blisko 90 proc. osób stwierdziło, że pomaganie innym to obowiązek każdego człowieka, który ma takie możliwości. Oczywiście dotyczy to obecnej sytuacji – czasu pandemii. Mówiąc najkrócej: pomagamy, bo wiemy, że musimy, ale też chcemy.

Musimy?

Tak, musimy. Ponad 80 proc. badanych stwierdziło, że należy pomagać innym, ponieważ w czasie pandemii instytucje państwa same sobie nie poradzą. Po prostu widzimy, co się wokół dzieje. To po części efekt tego, co wyszło w moim poprzednim badaniu – że jedną z naszych najczęstszych aktywności jest oglądanie programów informacyjnych oraz szukanie newsów w internecie. Ale chcę przy okazji wspomnieć o czymś jeszcze – otóż ponad 90 proc. dostrzegło niesłychanie pozytywny element: że pomaganie buduje poczucie wspólnoty.

Pomoc częściej jest indywidualna czy wspólna, w ramach większych akcji prowadzonych np. przez organizacje pozarządowe?

Niespełna jedna trzecia badanych pomaga w ramach form zorganizowanych. Mam na tu na myśli organizacje pozarządowe, zarówno znane wcześniej, jak nowo poznane, organizacje kościelne itp. Jednak zdecydowanie najczęściej pomaga się indywidualnie, szukając tych, którzy potrzebują pomocy, w pobliżu albo w internecie, na licznych lokalnych grupach w mediach społecznościowych. Z moich badań wynika, że generalnie rozwija się pomoc sąsiedzka, tworzą się oddolne grupy samopomocowe. Myślę, że powinniśmy się z tego cieszyć, bo oznacza to, że nie czekamy na sygnał z góry, lecz jesteśmy wyczuleni na potrzeby tych, którzy są w najbliższym otoczeniu. Może jednym z najbardziej pozytywnych efektów pandemii będzie to, że niektórzy z nas wreszcie się poznają – ludzie mieszkający kilka klatek czy domów dalej, często dotąd anonimowi, mijający się na co dzień w milczeniu.

I tak właśnie to powinno wyglądać? W pierwszej kolejności ludzie sami powinni sobie pomagać?

Jest pięć podmiotów, które zostały wskazane jako te, które najbardziej powinny pomagać. Na pierwszym miejscu oczywiście rząd, wymieniany przez blisko 90 proc. respondentów. Nieco rzadziej służby państwowe, takie jak policja czy straż pożarna oraz władze lokalne, z ich rozmaitymi agendami, typu Domy Pomocy Społecznej. Dalej Kościół i organizacje kościelne oraz instytucje międzynarodowe, np. Unia Europejska.

Jak się to ma do rzeczywistości?

Tu też jest pięciu liderów, ale zupełnie innych. Można ich podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to zwykli ludzie, do których można też zaliczyć przyjaciół i rodzinę. Innymi słowy: badani wyraźnie uważali, że w trudnej sytuacji możemy liczyć przede wszystkim na siebie i najbliższych oraz właśnie „zwykłych ludzi”, którzy okazują się być bardzo niezwykli.

A druga kategoria tych, którzy najbardziej pomagają?

Organizacje pozarządowe. Ponad dwie trzecie badanych zauważyło działania III sektora w trakcie pandemii. Warto zwrócić uwagę, że nie dotyczy to tylko dużych, ogólnopolskich instytucji jak WOŚP, ale też znacznie mniejszych, zaspokajających potrzeby przede wszystkim w społecznościach lokalnych.

Czyli nie jest u nas tak źle ze społeczeństwem obywatelskim, za to kuleje zaufanie do państwa.

Widać to szczególnie wtedy, gdy bezpośrednio porównamy wskazania respondentów w obu pytaniach. Rząd powinien pomagać według 86 proc. z nich, natomiast jego zaangażowanie dostrzega tylko 14 proc., różnica wynosi więc aż 72 punkty procentowe. Na tym tle dużo lepiej wypadają władze lokalne (tu różnica wynosi 43 punkty procentowe) i organizacje międzynarodowe, co wynika raczej nie z tego, jak bardzo pomagają, tylko z faktu, że dużo rzadziej na nie liczymy. Jest jednak jeden podmiot, który był wskazywany w obu pytaniach – policja, straż pożarna i straż graniczna.

Wśród tych, od których wymaga się pomagania, jest też Kościół…

W przypadku Kościoła ocena nie jest dobra. Aż 70 proc. respondentów wskazało, że jest to instytucja, która w czasie pandemii najbardziej powinna pomagać ludziom, ale jedynie niespełna 10 proc. dostrzegło to zaangażowanie. Ten wynik, który – jako że dotyczy nie tyle realnego pomagania, co bardziej wizerunku, opinii o pomaganiu – w dłuższej perspektywie może być niekorzystny dla Kościoła, jeśli w społeczeństwie utrwali się przekonanie, że w czasie pandemii pozostał on bierny. Przy czym nie myślę tu wcale o pomaganiu finansowym czy materialnym, ale o tym, o czym mówiłem na początku – o potrzebie wsparcia w rozmowie, podtrzymania na duchu. W takim pomaganiu Kościół mógłby wieść prym, tym bardziej że ono jest i będzie coraz bardziej potrzebne.

Jak wygląda pomaganie w związku z firmami – czy badani czuli, że one to robią i czy angażowali się w pomoc np. lokalnym restauracjom albo usługom takim jak fryzjer?

To jeden z ciekawszych aspektów moich badań. Zdecydowanie nie oczekujemy od firm, że będą pomagać. Wręcz przeciwnie – zauważamy, że to one potrzebują wsparcia od nas. Sądzę, że to zasługa mediów i – znowu – naszego ponadprzeciętnego poszukiwania informacji. Badane przeze mnie osoby widzą trudności firm, wymyślają też nowe akcje, które mogą pomóc przetrwać przedsiębiorcom. Zamawiają posiłki z dowozem do domu, kupują kupony na usługi (fryzjerskie, kosmetyczne) do realizacji w czasie po pandemii, pomagają hodowcom kwiatów, kupując całe bukiety itd.

Wierzą, że to pomoże?

Zdecydowanie tak. W moim badaniu blisko 90 proc. osób wskazało, że działania, o których mówimy, są dobrym sposobem, by uchronić firmy przed bankructwem.

Może wynika to z tego, że widzą, jak wiele firm, mimo trudnej sytuacji, pomaga, np. karmiąc medyków?

To możliwe. Tym bardziej że jest jeszcze jeden aspekt związany właśnie z zaangażowaniem firm, chyba najciekawszy w całym badaniu.

Mianowicie?

Od samego początku pandemii widać było to świadome i zorganizowane na dużą skalę wspieranie służby zdrowia przez firmy. Dotyczy to nie tylko branży gastronomicznej, wiemy przecież o dostarczaniu środków czystości, szyciu maseczek i strojów ochronnych, drukowaniu w 3D przyłbic, a nawet sprzętu medycznego, darmowym oczyszczaniu klimatyzacji karetek pogotowia. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że coś jest tutaj nie tak: że mamy do czynienia z wykorzystywaniem pozytywnych emocji właścicieli i pracowników firm, z żerowaniem państwa na firmach, które przecież i tak są w złej sytuacji. Poprosiłem więc w ankiecie o ustosunkowanie się do pomysłu, że wszystkim firmom pomagającym dziś służbie zdrowia państwo powinno zwrócić koszty tej pomocy – nawet, jeśli to miałoby być za trzy lub sześć miesięcy.

Badani zaakceptowali taki pomysł?

Aż 60 proc. osób uważa, że to dobre rozwiązanie, a jedynie 18,5 proc. jest temu przeciwne. Zresztą nie jest to pomysł kompletnie nierealny, podobne rozwiązanie stosowane jest już w Niemczech, gdzie państwo uznało, że trzeba tu i teraz wspierać firmy, by zapobiec zwalnianiu pracowników. Sądzę, że to dalekowzroczne i uczciwe. Zresztą kwestia uczciwości, relacji państwa i obywateli w sytuacji pandemii jest niezwykle interesująca. Wyszło to także w moim badaniu, bowiem aż dwie trzecie ludzi uważa, że w sytuacji, gdy Polska otrzyma z UE miliardy złotych na walkę z koronawirusem, państwo nie powinno oczekiwać, że ludzie będą wpłacać pieniądze dla publicznych szpitali.

Ale wpłacamy…

Tak, bo, jak już mówiłem, ankietowani widzą, że państwo sobie nie radzi. I chcą włączyć się we wspólnotowy ruch pomocy. Jednak, mimo wszystko, budzi to mój sprzeciw. Rozumiem, że brakuje rąk do pracy i tysiące ludzi szyją maseczki, ale wpłacanie pieniędzy na szpitale w odpowiedzi na apele dyrektorów, opłacanie zakupu sprzętu przez organizacje pozarządowe – to upadek państwa w czasie, gdy jego siła potrzebna jest najbardziej.

Ma Pan jakieś przemyślenia związane z przyszłością? Czy to, że teraz niektórzy z nas sobie pomagają, zostawi jakiś trwały ślad?

Obawiam się, że jeśli chodzi o aktywność społeczną, po pandemii wszystko wróci do normy. Czyli pomagać będą głównie ci, którzy robili to już wcześniej. Być może znajdą nowe możliwości lub dalej będą angażować się w działania organizacji pozarządowych, z którymi związali się w trudnych czasach. Oczywiście będą i tacy, którzy dopiero teraz zaczęli wspierać innych, ale dało im to tyle satysfakcji, że zapragną kontynuacji. Nie sądzę jednak, by była to duża grupa. Myślę, że wrócimy do normy, którą jest niestety niskie zaangażowanie w działalność organizacji, często ograniczone do wsparcia raz w roku WOŚP oraz, ewentualnie, zrzutki na chore dziecko znajomych.

Nie wierzę w wielką zmianę głównie dlatego, że idą ciężkie czasy: bankructw firm, zwolnień pracowników, redukcji płac i dalszej degradacji usług publicznych, co uderzy szczególnie w osoby najmniej zamożne. Ludzie skupią się na sobie, na zapewnieniu bytu własnej rodzinie. Jeśli żywię jakąś nadzieję, to jest ona związana z odświeżeniem relacji sąsiedzkich, powstaniem lokalnych grup samopomocowych. W końcu znacznie łatwiej pomaga się komuś, kogo się osobiście zna. Tym bardziej powinniśmy się rozglądać wokół siebie i być wyczuleni na to, czy ktoś nie potrzebuje naszego wsparcia. Przecież my też możemy go wkrótce potrzebować.

Czytaj także: Koronaferie wkrótce się skończą - rozmowa z Grzegorzem Całkiem o badaniach przeprowadzonych po pierwszym tygodniu kwarantanny

Badanie zostało zrealizowano w dniach 27-31 marca 2020 r. metodą CAWI. Ankiety w internecie wypełniło 1711 osób. Wyniki nie mają charakteru reprezentatywnego.

Pytanie: Poniżej znajduje się lista różnych osób i instytucji. Proszę zaznaczyć te, które Pani/Pana zdaniem najbardziej ANGAŻUJĄ SIĘ w pomoc ludziom w czasie pandemii (proszę zaznaczyć maksymalnie 5 odpowiedzi).

Wyniki:

72,4% – zwykli ludzie

68,6% – organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia ogólnopolskie (np. WOŚP, PAH)

57,2% – przyjaciele, znajomi, sąsiedzi

49,9% – służby państwowe (np. policja, straż pożarna)

46,9% – organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia działające lokalnie

43,3% – rodzina

32,6% – firmy

28,4% – ludzie bogaci

26,2% – władze lokalne i ich agendy (np. ośrodek pomocy społecznej)

25,1% – instytucje międzynarodowe (np. Unia Europejska)

14,1% – rząd i jego agendy

9,9% – Kościół, organizacje kościelne

Pytanie: Poniżej znajduje się lista różnych osób i instytucji. Proszę zaznaczyć te, które Pani/Pana zdaniem najbardziej POWINNY pomagać ludziom w czasie pandemii (proszę zaznaczyć maksymalnie 5 odpowiedzi).

Wyniki:

86% – rząd i jego agendy

71,1% – służby państwowe (np. policja, straż pożarna)

69,6% – władze lokalne i ich agendy (np. ośrodek pomocy społecznej)

59,3% – Kościół, organizacje kościelne

58,3% – instytucje międzynarodowe (np. Unia Europejska)

30,9% – organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia ogólnopolskie (np. WOŚP, PAH)

27,1% – organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia działające lokalnie

21,2% – ludzie bogaci

20,5% – rodzina

19,8% – przyjaciele, znajomi, sąsiedzi

15,6% – zwykli ludzie

11,2% – firmy

Pytanie: Poniżej znajduje się kilka stwierdzeń. Proszę określić, na ile Pani/Pan zgadza się lub nie zgadza z nimi.

Wyniki:

Wspieranie lokalnych firm (np. przez zamawianie jedzenia z dowozem, zakup usług do realizacji w przyszłości) to dobry sposób, aby uchronić je przed bankructwem.

53,2% – zdecydowanie nie zgadzam się

35,2% – raczej nie zgadzam się

6,5% – nie mam zdania

2,7% – raczej się zgadzam

2,4% – zdecydowanie się zgadzam

Wszystkim firmom pomagającym dziś służbie zdrowia państwo powinno zwrócić koszty tej pomocy (nawet jeśli to miałoby być za trzy lud sześć miesięcy).

36,6% – zdecydowanie nie zgadzam się

24,1% – raczej nie zgadzam się

20,8% – nie mam zdania

12,6% – raczej się zgadzam

5,9% – zdecydowanie się zgadzam

Grzegorz Całek jest dyrektorem Instytutu Inicjatyw Pozarządowych, a także prezesem Polskiego Towarzystwa Zespołu Aspergera. Zajmuje się badaniem podmiotowości rodziców w polskiej szkole oraz niepełnosprawności.

Jędrzej Dudkiewicz jest stałym współpracownikiem portalu organizacji pozarządowych NGO.pl.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]