Mariusz Trejtowicz: Wiersze

Apostoł (Posłaniec)
Czyta się kilka minut

Myślałem, że mogę żyć zwyczajnie,

mieć żonę, zarobić na dom z ogródkiem

po latach gorliwej pracy. Wcale

nie zależało mi, aby w trudzie

przysłuchiwania się słowom ludzi

musieć przemieniać ich sens nietrwały

w to, co będzie w nich zawsze przeczuciem

spełnienia, pragnieniem wiecznej wiary.

Chodzę od miasta do miasta, patrzę

w twarze i sumienia, co przeczytam

spajam w ogniu mego życia. Klamrę,

co życie moje i ich domyka,

mam z opowieści. Gdy nie wystarcza

ona, wybacz Boże, piszę listy,

daję jasne, proste przykazania.

Niech żyją zwyczajnie, skoro milczysz.

Niebieszczany, nie Bieszczady

Lubię uczepić się brzmienia słów,

podnosić je, obracać, rzucać w towarzystwie,

często do znudzenia.

“Jadę w Bieszczady" - to dobrze brzmi -

błyszcząca etykietka, nalepka podróżna

na walizce pełnej drobnych oszustw,

kamieni, piasku, znaków zapytania

powleczonych skórą.

Jestem tutaj, kilka godzin jazdy,

ciągle zbyt blisko oczu za nadto ciemnych,

by w nocy zasnąć wyłączywszy światło.

Bieszczady nie istnieją.

***

Nie zatrzymuj się,

pamiętaj, wszystko zawdzięczasz sobie,

więc miejsce, w którym upadniesz,

będzie też miejscem, które wybrałeś

do życia.

To prawda, im szybciej przemierzasz tą drogę,

tym większe pęknięcie pomiędzy Przeczuwanym

a światem rzeczy, którymi się otaczasz,

przedmiotów, z których posiadasz wyłącznie nazwy,

spraw, które odwracają uwagę.

Ale nic pewnego poza tym nie istnieje.

To dobrze, że coraz mniej czujesz się człowiekiem,

pamiętaj, miejsce, w którym upadniesz,

będzie też miejscem, które wybrałeś sobie

do życia.

***

Dotarli późnym wieczorem, wietrzno i mróz,

ślady stóp zasypało nim ruszyły sanie.

Drewno w kominku gotowe, podpalić tylko

i mogli się ogrzać. Dotąd ani słowa.

Kanapki jeszcze z drogi i rozmowa o tym,

ile to wciąż w folwarku zostało do zrobienia.

Sen spokojny, głęboki, odległy od marzeń,

które snuli, kiedy nie mieli nic.

Poranek

Jest zatem nadzieja, kiedy wszystko się kończy, są słowa,

w których z martwych powstaję, choćbym nie miał wiary,

choćbym w słowa własne nie wierzył, są gesty,

od zapału wprost śmieszne, choćby mimo woli,

są spojrzenia obszerne i myśli zachłanne,

choćbym spojrzeć na siebie z powagą nie umiał.

Choćby świat był okrutny, mogę słuchać o nim.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2004