W 1972 r. podczas igrzysk w Monachium reprezentował USA w biegu na 10 kilometrów, a rok później ustanowił nowy rekord kraju na 10 mil. Sportowe osiągnięcia zmarłego w ub. tygodniu Jeffa Gallowaya (1945-2026) bledną jednak na tle jego dokonań trenerskich, zwłaszcza wkładu, który wniósł w popularyzację biegania na świecie.
Bez cienia przesady można powiedzieć, że gdyby nie on, maratony od Dębna po Nowy Jork nie gromadziłyby dziś tylu chętnych do spróbowania sił na królewskim dystansie 42 kilometrów i 195 metrów.
Na czym polega metoda Gallowaya
Właściwie każdy, kto interesuje się tym sportem, słyszał o metodzie treningowej Gallowaya, czyli w uproszczeniu na przeplataniu biegu marszem. W jednej z najbardziej rozpowszechnionej wersji na każde 4 minuty biegu przypada minuta spaceru szybkim krokiem. W ten sposób organizm biegacza sukcesywnie zwiększa wydolność, z każdym kolejnym treningiem pozwalając na coraz szybszy bieg.
Korzystając z tej metody, Jeff Galloway pokonał dystans maratonu w rewelacyjnym czasie dwóch godzin i 16 minut. Nie jest więc prawdą, że „bieganie Gallowayem” – jak zwykło się w Polsce mówić o treningu w tym stylu – przydaje się jedynie debiutantom marzącym o przekroczeniu mety, zanim organizatorzy zwiną punkt pomiaru czasu.
Jedno się zgadza. Wskazówki Jeffa otworzyły na bieganie długich dystansów wiele osób, które w inny sposób nie odważyłyby się nawet spróbować. Jego bestseller, wydana także u nas książka „Bieganie metodą Gallowaya”, mimo niemal akademickiej formy, dla tysięcy biegaczy stanowi bazę pod własne metody treningowe, czasem już dalekie od pierwowzoru.
Obecność coraz liczniejszej rzeszy amatorów, którzy w stawce maratończyków nie walczą o rekord kraju, lecz o „złamanie” czterech godzin, sprawiła też, że organizatorzy wielu biegów wydłużyli limit czasu na pokonanie trasy.
Maraton londyński, jeden z najbardziej pożądanych trofeów każdego biegacza, trwa aż osiem godzin, właśnie z myślą o tych, którzy jedynie bawią się w bieganie (czasem przebrani za budki telefoniczne, antycznych hoplitów lub postaci z kreskówek) albo zwiedzają w ten sposób miasto.
Biegacze amatorzy na trasach maratonów
Gdy w 2019 r. Eliud Kipchoge jako pierwszy w historii przebiegł 42,2 km poniżej dwóch godzin, na łamach „Tygodnika” pisałem o fenomenie amatorskich startów na królewskim dystansie. W Polsce co roku odbywa się ok. 60 takich biegów. Największy, Warsaw Marathon, w ub. roku zgromadził na starcie 9,5 tys. osób, niemal cztery razy więcej niż cztery lata wcześniej.
„Jasne, że nigdy nie będę biegać tak jak Kipchoge. Na starcie maratonu jestem zawodnikiem, który za każdym razem rywalizuje z sobą samym” – mówił mi Robert, jeden z bohaterów tamtego tekstu.
Przygotowania do pierwszego startu zaczął właśnie od Gallowaya.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















