Reklama

Rok rewolucji, czyli rozwód tronu z mundurem i ołtarzem

Rok rewolucji, czyli rozwód tronu z mundurem i ołtarzem

w cyklu Strona świata
29.07.2020
Czyta się kilka minut
W pierwszą rocznicę ulicznej rewolty, która zmiotła wojskowego tyrana, Sudan próbuje rozstać się z grającymi wciąż pierwsze skrzypce wojskowymi i sprzymierzonymi z nimi imamami, którzy narzucili krajowi religijne prawo.
Nowowybrana gubernatorka prowincji Nil Amna Makki bierze udział w posiedzeniu sudańskiego rządu, Chartum, 26 lipca 2020 r. / Fot. ASHRAF SHAZLY / AFP / EAST NEWS
W

Wojskowy dyktator Omar al-Baszir, który rządził Sudanem od 1989 r., został obalony już w kwietniu, ale rewolucja, która zaczęła się w grudniu 2018 r., zakończyła się dopiero w sierpniu, gdy przywódcy ulicznych protestów dobili targu z rządzącymi wojskowymi i utworzyli wspólny rząd tymczasowy, mający przeprowadzić kraj do wyznaczonych za trzy lata wolnych wyborów. Tuż przed pierwszą rocznicą tego wydarzenia rząd tymczasowy unieważnił kolejne religijne prawa, jakie narzucili krajowi wojskowi dyktatorzy, którzy dla uprawomocnienia swoich rządów zabiegali o błogosławieństwo imamów.

Luźniej w gorsecie

W specjalnym telewizyjnym orędziu minister sprawiedliwości Nasreddin Abdulbari ogłosił, że unieważnia się przepisy skazujące na śmierć za porzucenie islamu i że w ogóle zmiany wyznania nie będzie odtąd w Sudanie uważało się za zbrodnię. Minister powiadomił też rodaków, że ci spośród nich, którzy nie wyznają islamu (ok. 3 proc. ludności kraju, liczącej około 40 mln), będą mogli legalnie sprowadzać i pić we własnych domach alkohol. Dla muzułmanów nadal pozostanie on zakazany. Wyznawca innej niż islam religii zostanie jednak ukarany, jeśli dozwolone dla niego piwo, wino, dżin czy whisky pić będzie z mahometaninem. Utrzymano karę śmierci, ale zgodnie z decyzją ministra nie będzie się nią karać niepełnoletnich (poniżej 18. roku życia).

Minister zapowiedział też, że sudańskim kobietom wolno będzie odtąd wyjeżdżać za granicę bez zgody męża, a z dziećmi także bez zgody ich ojca. Już wcześniej nowe władze ogłosiły, że przestępstwem będzie poddawanie dziewcząt obowiązkowemu dotąd obrzezaniu, a jesienią rozwiązały policję obyczajową, która karała chłostą kobiety za nieprzestrzeganie przepisów dotyczących ubioru i ustalonych przez uczonych w piśmie imamów.

„Wiele religijnych praw zostało jeszcze do odwołania, choćby te, które sprawiają, że zgwałcona kobieta sądzona jest za cudzołóstwo, ale odwołanie choćby i tych to i tak wielka sprawa!” – chwalił przed zagranicznymi dziennikarzami nowe władze Rim Abbas, działacz praw człowieka i pisarz z Chartumu. – „To początek przywracania świeckości państwa i prawa, które zostały wciśnięte w religijny gorset”.

Od puczu do puczu

Unieważnione przepisy są dziedzictwem rządów dwóch wojskowych tyranów, którzy przymierzem z mułłami starali się uprawomocnić swoje rządy. Pułkownik Dżafar al-Nimejri, który dokonał puczu w 1969 i rządził do 1985 r., wprowadził w 1983 r. koraniczne prawo, szariat, jako jedyne obowiązujące wszystkich mieszkańców Sudanu, zarówno muzułmanów, mieszkających na północy, jak chrześcijan, żyjących na sudańskim południu. To Nimejri kazał opróżniać piwnice chartumskich hoteli z whisky i wylewać ją do Nilu. Wprowadzenie szariatu rozpaliło na dobre trwającą od lat 50. wojnę domową – najdłuższą wojnę współczesnej Afryki, zakończoną śmiercią prawie 2 mln ludzi i rozpadem kraju wskutek secesji Południa (dziś niepodległego Sudanu Południowego, najmłodszego państwa w Afryce) w 2011 r. Sudan, największe dotąd państwo Afryki, został w ten sposób zdegradowany do pozycji numer trzy, za Algierią i Kongiem.

W dotychczasowej historii niepodległego od 1956 r. Sudanu (wcześniej był protektoratem brytyjsko-egipskim) rządzący w Chartumie zmieniali się zwykle wskutek zbrojnych przewrotów, ulicznych rewolucji i kończących je kolejnych wojskowych zamachów stanu. Uliczna rewolucja i sprowokowany przez nią pucz odebrały władzę Nimejriemu, a cztery lata później kolejny zamach stanu wyniósł do władzy kolejnego wojskowego tyrana, pułkownika Omara al-Baszira. W czerwcu 1989 r., kiedy przejmował władzę, mało kto o nim w Chartumie słyszał. Wszyscy za to znali Hassana al-Turabiego, przywódcę sudańskich Braci Muzułmanów i radykałów odwołujących się do islamu. Niewielu jednak wiedziało, że właśnie Turabi (umarł w 2016 r.) był prawdziwym przywódcą zamachu stanu z 1989 r., a Baszir jedynie jego wykonawcą.

Ich drogi rozeszły się dopiero w ostatnim roku ubiegłego stulecia, gdy Turabi wezwał zwolenników, by obalili dyktatora i ogłosili Sudan republiką muzułmańską, a Baszir wygnał go z rządu i wtrącił do więzienia. Zanim do tego doszło, Baszir, pod wpływem Turabiego, nie tylko przerobił Sudan na muzułmańską modłę, ale uczynił ze swojego państwa główną twierdzę religijnego radykalizmu i kryjówkę wszystkich wyjętych spod prawa muzułmańskich rewolucjonistów, wichrzycieli i dżihadystów. W Sudanie ukrył się na początku lat 90. wypędzony z Arabii Saudyjskiej Osama bin Laden i jego arabscy weterani afgańskiej świętej wojny z lat 80. przeciwko bezbożnemu Związkowi Radzieckiemu. W Sudanie planowali wojnę przeciwko Ameryce i z Sudanu dokonali pierwszych ataków – zamachów bombowych na ambasady USA w Kenii i Tanzanii w 1998 r., co uczyniło z Sudanu międzynarodowego pariasa.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Nieugięty z Chartumu


W ostatnich latach panowania Baszir odchodził coraz bardziej od religijnej ortodoksji i szukał pokoju z Zachodem, którego dolarów i euro potrzebował na reanimację swojego zbankrutowanego państwa i upadłej gospodarki. Wojna domowa i drożyzna policyjnego państwa spustoszyły i tak świecący pustkami skarbiec, a secesja Południa i leżących na jego terytorium pól naftowych pozbawiła Chartum dopływu petrodolarów. 

Na czarnej liście

Dziś pogromcy Baszira, przywódcy ulicznej rewolucji i kolejnego puczu, potrzebują pomocy Zachodu jeszcze bardziej – do wszystkich dotychczasowych nieszczęść i plag doszły jeszcze epidemia COVID-19 i załamanie światowej gospodarki. Żeby ubiegać się o jakąkolwiek pomoc i pożyczki – bez przyzwolenia Waszyngtonu Międzynarodowy Fundusz Walutowy ani Bank Światowy nie pożyczą ani centa – Sudan musi zostać wpierw wykreślony z amerykańskiej czarnej listy państw, które Biały Dom uważa za zło wcielone (poza Sudanem znajdują się na niej jeszcze Korea Północna, Iran i Syria).

Chartum i Waszyngton dobiły już w zasadzie targu. Władze w Chartumie zgodziły się wypłacić odszkodowania ofiarom i rodzinom ofiar zamachów z Nairobi i Dar es Salaam, tak jak kilkanaście lat temu odszkodowaniem za zamach na amerykański samolot pasażerski kupił sobie przebaczenie libijski przywódca Muammar Kaddafi. Stawka pozostała taka sama – 10 mln dolarów za każdego zabitego. Za 224 pasażerów samolotu linii Pan Am zniszczonego przez bombę nad miasteczkiem Lockerbie w Szkocji Kaddafi zapłacił w 2002 r. prawie 2,5 mld dolarów. Opływającą w ropę naftową Libię było jednak na to stać. Sudan jest biedakiem i Waszyngton zgodził się, by 10 mln płacił tylko za każdego zabitego obywatela USA. Każdy ranny w zamachach Amerykanin ma otrzymać trzy miliony. 

W Nairobi i Dar es Salaam zginęły 224 osoby (w tym 12 Amerykanów), ponad 4 tys. zostało rannych. Ogromną większość ofiar stanowili Kenijczycy i Tanzańczycy, a zgodnie z ustalonymi przez Amerykanów i Sudańczyków stawkami przysługiwać im będzie znacznie niższe odszkodowanie – 800 tys. dolarów za zabitego i 400 tys. za rannego. Różnica w stawkach budzi tak wielkie kontrowersje i protesty krajów Afryki, że ugoda w sprawie wykreślenia Sudanu z czarnej listy wciąż nie jest gotowa.

Cień Darfuru

Poza unieważnieniem przepisów, będących dziedzictwem trwającego ćwierć wieku chartumskiego przymierza tronu z ołtarzem, symbolicznym uświetnieniem pierwszej rocznicy sudańskiej rewolucji stał się kolejny proces, jaki nowe władze wytoczyły 76-letniemu Baszirowi. W zeszłym roku został już skazany na dwa lata więzienia za korupcję, ale w lipcu rozpoczął się w Chartumie jego proces o zdradę stanu, za jaką uznano pucz z 1989 r.. Tym razem Baszirowi, który staje przed sądem wraz z trzema dziesiątkami dawnych towarzyszy, grozi kara śmierci. 


Cczytaj także: Wojciech Jagielski: Rewolucje generalskie


Za Baszirem krążą jeszcze po świecie listy gończe, rozesłane przez Międzynarodowy Trybunał Karny, który chce go sądzić za wojenne zbrodnie, jakich sudańskie wojsko i sprzymierzone z nim zbrojne milicje dopuściły się w latach 2003-13 podczas tłumienia zbrojnego powstania w Darfurze. Według szacunków ONZ zginęło tam co najmniej ćwierć miliona ludzi, niemal wyłącznie wywodzących się z afrykańskich, rolniczych ludów Furów, Zaghawów, Messalitów, rywalizujących o ziemię i wodę z plemionami arabskich pasterzy i narzekających na prześladowania ze strony rządzących w Chartumie Arabów. Nowy, rewolucyjny rząd obiecuje, że gotowy jest wydać Baszira do Hagi, ale wątpliwe, by za słowami poszły czyny. W nowych władzach w Chartumie zasiada zbyt wielu wojskowych, którzy uczestniczyli w pogromach, mordach, gwałtach i grabieżach w Darfurze, więc woleliby osądzić Baszira sami i zrzucić na niego winę za całe zło.

Konflikt w Darfurze, który w ostatnich latach przygasł, w czasie tegorocznych żniw wybuchł z nową siłą. Korzystając z pokoju rolnicy Furowie, Zaghawowie i Messalici próbują wracać na porzucone pola, zbierać plony. Przeciwko nim występują uzbrojone przez Chartum arabskie, konne milicje dżandżawidów (jeźdźców). Pod koniec lipca w pogromach w Darfurze zginęła co najmniej setka ludzi, a władze z Chartumu zapowiedziały, że poślą wojska, żeby położyć kres wojnie pasterzy z rolnikami o ziemię.

Ucieczka do przodu

Nowa wojna umocni wojskowych we władzach, utrudni zaś życie cywilnym przywódcom ulicznej rewolucji, którzy dzielą z nimi stanowiska w tymczasowym rządzie. Nowym szefem państwa i 11-osobowej Rady Suwerennej pozostaje przywódca kwietniowego puczu, generał porucznik Abdel Fattah al-Burhan, ale premierem tymczasowego rządu jest jeden z przywódców rewolucji, ekonomista Abdallah Hamdok. W skład Rasy Suwerennej wchodzi sześciu cywilnych przywódców i pięciu wojskowych. Wkrótce mają do nich dojść dwaj przedstawiciele sojuszu partyzanckich partii z Darfuru, ale także z prowincji Kordofan Południowy i Nil Błękitny, którzy układają się z chartumskimi władzami w sprawie pokoju oraz podziału władzy i stanowisk.

Zwolennicy rewolucji twierdzą, że wojskowi, niechętni zmianom, za to przywiązani do sprawowanej od lat władzy, sabotują i opóźniają reformy. Przed rokiem wystąpili przeciwko Baszirowi głównie dlatego, że uznali, iż wobec buntu ulicy jego dalsze pozostawanie u władzy zagrozi ich interesom i wpływom. Przywódcy rewolucji, obawiając się, że przyparci do muru wojskowi nie zawahają się przed konfrontacją i przelewem krwi, zdecydowali się na kompromis i ugodę.

W czerwcu na ulicach Chartumu i Omdurmanu znów pojawili się demonstranci żądający przyspieszenia rewolucji. Doszło do rozruchów, padły strzały, zaraz potem premier Hamdok mianował nowych gubernatorów 18 wilajetów. Odwołał wojskowych, sprawujących te stanowiska jeszcze z namaszczenia Baszira, i zastąpił ich cywilami. Gubernatorami prowincji Nil i Północnej zostały kobiety. Od jesieni kobieta pełni także obowiązki przewodniczącej Sądu Najwyższego. Premier Hamdok obiecał też, że zadba, by zmiany w Sudanie dokonywały się szybciej.

Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]