Reklama

Plugawy język polityki

Plugawy język polityki

26.10.2003
Czyta się kilka minut
Kochamy ich, ale jeszcze częściej nienawidzimy. Dramatyczne dyskusje o ich niekompetencji potrafią zniszczyć najlepiej nawet zapowiadające się rodzinne spotkanie. Nagłówki w gazetach prawie codziennie krzyczą, co zrobili lub czego nie zrobili, chociaż tyle naobiecywali. Podobno są niezbędni w systemie demokratycznym. Najpewniej sami w to uwierzyli, gdyż w Sejmie zachowują się tak, jakby każdy miał za sobą miliony wyznawców.
M

Można ich znieść, gdy nic nie mówią, wydają się wtedy nawet sympatyczni. Ale oni nie mogą milczeć, ten stan cichego egzystencjalnego trwania odbiera im sens istnienia. Muszą mówić, krzyczeć, argumentować, grozić i straszyć. Kiedy przemawiają, to wydaje się, że reprezentują różne narody, tak zupełnie odmienne są definicje polskiej racji stanu. Czasami prowadzą lud na barykady, które z niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka powodów zawsze znajdują się przed Ministerstwem Finansów. Pomysłowość ich wyznawców sprawiła, że pospolite robocze buty stały się groźną bronią. Napełnione mieszanką zapalającą i miotane w policjantów przeistoczyły się w “gumofilce bojowe".

Obserwacja ich zachowań wywołuje w wielu w nas bolesne stany napięcia poznawczego. Wydaje się, że mają wielki - na przykład - szacunek do kultury, gdyż gmach Ministerstwa Kultury nigdy nie jest przez nich atakowany. A być może jest zupełnie inaczej - nie rozumiejąc znaczenia kultury, unikają jego murów jak najstraszliwszej zarazy.

Politycy - wybitni i mierni. Populiści i racjonaliści. Europejscy i bardzo narodowi. Przemawiają, nawołują, ostrzegają... Często zapominają, co mówią, ale na szczęście nie wszystkie słowa ulatują. Śledzą je w swoich marnie urządzonych gabinetach naukowcy, by dać co pewien czas świadectwo prawdzie. Książki przez nich pisane nie pojawiają się niestety na listach bestsellerów, rzadko nawet są recenzowane i komentowane. Warto jednak od czasu do czasu coś o nich powiedzieć, gdyż pokazują, jak mało się język polityki zmienia i jak czasami wolność przyznana słowom może być niebezpieczna.

Kilka miesięcy temu zauważyłem z radością w księgarni niewielką książeczkę Jerzego Bralczyka “O języku polskiej polityki lat 80. i 90.". Opublikowało ją Wydawnictwo Trio, które wcześniej wydało również inną pozycję tego autora: “O języku polskiej propagandy politycznej lat 70.". Jeśli dobrze pamiętam, była to praca habilitacyjna, z której publikacją miał on w tamtych czasach spore kłopoty. Wyszła ostatecznie za granicą.

Przypominam o tym przy okazji, gdyż wielkie grupy społeczeństwa nie chcą pamiętać ani upokarzających kolejek po podstawowe artykuły żywnościowe, ani wyrafinowanych sposobów, w jaki wyspecjalizowane instytucje więziły słowa zapisane w artykułach i książkach. Można było o tym pisać tak eufemistycznie, jak to zrobił w jednym ze swoich felietonów Daniel Passent, obawiający się, czy “myszki z Mysiej" nie uczynią mu krzywdy. Można też pisać ostrzej, gdy się pamięta, że tom “Przeglądu Socjologicznego" przygotowany przez grupę łódzkich socjologów, a poświęcony strajkowi studenckiemu z roku 1981, “spływał krwią". Cenzorzy bowiem używali do zaznaczania fragmentów nieprawomyślnych czerwonych ołówków. Niezwykle szybko zatem czerwień proletariackich sztandarów stała się symbolem więzienia dla słów.

W tym małym tomie Jerzego Bralczyka jest dokonana bardzo kompetentna analiza języka polityki od lat 80. do 90. Są w nim teksty już klasyczne, jak ten poświęcony językowi Wałęsy, opublikowany kilka lat temu w “Tekstach Drugich", są też krótkie, ale błyskotliwe artykuły: “Język polityki i polityków", “Język, media, demokracja", “O populizmie językowym" i “O języku polskiej polityki w latach 80. i 90.". Lekturę uprzyjemnia mnóstwo dobrze dobranych przykładów, obudowanych komentarzami, poświadczającymi znakomite poczucie humoru autora. Mając pod ręką ten zbiór artykułów znacznie spokojniej będziemy słuchać przemówień sejmowych, gdyż narzędzia analizy dostarczone nam przez Bralczyka pozwolą odsłonić ich retoryczną nędzę.

A pamiętajmy też, że zawsze, kiedy pojawią się jakieś trudności, możemy im “wyjść naprzeciw", tak jak to robił często w swoich przemówieniach Edward Gierek. Widocznie nie mógł się ich doczekać i stąd się brała jego niecierpliwość.

Jerzy Bralczyk, “O języku polskiej polityki lat 80. i 90.", Warszawa 2003,Wydawnictwo Trio.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]