Niemieckie buty

Tragedia dzieci Zamojszczyzny – polskich dzieci, odebranych rodzicom przez Niemców podczas wysiedleń tego regionu w 1942/43 r. – nie jest nieznana.

26.06.2012

Czyta się kilka minut

Niewiele jednak wiadomo o skali pomocy w społeczeństwie: na wieść o dziecięcych transportach ludzie gromadzili się na dworcach, starając się – mimo terroru okupanta – dzieci wykupywać czy wykradać. Choć cierpienie spowszedniało, los dzieci wywołał, jak się okazuje, reakcje niezwykłe.

Niemcy uprowadzili wtedy 30 tys. dzieci. 10 tys. z nich zginęło: zamarzły lub zmarły z chorób i wycieńczenia. O tych, które przeżyły, opowiada książka Beaty Kozaczyńskiej (wydana po polsku i angielsku): opisuje wysiedlenia, obóz przejściowy w Zamościu i same transporty. Niebywała okazuje się sprawność akcji pomocowej: przekazywane przez kolejarzy informacje, gdzie zatrzymają się pociągi; gotowość mieszkańców na trasie transportów do przyjęcia dzieci; zdobywanie dla nich jedzenia i lekarstw, wreszcie opiekowanie się nimi, z adopcją łącznie. Wzburzenie i determinacja ratujących były tak wielkie, że Niemcy starali się utajnić wszelkie informacje o pociągach z dziećmi. Warszawa dosłownie wrzała, mieszkańcy tropili transporty i otwarcie wykłócali się z niemieckimi strażnikami, żądając wydania dzieci. W akcję zaangażowali się ludzie wszelkich profesji: od inteligentów po przekupki z bazarów.

Wielkim walorem książki są wspomnienia samych dzieci, np. 5-letnia wtedy Irena Opitz pamięta, że przed wysiedleniem Niemcy zastrzelili wszystkie psy we wsi. Każdego psa gospodarz musiał do nich przyprowadzić, przywiązać do drzewa; potem padał strzał. Stanisława Gontarska wspomina, że jej rodzina nie zdążyła zjeść ostatniego obiadu w domu: barszczu z ziemniakami. I że miała tylko jeden bucik, bo drugi się zawieruszył i mama nie mogła go w panice znaleźć; obwiązała jej więc nóżkę chustką. 10-letnia wtedy Lucyna Pilewicz mówi: „Podeszłam do swojej mamusi i zapytałam, czy bardzo będzie bolało, jak będą do nas strzelać. Mama odparła, że nie i że nawet nie poczujemy, kiedy uderzy kulka, a nas już nie będzie”. Po latach zastanawia się, jak musiała czuć się jej matka, odpowiadając na takie pytania. W książce są też – wstrząsające – dziecięce rysunki przedstawiające wysiedlenie.

Gontarska zwraca uwagę na jeden szczegół: na poziomie oczu dziecka nie było twarzy niemieckich żołnierzy, lecz oczy niemieckich psów, błyszczące buty i nahajki – wojna z perspektywy dziecka.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach dokumentalnych (np. „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2012