Obrazki z wakacji

Siedzimy na maleńkiej chorwackiej plaży - mała, niereprezentatywna grupa Polaków na wakacjach. Niereprezentatywna dlatego, że niemal każdy ma w ręku jakąś książkę. Jedni czytają "Powroty nad rozlewiskiem", inni "Klub Dantego", jeszcze inni "Apelację" Grishama albo coś z fantasy. Monika czyta po angielsku, bo właśnie dostała się na anglistykę (ale nie wiem co, bo wszystkie książki ma starannie obłożone), a Szymek, który jest w trzeciej klasie gimnazjum, męczy się nad "Pamiętnikiem z powstania warszawskiego". Męczy się - dopóki mu nie podpowiem, żeby nie skupiał się na wydarzeniach, ale na tym, w jaki sposób się o nich opowiada. Mój najstarszy syn czyta "Wiedźmina", żona "Portret artysty z czasów młodości", a ja czytam "Biesy" - i wtedy właśnie Rosjanie wchodzą do Gruzji. Dokładniej: kiedy Rosjanie wchodzą do Gruzji, jestem akurat przy scenie, w której Szatow referuje niegdysiejsze poglądy Stawrogina, że każdy naród ma własnego Boga, ale tylko rosyjski Bóg jest prawdziwy.
Czyta się kilka minut

Zawsze - także wtedy, kiedy jedziesz na wakacje - jest gdzieś jakaś wojna lub ktoś leczy rany po wojnie, lub ktoś inny na nową wojnę się zbiera. W Chorwacji wystarczy przejechać przez góry i zamiast pogodnych plaż Wybrzeża Dalmatyńskiego spotkać rozstrzelane domy. Niektóre upstrzone dziurami po kulach, inne z rozległymi ranami po pociskach, zawalonym dachem, wypalonym wnętrzem. Można by je wziąć za atrapy na wojskowym poligonie, gdyby nie świadomość, że kilkanaście lat temu odbywały się tu nie ćwiczenia, lecz regularne walki.

W kościółku, do którego idziemy w niedzielę, zwisa z chóru wielka narodowa flaga, a na ścianach wiszą dziesiątki grafik i obrazów podarowanych przez współczesnych chorwackich artystów. Ksiądz przyjeżdża odprawić Mszę, ale cała reszta należy do świeckich. Po Mszy kobiety wysypują zebrane pieniądze na wieko stojącego w prezbiterium... fortepianu i liczą je na oczach wszystkich. W tym czasie kilku mężczyzn zatrzymuje się przed wejściem do kościółka i zaczyna śpiewać. Niektórzy palą przy tym papierosy. Rozchodzą się do domów dopiero, kiedy ksiądz wyjdzie i się z nimi pożegna.

Oczywiście czytamy tylko wtedy, kiedy nie pływamy. Woda jest czysta i ciepła, błękitno-zielona przy brzegu, potem granatowa. Czasem prądy przyprowadzają do zatoki ławice małych rybek i wtedy można próbować się do nich przyłączyć. Na ogół jednak pływa się leniwie, ciesząc się, że czas na chwilę zwolnił. Przez dwa tygodnie nie ma ani kropli deszczu.

Ostatniego dnia skaczę do wody nieostrożnie i obcieram sobie stopę o kamień. Ale słona woda czyści i dezynfekuje ranę. Skaleczenie szybko się goi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2008