Reklama

Nieugięty z Chartumu

Nieugięty z Chartumu

w cyklu STRONA ŚWIATA
22.01.2019
Czyta się kilka minut
Arabska Wiosna, która poobalała tyranów w Maghrebie i wywróciła Bliski Wschód, z ośmioletnim opóźnieniem dotarła do Sudanu. Ale tamtejszy władca, który panuje już drugie ćwierćwiecze, jak nikt na świecie wie, w jaki sposób przetrwać polityczne niepogody.
Antyrządowe protesty przed meczetem w Chartumie, 18 stycznia 2019 r. / FOT. AFP/East News
Antyrządowe protesty przed meczetem w Chartumie, 18 stycznia 2019 r. / FOT. AFP/East News
O

Omar al-Baszir liczy sobie już 75 lat, z których ostatnie trzydzieści zeszło mu na rządzeniu krajem, niegdyś największym w całej Afryce. Baszir przeżył już chyba wszystko – wojny domowe, zbrojne rebelie, uliczne rozruchy, pałacowe spiski i próby przewrotów, demokrację narzuconą przez Afryce przez Zachód pod koniec zeszłego stulecia, dżihadystów, którzy rozpanoszyli się w Chartumie oraz sankcje, ostracyzm i bombardowania, jakimi Zachód karał Sudan za to, że udzielił gościny banitom. Baszir, mistrz w sztuce przetrwania, choć oskarżany przez Zachód o wspieranie terroryzmu, przeżył wydaną przez Amerykę światową wojnę z terrorystami. Udało mu się też umknąć przed listami gończymi, rozesłanymi za nim przez Międzynarodowy Trybunał Karny, oskarżający go o wojenne zbrodnie. Przeżył kilka gospodarczych zapaści jego państwa, a nawet jego rozpad. A jednak to trwające drugi miesiąc antyrządowe rozruchy uznano za najpoważniejsze zagrożenie dla jego władzy.

Iskra z Atbary

Niepokoje zaczęły się dziewiętnastego grudnia, kiedy rząd zniósł dopłaty do sprowadzanej z zagranicy pszenicy i paliw, co wywołało nowe, wysokie podwyżki chleba, benzyny, prądu i innych, podstawowych towarów i tak już drożejących co najmniej od roku. Jako pierwsi przeciwko drożyźnie i biedzie zaprotestowali licealiści w stutysięcznej Atbarze leżącej nad Nilem, około 350 kilometrów od Chartumu, w dół rzeki. Władze, zgodnie ze zwyczajem, odpowiedziały represjami. Policjanci powitali demonstrantów pałkami, granatami z gazem łzawiącym, a w końcu zaczęli strzelać, zabijając i raniąc kilkunastu uczniów.

Zamiast jednak posłużyć za nauczkę dla innych buntowników, pacyfikacja Atbary stała się iskrą, która wywołała pożar. Nazajutrz do antyrządowych wystąpień doszło w stołecznym Chartumie i jego bliźniaczym Omdurmanie, położonym na zachodnim brzegu Nilu, w Port Sudanie, al-Kadarifie, Kassali. w Darfurze. Tysiące ludzi w ulicznych pochodach protestowało już nie tylko przeciwko drożyźnie, ale także korupcji władz, fatalnej polityce gospodarczej i dyktatorskim rządom prezydenta Baszira. Do buntu przyłączyli się głównie młodzi, ludzie w wieku 20-30 lat, stanowiący połowę 40-milionowej ludności kraju. Dziennikarze, przyglądający się wiecom, demonstracjom i pochodom, podkreślali, że uczestniczą w nich zarówno mężczyźni, jak kobiety, bogaci i biedni, przedstawiciele wszystkich narodów i ludów, wyznawcy demokracji, a także komuniści i zwolennicy partii religijnych, widzących ratunek w zaprowadzeniu w kraju prawa Bożego. Na czele buntu stają zaś nie opozycyjni politycy, ale działacze społeczni, zwłaszcza z powołanego niedawno Sudańskiego Stowarzyszenia Zawodowego, zrzeszającego lekarzy, nauczycieli i inżynierów żądającego zastąpienia panujących władz tymczasowym rządem apolitycznych fachowców, którzy ocaliliby kraj przed katastrofą, a potem rozpisali nowe, uczciwe i wolne wybory. Domagali się ustąpienia Baszira i dwukrotnie próbowali podejść pod jego stołeczny pałac i pod parlament, by wręczyć mu stosowną petycję. Rozpędzani przez policję atakowali i palili biura rządzącej Narodowej Partii Kongresowej. Rząd odpowiedział nowymi represjami – w grudniu i styczniu od policyjnych kul zginęło prawie pięćdziesiąt osób, a drugie tyle zostało rannych. Ponad tysiąc zostało aresztowanych. A mimo to buntownicy nie przestraszyli się, nie schodzą z sudańskich ulic i domagają się ustąpienia tyrana.

Wszyscy jesteśmy Darfurczykami

Baszir przezywa buntowników prowokatorami i zdrajcami, nasłanymi z zagranicy i wysługującymi się wrogom Sudanu. Twierdzi, że to oni właśnie podstępnie przyłączają się do młodzieżowych protestów, by prowokować starcia z policją, a potem, w trakcie rozruchów, mordować antyrządowych demonstrantów, by obarczyć władze winą za ich śmierć. Baszir wskazał nawet palcem na rebeliantów z Darfuru, którzy na początku wieku podnieśli przeciwko niemu zbrojny bunt, a w maju 2008 roku niemal zdobyli szturmem Chartum. Młodzi buntownicy drwią jednak ze słów Baszira i skandują „Wszyscy jesteśmy Darfurczykami!” Twierdzą też, że wbrew temu, co mówi, to sam Baszir posyła przeciwko nim zamaskowanych bojówkarzy w cywilnych ubraniach. Przyjeżdżają na wiece i demonstracje terenowymi samochodami, atakują i biją, aresztują uczestników akcji protestacyjnych. Baszir zapowiada zaś, że nie ustąpi z urzędu, a o tym, kto sprawować będzie w Sudanie władzę, zadecydują jego obywatele w wyborach, które odbędą się w przyszłym roku. Baszir zamierza w nich znów wystartować, a posłuszni mu posłowie pod koniec zeszłego roku wykreślili z konstytucji zapis, który mu tego zabraniał. „Ci, którzy wyczekują Arabskiej Wiosny w Sudanie, będą musieli na nią jeszcze poczekać” – odgraża się.

Nadejście Arabskiej Wiosny przepowiadano w Chartumie już na początku 2011 roku gdy uliczne rewolucje obaliły dyktatorów w Tunezji, Libii i Egipcie, a w Libii, Jemenie i Syrii wywołały wojny domowe. Arabska Wiosna nie dotarła jednak do Chartumu i nie odebrała władzy Baszirowi, ale uczyniła go mocniejszym niż kiedykolwiek. Wierne Baszirowi służby bezpieczeństwa szybko spędziły z ulic nielicznych demonstrantów, a widząc czym demokratyczny chaos zakończył się w Libii, Syrii czy Jemenie, Sudańczycy narzekający na brak obywatelskich swobód, zaczęli doceniać policyjne porządki Baszira, który z wiekiem z wojskowego tyrana przepoczwarzał się w rolę patriarchy i raisa. Mieli zresztą wtedy dużo poważniejszy problem niż dyktatura – ich państwo miało się właśnie rozpaść na dwoje.


STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o  tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


Jeszcze zanim w 1956 roku Sudan ogłosił niepodległość, na jego południu wybuchło zbrojne powstanie mieszkających tam afrykańskich i wyznających chrześcijaństwo ludów przeciwko dominacji muzułmańskich Arabów z północy. Półwieczna wojna, która pochłonęła prawie 2 miliony ofiar, została przerwana dopiero na początku XXI stulecia. Władze z Chartumu zgodziły się najpierw na separację z południem, a potem na całkowity z nim rozwód. W ten sposób w 2011 roku na mapie Afryki pojawił się najmłodsze jej państwo – Południowy Sudan (wkrótce potem pogrążył się w nowej, już wewnętrznej wojnie domowej o władzę). Sudan stracił nie tylko rozległe terytorium, ale także leżące na południa pola naftowe, z których pochodziła połowa wpływów do rządowego skarbca w Chartumie. Niepewni jutra Sudańczycy uznali, że nie pora na obalanie prezydenta, który ściągnął na nich same kłopoty i którego mają serdecznie dość.

W gościnie u Baszira

Choć należy do najdłuższych stażem przywódców świata, bilans rządów Baszira wypada fatalnie. Już w 1989 roku, gdy zawłaszczał władzę jako pułkownik rządowego wojska wskutek zbrojnego przewrotu, naraził się Ameryce, ówczesnej sojuszniczce i dobrodziejce Sudanu. Dodatkową nieufność w Waszyngtonie wywołało przymierze, jakie zawarł z muzułmańskimi radykałami, by zdobyć sobie polityczne zaplecze i uwiarygodnić swoje rządy. Zmarły przed dwoma laty Hassan al-Turabi, ówczesny polityczny druh Baszira, zamierzał wykorzystać go, by przejąć faktyczną kontrolę nad Sudanem i przekształcić go w prawowierny kalifat, ojczyznę dżihadystów, którym chciał przewodzić. W rządzonym przez Baszira i Turabiego Chartumie schronienie znalazł też sprzymierzony z Palestyńczykami, najpilniej w tamtych czasach poszukiwany terrorysta świata, Wenezuelczyk Ilich Ramirez Sanchez „Szakal” (aresztowany w 1994 roku i wydany Francuzom, odsiaduje w Paryżu karę podwójnego dożywocia). Na zaproszenie Turabiego z sudańskiej gościny skorzystała też cała armia arabskich mudżahedinów, bezrobotnych po wycofaniu Armii Radzieckiej z Afganistanu. Do Chartumu zjechał sam Osama ibn Ladin, który mieszkał tu w latach 1991-96 i na sudańskiej ziemi założył kwaterę swojej Terrorystycznej Międzynarodówki, al-Kaidy. Nic dziwnego, że pod koniec ubiegłego wieku Baszir i Sudan cieszyli się na Zachodzie jak najgorszą opinią, a w 1998 roku w odwecie za zamachy al-Kaidy przeciwko na ambasady USA w Kenii i Tanzanii, Amerykanie zbombardowali Sudan, uznali go za państwo sponsorujące międzynarodowy terroryzm, a już wcześniej ukarali gospodarczymi sankcjami i ostracyzmem.

Baszir naraził się Zachodowi jeszcze raz na początku XXI wieku, gdy rozkazał utopić we krwi rebelię w Darfurze. Tamtejsze afrykańskie, ale wyznające islam ludy, zachęcone secesją Południa, postanowiły również wywalczyć dla siebie większą autonomię, swobody i pieniądze z Chartumu. Okrucieństwa, jakich dopuściło się rządowe wojsko w Darfurze sprawiły, że Baszir stał się pierwszym w historii urzędującym prezydentem, ściganym przez Międzynarodowy Trybunał Karny za wojenne zbrodnie.

Dopiero Arabska Wiosna, która miała go obalić, poprawiła na Zachodzie notowania Baszira i umocniła jego rządy. Widząc jak Bliski Wschód pogrąża się w rewolucyjnym i wojennym chaosie, Zachód łagodniej zaczął spoglądać na Sudańczyka. Tym bardziej, że umocniwszy się u władzy, już na początku obecnego stulecia Baszir zerwał z dżihadystami, powtrącał ich przywódców do więzień, a cudzoziemskich mudżahedinów wyprosił z kraju. Zerwał też i wtrącił do więzienia samego Turabiego (podobną przemianę, ze strachu przed Zachodem, ale także licząc na jego wdzięczność, przeżył po 11 września 2001 roku Libijczyk Muammar Kadafi), a w 2014 roku Sudan zerwał stosunki z Iranem i zawarł przymierze z Arabią Saudyjską, przyjaciółką Ameryki. Na życzenie Saudów i w zamian za ich petrodolary, Baszir wysłał wojska do Jemenu, by wsparły tam Saudyjczyków, utrzymujących miejscowe władze i walczących ze wspieranymi przez Iran jemeńskimi rebeliantami. W uznaniu metamorfozy Sudańczyka, jesienią 2017 roku Amerykanie znieśli wprowadzone przeciwko jego krajowi sankcje.

Koniec przywilejów

Fatalnie zarządzane i rozkradane sudańskie państwo, wydające trzy czwarte swoich skromnych dochodów na wojsko, policję i wszelkiej maści tajne służby znalazło się jednak na skraju bankructwa. W pozbawionym stałych dostaw petrodolarów z pól naftowych już w 2012 roku doszło w Sudanie do ulicznych wystąpień przeciwko drożyźnie i biedzie. Powtórzyły się rok później, a potem jeszcze raz, rok temu, gdy postawiony pod murem Baszir zaczął znosić dotychczasowe dotacje do cen podstawowych towarów, głównie żywności. Baszir, jak zwykle, posyłał przeciwko demonstrantom policję (w 2013 roku zginęło ponad 200 osób), zamykał szkoły, cenzurował gazety, odcinał telefony i internet. Kiedy w grudniu wybuchły nowe rozruchy, sprawdzone dotąd środki okazały się nieskuteczne, a antyrządowy bunt trwa drugi miesiąc.

Według znawców sudańskiej polityki przyczyną tego jest fakt, że po raz pierwszy zagrożone zostały interesy ludzi, którym rządy Baszira zapewniały dotąd przywileje i bezpieczeństwo. Bankructwo gospodarki dotknęło elity i klasę średnią. Nawet we wspierającym go dotąd bezkrytycznie wojsku i rządzącej partii pojawili się dysydenci, którzy uważają, że dalsze rządy starzejącego się tyrana doprowadzą do katastrofy. Poza apolitycznymi fachowcami z Sudańskiego Stowarzyszenia Zawodowego (jego rzecznikiem jest prezydencki kuzyn), wśród przywódców buntu wymienia się m.in. Ghaziego Salllahuddina, byłego, niezwykle wpływowego doradcę Baszira. Według ośrodka badawczego International Crises Group, Baszir nie może też liczyć na bezwarunkową wierność szefów swoich tajnych służb, ani wojskowych, zwłaszcza młodszych oficerów. Nie może też liczyć na zwolenników partii religijnych – w jednym z piątkowych kazać wpływowy i znany z radykalnych poglądów chartumski ulema szejk Abdul Hai Jusuf wezwał Baszira, by złożył prezydencki urząd. A uliczni demonstranci, zachęceni wstrzemięźliwą postawą wojska, żądają, by generałowie dokonali kolejnego przewrotu i obalili tyrana.

W drodze po pomoc

W historii Sudanu już dwukrotnie uliczne rewolucje doprowadziły do ustąpienia wojskowych dyktatorów – w 1964 roku chartumscy studenci zmusili do dymisji Ibrahima Abbouda, a w 1985 roku pod naciskiem ulicznych wystąpień ustąpił Dżaafar Nimejri. Baszir nie zamierza jednak tak łatwo składać broni. Od lat dba, by ani w wojsku, ani rządzącej partii nie pojawił mu się żaden rywal. Stosując metodę kija i marchewki udało mu się doprowadzić do praktycznego unicestwienia stare, tradycyjne sudańskie partie – Ummę, kierowaną przez al-Mahdich, potomków Mahdiego, przywódcy dziewiętnastowiecznego powstania przeciwko Brytyjczykom i unionistów, kierowaną przez polityczny ród Mirghanich, potomków Proroka Mahometa.

Nie mogąc liczyć na pieniądze Amerykanów (Sudan wciąż figuruje na ich „czarnej liście” państw-sponsorów terroryzmu, co uniemożliwia mu wystąpienie o pomoc do Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego), Saudów (uważają, że Sudan nie jest im wystarczająco wierny i ofiarny), Chin (potrzebowały go tylko, by kupić od niego południowe pola naftowe), ani nowych przyjaciół z Rosji (broń) i Turcji, Baszir wybrał się w pielgrzymkę do Kataru. Liczy nie tylko na słowa pociechy, ale gotówkę, która pomoże mu przetrwać spóźnioną Arabską Wiosnę w Chartumie. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W zyciu nic nie jest proste. Na temat Omara al_Bashir w 2015 roku wydal ksiazke prof. Paul Moorcraft pt. "Omar al_Bashir & Africa's Longest War." Zainteresowani winni do niej siegnac, gdyz przedstawia prezydenta Sudanu w troche innym swietle niz robi to red. Jagielski. Pozdrawiam

Usunąłem duplikat mojego komentarza. MB

Szanowny Tygodniku, od lat cenię i szanuję wnikliwe dziennikarstwo p. Wojciecha Jagielskiego, jak również "calokształt" Tygodnika dlatego też nie mogę nie napisać, że nie uchodzi, aby w tekście było tyle błędów stylistycznych (zazwyczaj autokorekta edytora ich nie wyłowi). Juz pogodziłem się z tym, że w książkach (nawet takich gigantów jak PWN) nie ma karteczki z erratą, ciężko mi, ale się staram nie reagować na "w" na końcu linii, ale na prawdę nie można takich błędów "puszczać do druku". To "przypuszczenie graniczące z pewnością", że nikt tego tekstu przed publikacją nie czytał!!! Sztuka cierpi!!! Serdecznie pozdrawiam, Mariusz Butler PS A "Tygodnik" prenumerowała jeszcze moja śp. babcia we wczesnych latach 60-tych! Stąd pamiętam "Wołanie na puszczy" i "Głową o ścianę" ;-)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]