Reklama

Podwójna prawda

Podwójna prawda

14.08.2005
Czyta się kilka minut
Abp Józef Życiński w artykule “Tabletki Bogu nie szkodzą" (“TP" nr 31/05) wskazał na ograniczenia dialogu między naukami empirycznymi i chrześcijaństwem. “Jeśli ktoś usiłuje odrzucić neodarwinowską koncepcję ewolucji, występując jako obrońca Pana Boga, popełnia (...) błąd" - pisze. Jednak postulat, jakoby dyscypliny przyrodnicze i chrześcijańską dogmatykę można było łączyć, nie jest już tak oczywisty. Skoro mamy do czynienia ze swoistą nieporównywalnością w obrębie samych teorii naukowych, jak zdefiniować relacje między nauką a religią? W jaki więc sposób nauki przyrodnicze mogłyby korespondować z niedowodliwymi twierdzeniami teologii? By ustrzec się paradoksu, zasadne jest, jak sądzę, przywołanie pojęcia “podwójnej prawdy", jakie funkcjonowało w obrębie awerroizmu. Nie chodzi jednak o rewaloryzację historycznej teorii, lecz o wskazanie, że wiedza naukowa funkcjonuje jako podlegająca modyfikacjom “prawda otwarta", zaś chrześcijański depozyt wiary jest integralną “prawdą zamkniętą". Twierdzenia nauki, jak to podkreślali Ferdinand Gonseth czy Stephen Edelston Toulmin, mają przecież charakter ewolucyjny i nikt nie jest w stanie tego zakwestionować. Odnośnie zaś swojej wiary chrześcijanie jedno mają do powiedzenia: “innej (...) Ewangelii nie ma" (Ga 1, 7). Dlatego, ponieważ nauki przyrodnicze są autonomiczne w stosunku do opartej na aksjomatach teologii, Kościół katolicki z wielką roztropnością wypowiadał się wielokrotnie przeciwko zaprzęganiu teorii antropogenezy Darwina na grunt teologii.
W

Wydaje się, że można twierdzić znacznie więcej: zakresy poznawcze dyscyplin szczegółowych i religii nie pokrywają się. Dlatego można mówić wprost o wzajemnej nieweryfikowalności prawd naukowych i prawd religijnych. Wobec określania relacji między nauką a religią należy zachować interpretacyjny minimalizm, oznaczający jedynie rezygnację z arbitralnych rozstrzygnięć nauki wobec religii i religii wobec nauki. Taka cezura między nauką a religią nie dopuściłaby z pewnością do tego, że “De revolutionibus orbium coelestium" Mikołaja Kopernika znajdowało się w papieskim katalogu prohibitów do 1822 r., a protestanckie denominacje dziś jeszcze nie przyprawiałyby Darwinowi diabelskich rogów.

PAWEŁ P. WRÓBLEWSKI (Wrocław)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]