Niewzruszony spokój Jonemury

Dwa dni przed straszliwymi wydarzeniami w Azji Południowo-Wschodniej kupiłem w antykwariacie u pana Krzysztofa książkę profesora Bohdana Dyakowskiego Trzęsienia ziemi. Praca ta, wydana w roku 1929 nakładem Księgarni św. Wojciecha (Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin), przeszła przez wiele rąk, o czym świadczy m.in. stempel biblioteki Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego Władysława Kunickiego w Lublinie i ekslibris Marka Antoniego Wasilewskiego.
Czyta się kilka minut

“Trudno wyobrazić sobie coś bardziej stałego niż ziemia, po której stąpamy - przeczytałem pierwsze zdanie i już nie mogłem się oderwać od tekstu. - Woda wydaje się nam zawsze chwiejną i niepewną, toteż na statku nie czujemy się nigdy tak bezpiecznie jak na lądzie; a jednak ten ląd zwany przecie, i zupełnie słusznie, stałym, nie jest wcale tak nieruchomy, jak się to nam wydaje".

I on również nieustannie ulega drganiom i kołysaniom, które nieraz dochodzą do bardzo znacznych rozmiarów. Wystarczy przejrzeć chociażby pobieżnie jeden z ostatnich roczników którejkolwiek gazety, a znajdziemy tam pełno wzmianek o trzęsieniach ziemi. Żadna część świata, żaden miesiąc nie są od nich wolne.

Profesor Dyakowski wspomina m.in. o wstrząsach w Palestynie (lato roku 1927), wskutek których pękła kopuła świątyni nad grobem Zbawiciela, oraz opisanych przez Długosza pięciu silnych trzęsieniach ziemi, które nawiedziły Polskę w latach 1000, 1200, 1257, 1328 i 1443. Podczas tego ostatniego, jak pisze Długosz, “runęło sklepienie kościoła św. Katarzyny w Krakowie i wiele innych rozwaliło się budynków", a “rzeki powystępowały ze swoich łożysk i, wylawszy na obie strony, ukazały dno suche, a wodą wszystko zamuliły".

Znakomity podróżnik dziewiętnastowieczny, Aleksander von Humboldt, mówił, że “pierwsze trzęsienie ziemi, które odczuwamy, wywiera wrażenie niewymownie głębokie i całkiem swoiste. Najbardziej dziwne wydaje się nam zwłaszcza to rozczarowanie, którego doznajemy wtedy; to rozchwianie się wrodzonej wiary w niewzruszony spokój masy bezwładnej stałych warstw ziemi. (...) Chwila jedna niszczy złudzenia całego poprzedniego życia. Ogarnia nas rozczarowanie co do spokoju w przyrodzie, czujemy się przeniesieni do dziedziny nieznanych, niszczących sił. Nie ufamy już niejako gruntowi, po którym stąpamy".

Sporo miejsca w swojej książce profesor Dyakowski poświęca strasznemu trzęsieniu ziemi, które 1 września 1923 roku w samo południe nawiedziło klasyczny kraj katastrof żywiołowych, Japonię - po nagłym podziemnym grzmocie ziemia zaczęła falować jak wzburzone morze, wznosząc się i opadając do wysokości półtora metra. Choć wstrząsy trwały tylko 30 sekund, runęły momentalnie całe kompleksy budynków, zasypując ulice stosami rumowisk, zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a setki tysięcy pozostały bez dachu nad głową.

Opowiadając o okropnych scenach, które rozgrywały się podczas tej katastrofy (“Przerażona ludność rzuciła się w popłochu do ucieczki. Ale dokąd? Kogo nie przysypały gruzy walących się domów, ten ginął zalany wodą albo płonął żywcem"), Bohdan Dyakowski stwierdza, że nie można pominąć milczeniem bohaterskiego trwania na stanowisku urzędnika lokalnego radia w Kamioka (200 kilometrów od Jokohamy), nazwiskiem Jonemura.

“Urzędnik ten stał przy aparacie przez trzy dni i trzy noce bez snu i pokarmu, dawał znać całemu światu o katastrofie, wzywał do pomocy okręty, które mijały Japonię, i zawsze jednakowo spokojny, z wyszukaną grzecznością odpowiadał na każde zapytanie".

Pamiętajmy Jonemurę!

Na niepewnym stałym lądzie warto szukać punktów oparcia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2005