Reklama

Nieprzemijające światło

Nieprzemijające światło

04.11.2008
Czyta się kilka minut
Moje prawa grawitacji są newtonowskie. Prawa grawitacji Celana to pola przyciągania. To już nie jest fizyka ciała stałego. Celan odkrył pola grawitacji słów, znaczeń, obrazów. Nie jest podobny do nikogo.
P

Paula Celana uważam za jednego z największych poetów XX wieku. Mówiąc o nim, odczuwam wielką trudność, polegającą na tym, że w kraju zapaści językowej mam mówić o bardzo wysublimowanym poecie. To tak, jakbym pochodził z kraju Wuhugugu, który zna słów sto albo tysiąc (jak niektórzy się przechwalają nacjonaliści), i miał streszczać Mallarmégo czy mówić o zawiłościach - nie o zawiłościach, o pięknej prostocie filozofii Kanta. No, brak mi słów. I to stwierdziłem o godzinie 4.15, kiedy się zwykle budzę w nocy jak dobry mnich i na kwintę pędzę. Ach, byłem w zakonie, chciałem być zakonnikiem, ale zakon, i miał rację, nie chciał mnie. I ogarnął mnie taki smutek.

Ostatnia Aleksandria Europy

O czym my mamy właściwie mówić? Że był nieszczęśliwy, że urodził się w Czerniowcach, co wydaje mi się bardzo ważne, bo nikt nie był z nas w Czerniowcach, ja też nie byłem, natomiast znam wielu ludzi z Czerniowiec. I to była wylęgarnia geniuszy, to był taki, wyobrażam sobie, Lwów, starcie wielu, wielu kultur, tam był uniwersytet, nie wiem, ile mieszkańców, miałem zajrzeć do encyklopedii, ale... może sto, dwieście [tysięcy] powiedzmy. Żydów sefardyjskich, Ormian, Polaków zdaje się tam nie było dużo, Rumunów, różnych kręgów podkultury tak zwanej, ludzi z Bukowiny, którzy stanowili rodzaj narodu jak Huculi, powiedzmy, których Vincenz pięknie opisał, i to tworzyło... Tak jak we Lwowie, ci Ukraińcy, mam to w rodzinie: nie mam w ogóle Polaków, tylko Anglików, Austriaków, Niemców, Niemców najmniej na szczęście, babcia z Armenii. I to wszystko było absolutnie normalne.

I mam mówić do narodu, który jest w stu procentach czysty! Stuprocentowy Polak jest stuprocentowym idiotą. To samo można powiedzieć > str. II

o Amerykanach. Ale to się stosuje do każdego narodu. Jakaś denna przeciętna. Nienawidzi się Murzynów, w Polsce nienawidzi się Żydów. To znaczy ksenofobia powszechna. Natomiast tam nie było miejsca na ksenofobię i z tego środowiska, z tej Aleksandrii, to była Aleksandria, ostatnia Aleksandria Europy, powstali ludzie, których ja notowałem. Spotykałem i mówię: - A, to z Czerniowiec? - pytam. - Tak, tak. A to wybitny matematyk, a to Canetti - z Czerniowiec. Dan Pagis, najlepszy poeta hebrajski, który nie żyje niestety, którego poznałem w Holandii, żeby śmieszniej, rzucił mi się na szyję, a nic nie wiedzieliśmy o sobie - z Czerniowiec.

Gdybym pochodził z Warszawy, to by było co innego. Warszawa to jest to dno mazowieckie, ciemna dziura na ziemi. Ja bym to sprzedał Duńczykom za bezcen, nawet dopłacił. A z tymi obrzeżami, z Suwałkami, z Lubelskiem, Krakowskiem, Wrocławiem zasiedlonym, z Trójmiastem próbowałbym coś robić. I to na pewno wpłynęło, przede wszystkim wielojęzyczność usposabia człowieka do tego, że język jest zabawą. Ja mógłbym [rozumieć] dzisiejszy jidysz, na podwórku się nauczyłem. Teraz wziąłem książkę w jidysz, trochę czytam. Zapomniałem już, no bo miałem cztery-pięć lat, ale podstawy języka [mam], jak słyszę, to rozumiem. Chodzę do teatru żydowskiego w jidysz. Hebrajski to inna sprawa.

Unia Europejska to jest zbiór jakichś dziwnych urzędników, z których niektórzy naśladują język Szekspira i uważają, że w ten sposób będą mogli się porozumieć z innymi. A to była zupełnie naturalna Europa. Canetti, z którym się przyjaźnię, można powiedzieć, tak mówi: "Czy mógłbym zacząć do Pana mówić po hiszpańsku". Ja: "Wie pan, to jest język, którego ja nie znam i zawsze go sobie będę tłumaczył na francuski". A on: "Ja panu powiem tak po sefardyjsku, żydowsku". To było cudo. Chodziliśmy nocą po Londynie i coś mi tam powiedział. Olśnienie zupełne, językowe olśnienie dźwiękami mowy. Z tego się rodzi język.

Inne prawa grawitacji

Co jeszcze można powiedzieć o Celanie? Nie był to poeta typu Mallarmégo. Na czym polega trudność? To znaczy, te wszystkie wiersze są zrozumiałe. Albo zrozumiawalne, tak by powiedział filozof: to znaczy do zrozumienia, absolutnie wszystkie [...], tylko one są inaczej budowane niż moje. Jeśli mogę tak powiedzieć, wiersze pisałem na zasadzie trochę klasycznych klocków, jeden klocek na drugi, coś z tego wynika, coś się [tworzy] między... prawda? A on buduje... To naprzód wydawało mi się na wzór obrazów Juana Miró, że jest jakaś taka postać, potem jakaś taka małpka, jakieś takie dziecko, nie wiadomo co, prawda, potem jakaś linia, potem inna postać. Nie, to nie jest tak. Tak mi się wydawało dawniej. To są po prostu inne prawa grawitacji: wyżej, niżej. Moje prawa grawitacji są newtonowskie. Jego prawa grawitacji to są pola przyciągania. I to są zupełnie różne rzeczy. Wiesz, to nie jest rzecz stabilna, to nie jest fizyka ciała stałego, tylko właśnie te tłumaczące całą rzeczywistość pola grawitacji, czyli przyciągania. Nie dają się wyrazić w klasycznej fizyce.

On odkrył pola grawitacji słów, znaczeń, obrazów. Nie jest podobny do nikogo. Żył w niemieckim języku i mógł z tego materiału budować, wgłębiać się w ten materiał, przemieniać, doskonalić, natomiast jest poetą bez poprzedników i jestem przekonany, że bez następców także. Nelly Sachs, są jakieś dalekie echa, ze względu na atmosferę czasów powojennych... ludzie, którzy przeszli to, co przeżył Celan, któremu się udało jakoś przeżyć, stracił przecież całą rodzinę i został mu język niemiecki, język morderców jego rodziny. I on miłości do tego języka nie mógł się wyzbyć, mimo że się męczył z tym, wstydził, że nie może po francusku pisać (a znał francuski dobrze) czy nauczyć się hebrajskiego.

Jest to w każdym razie poezja, która zainteresowała filozofów. Gadamer, Adorno pisali o niej, bo jest próbą stworzenia nowego podmiotu. On stworzył nowy wyraz podmiotu poetyckiego. U niego "ja" bardzo rzadko występuje. Ja "widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie" - tego nie ma. I nowa rzeczywistość: to znaczy ta rzeczywistość nie jest widmowa, nie jest odbiciem idei, nie są to przedmioty, które są nieprawdziwe, jakieś takie pozorne, tylko one są mniej ciężkie, mniej oblepione czymś takim bardzo ziemskim, nie wiem. Bardzo trudno powiedzieć. Albo zmienia się swój stosunek do rzeczywistości, albo nagina się rzeczywistość do siebie, [u niego] te dwa elementy, podmiot liryczny tak zwany i przedmiot opisywany, są przemienione. Przesunął pola grawitacji i one zaczynają działać jako odrębna mgławica, która ma inny system przyciągania niż system słoneczny. I na tym polega jego wielkość.

Żar

Celan był krótko w Niemczech, nie mógł wytrzymać i pojechał do Paryża. Znał francuski, bo przed wojną studiował medycynę w Tours. I wykładał język niemiecki dla Francuzów. Nie mógł, nie chciał i z tysiąca innych powodów nie był w stanie się wyzwolić od tego języka. A jednocześnie nie ma tam nienawiści do tego języka. Tego, że on tratuje język. Majakowski by potratował taki nienawistny język, w którym musiałby pisać.

Mimo wysokiego w moim przekonaniu poziomu poezji niemieckiej, jest to postać w ogóle taka ? part, niedająca się przyporządkować żadnej szkole... On nie miał kraju. Francja nie była jego ukochanym krajem, Niemcy były krajem, na który alergicznie reagował, Austria, nie znosił Austrii, jeszcze bardziej niż Niemiec. Jest korespondencja z Nelly Sachs, wzruszająca, można napisać wielką nowelę, jak oni się zbliżali, szukali, pełno rewerencji jakichś, nuty sympatii, wybuch miłości wielkiej, jak ona przyjechała, więc to była chyba jedyna istota, którą miał, ale która nie wróciła do Niemiec.

Pojawia się u niego słowo glühen, co bardzo często źle jest tłumaczone "płonąć", a glühen jest jak dogasa ogień, jak jest ognisko czy kominek: cudowny taki, już wypalony kawał drewna się żarzy, ma taki kolor i ciepło. To są ostatnie jego [chwile] między popiołem a życiem. Więc Celan się żarzy, że tak powiem, w tej poezji, takim nieprzemijającym światłem.

Noc we Frankfurcie

Poznałem go na wieczorze u wydawcy, trochę się spóźniłem, jak przyszedłem, było z pięćdziesiąt osób, a kto to ten, a to Celan. No i poszliśmy w całonocny Frankfurt. I on nic nie mówił, i ja nic nie mówiłem. Myśmy chorowali na podobną chorobę. Ja wiem, że w takich stanach, i on był w tym stanie, jest konieczna obecność, natomiast każde słowo jest zbędne.

Jednak gdzieś na pizzę weszliśmy, gospodarz wyrzucił nas, powiedział: "To przez was Żydów galicyjskich [wszystko]", zaczął nas wyganiać, szczyty absurdu nam się po drodze działy, z dziewczynami ulicznymi, to wszystko przychodziło, mijało jakoś, jak gdyby musiało być. On to przyjmował z takim spokojem, ja z gospodarzem jeszcze się borykałem na schodach, a on szedł spokojnie, to musiało być, to należało do partytury, którą on nie napisał, ale grał. I tak koło czwartej, piątej mówi: "To ja idę do hotelu", ja mówię: "A to ja pana odprowadzę". Podaliśmy sobie rękę i to takie było moje spotkanie, uważam, że pełne, pełne znaczeń.

Był pięknym mężczyzną, właśnie z taką jakąś tajemnicą; regularność rysów, piękne oczy, piękne ręce, mocny, szeroki w ramionach, średniego wzrostu. Podobno wspaniale czytał, zwłaszcza swoje wiersze. Mnóstwo tłumaczył i to było jego nie ćwiczenie, ale ścieranie się z innym językiem. Znam jego przekłady Majakowskiego. To nie jest Majakowski stuprocentowy, ale czyta się go w sposób pasjonujący. Jest przełożony, nie, przesączony przez jego poetykę nawet, bo mówią, że on wszystko tłumaczył na Celana, nieprawda. On się zmagał ze słowem i stawał się tym słowem...

***

Ten ostatni krok był wpisany w jego życie, to nie było szaleństwo jakieś. On nie pił prawie, nie dragował się, wyglądał na okaz zdrowia, piękny, gładki, świeżo ogolony, żadnych używek do podniecania wyobraźni, nie potrzebował tego.

Żona wynajęła mu pokój do pracy, z widokiem na Sekwanę, i to go pociągnęło. Myślę, że nie było w tym romantycznego gestu, ale jakieś poczucie, że to się dopełniło.

I dalej już dźwigać tego nie mógł.

Skrócony zapis audycji emitowanej 26 XII 1997 r. w Programie II Polskiego Radia (rozmowę z Herbertem prowadził Piotr Kłoczowski). Pełny tekst ukaże się w grudniu w tomie "Zbigniew Herbert. Dokumenty i studia", przygotowywanym przez Emilię Olechnowicz w Instytucie Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską. Za okazaną pomoc (a także udostępnienie zdjęcia Herberta z Canettim oraz rysunku samego Poety) dziękujemy Piotrowi Kłoczowskiemu, kuratorowi Instytutu.

Paul Celan (właśc. Paul Antschel), jeden z najważniejszych poetów XX wieku, urodził się w 1920 r. w Czerniowcach, w rodzinie żydowskiej. Podczas II wojny światowej stracił rodziców, sam zaś był więziony w obozie pracy. W 1947 r. udało mu się uciec z komunistycznej Rumunii i osiedlił się w Paryżu. Zmarł śmiercią samobójczą, topiąc się w Sekwanie 20 kwietnia 1970 r. W języku polskim jego wiersze są dostępne w przekładach m.in. Feliksa Przybylaka, Stanisława Barańczaka i Ryszarda Krynickiego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]