Zaczęło się od pytania: „Czy chcesz ze mną chodzić?”. Odpowiedź brzmiała: „No nie wiem, niech będzie, obojętnie”. 35-letni Rafał opowiada to ze śmiechem. Jego mąż ma tak samo na imię i jest w tym samym wieku. Obaj pracują w branży IT. Ale wiele ich też różni.
Jeden Rafał potrafi wrócić z imprezy z wianuszkiem nowych znajomych, drugi co najwyżej z zapisanym numerem telefonu. Z tych różnic przez lata zrobili swój atut i dziś są zgranym zespołem. Razem są od 14 lat.
Wiedzie im się dobrze, zarówno finansowo, jak i zdrowotnie. Dotąd nie zetknęli się z problemami, które dotykają pary jednopłciowe w trudnych momentach. Rafałowie nie mieli więc motywacji, aby prawnie uregulować swoją sytuację. Do czasu.
Transkrypcja krok po kroku
– Po wyroku Trybunału Sprawiedliwości nakazującym uznanie małżeństwa pary gejów stwierdziliśmy, że otwiera się dla nas okno możliwości. Od razu zacząłem sprawdzać, gdzie i jak możemy wziąć ślub – mówi Rafał. Padło na Danię, gdzie do zawarcia małżeństwa wystarczy, by małżonkowie mieli ważne dowody osobiste. – Początkowo aż nie mogłem w to uwierzyć – dodaje, bo w wielu państwach procedury okazały się zbyt skomplikowane.
Rafałowie wzięli ślub w marcu, w urzędzie niewielkiej gminy Tønder, gdzie nie musieli długo czekać na termin. Nie zrobili wesela, z bliskimi zjedli tylko obiad. W restauracji Duńczycy dopytywali ich, dlaczego nie pobrali się w Polsce – przecież byłoby łatwiej. Gdy odpowiadali, że w ich kraju nie jest to możliwe, spotykali się ze zdziwieniem.
Po powrocie do kraju zaczęli bitwę o transkrypcję. Chociaż są z Krakowa, wniosek złożyli w warszawskim urzędzie. Czemu stolica? Mieli nadzieję, że w mieście, którego prezydentem jest Rafał Trzaskowski, będzie łatwiej. Ale początkowo otrzymali informację o zawieszeniu postępowania. Złożyli zażalenie, na które mieli tylko tydzień. Pomagał im prawnik.
Małżonkowie nie są zadowoleni, że musieli włożyć tyle wysiłku w zalegalizowanie wieloletniego związku. – Argumenty przeciw transkrypcji, które słyszeliśmy, urągają ludzkiej inteligencji. Był np. problem z tym, jak ma wyglądać formularz, bo nie może być „małżonek nr 1” i „małżonek nr 2”. Podobno dlatego, że mogłoby to być degradujące dla osoby oznaczonej numerem 2. Zamiast po prostu znaleźć rozwiązanie, szukano kolejnych powodów, by nic nie zrobić – ocenia Rafał.
Jest jednak wdzięczny parom, które wywalczyły możliwość transkrypcji. Rafał wspomina, że gdy był w technikum, jeden chłopak zawziął się i poszedł na studniówkę ze swoim partnerem. – Wiem, że obecnie pary jednopłciowe na balach szkolnych już tak nie dziwią. To dzięki takim ludziom coś się zmienia – mówi.
Kilka dni po naszej rozmowie Rafał wysyła mi postanowienie warszawskiego Urzędu Stanu Cywilnego o podjęciu zawieszonego postępowania w sprawie transkrypcji. Dzieje się to krótko po 22 maja. Tego dnia ministrowie cyfryzacji i spraw wewnętrznych podpisali rozporządzenie określające nowe wzory aktów małżeństwa. W danych osób, które zawarły małżeństwo, dwa razy jest opcja „mężczyzna/kobieta”.
– A ta gmina, w której wzięliśmy ślub, już nie ma takich szybkich terminów. Pewnie dlatego, że skierowałem tam z pięć par, które właśnie organizują własne śluby – mówi mi Rafał.
Małżeństw jednopłciowych będzie coraz więcej
Choć rząd przedstawia możliwość uznawania małżeństw jednopłciowych jako dowód nowoczesności państwa i szacunku dla wszystkich obywateli, w rzeczywistości został postawiony pod ścianą.
Jesienią ubiegłego roku TSUE orzekł, że odmowa uznania małżeństwa jednopłciowego legalnie zawartego w innym państwie członkowskim jest niezgodna z unijnym prawem. Chodziło o sprawę dwóch Polaków, którzy pobrali się w 2018 r. w Berlinie i nie mogli dokonać transkrypcji aktu małżeństwa w polskim urzędzie. Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a ten zwrócił się z pytaniem prejudycjalnym do TSUE. Ostatecznie polski sąd nakazał uznanie tego małżeństwa.
Zanim polscy ministrowie podpisali rozporządzenie określające nowe wzory aktów małżeństwa, minęło kilka miesięcy. Jak informuje Maja Heban ze stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza, NSA zdążył w tym czasie wydać łącznie cztery wyroki o uznanie małżeństwa jednopłciowego zawartego poza krajem. Ponadto trzy takie wyroki zapadły na poziomie wojewódzkich sądów administracyjnych.
– Wyrokami sądów i presją społeczną udało się zmusić rząd do tego, by zrobił absolutne minimum. Propaganda sukcesu w ustach polityków jest tu nie na miejscu – komentuje Heban. Jak szacuje, małżeństw jednopłciowych w Polsce jest nie więcej niż kilka tysięcy.
– Trzeba jednak pamiętać, że do niedawna mówiliśmy o braniu ślubu za granicą ze świadomością, że w Polsce będzie on tylko symboliczny – wyjaśnia Maja Heban. Przewiduje, że liczba małżeństw jednopłciowych może znacznie wzrosnąć dzięki szansie na realne skutki prawne takiego ślubu.
Zagraniczny ślub: kosztowny i nie taki prosty
Też mają po 35 lat i to samo imię. Mogą pochwalić się podobnym stażem związku jak Rafałowie, bo w tym roku obchodzą 15. rocznicę. Do tego również pracują w tej samej branży, bo od 10 lat prowadzą i rozwijają agencję marketingową, którą założyli. Śmiejemy się, że czytelnicy mogą nie uwierzyć w taki przypadek. A jednak! Michałowie z Warszawy zaręczyli się już 10 lat temu, ale ze ślubem czekali aż do teraz. Pobiorą się za kilka miesięcy na Malcie. Tego dnia będą z nimi ich rodziny i przyjaciele.

– O ślubie myślimy od dawna, ale chcieliśmy to zrobić w momencie, gdy nie będzie miał tylko symbolicznego charakteru. Ślub humanistyczny byłby pewnym performansem dla nas i najbliższych. A nam zależy, by prawo rozpoznało nasz związek – mówią mi. Dodają, że gdyby małżeństwa jednopłciowe były legalne, dawno już by byli po ślubie.
Przez lata wierzyli, że sytuacja w Polsce się zmieni. Wspierali organizacje pozarządowe, chodzili na protesty, naciskali oddolnie na polityków, aby zapewniono równe prawa osobom LGBT+. Jednak lata mijały, a ich sytuacja niewiele się zmieniała. – Każde kolejne wybory były dla nas rozczarowaniem. Mogliśmy tak czekać do emerytury – zaznacza Michał Ł.
Dodaje, że tylko dzięki ciężkiej pracy społeczności LGBT+ pojawiły się nowe możliwości. Ma jednak świadomość, że walka się nie kończy. – Czekają nas kolejne bitwy, aby nasze małżeństwo miało takie same skutki prawne, jak zalegalizowane związki heteroseksualne. Od razu zacznę starania o wspólnotę majątkową. Jeśli to się nie uda, na pewno pójdę do sądu. Myślę, że takich spraw będzie wiele.
Michał B. podkreśla, że razem z partnerem chcą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe, a przecież to także jedna z wartości konserwatywnych. – Kiedy ludzie zobaczą, ile jest takich par jak my, akceptacja społeczeństwa będzie rosła. Temat się znormalizuje, zresztą myślę, że już teraz nie budzi takich emocji jak kiedyś.
Poruszamy też bardzo ważny wątek: nie każdy ma możliwość zorganizowania ślubu za granicą. To spore koszty, nawet jeśli do innego państwa lecą tylko małżonkowie ze świadkami. Rafałowie wydali łącznie 10 tys. zł, a nie mieli wesela. Zatem jest opcja legalnego małżeństwa jednopłciowego, ale bardziej dostępna dla osób zamożniejszych.
– Myślimy o wielu ludziach, którzy są wykluczeni ekonomicznie lub społecznie, dla których nawet wyjazd do Niemiec może być nieosiągalny. Liczba papierów, wniosków, które musieliśmy złożyć, tłumaczeń notarialnych… To wszystko jest czasochłonne, niełatwe i wiąże się z kosztami – przyznają moi rozmówcy.
Oni sami poczuli, że powinni zrobić to teraz, bo sytuacja w kraju zawsze może ulec zmianie. – Politycy mogą przecież przywrócić stary wzór aktów małżeństwa. Ale staram się być nastawiony pozytywnie i wierzę, że ten temat w końcu przestanie dzielić społeczeństwo – podsumowuje Michał B.
Bycie w związku homoseksualnym to wciąż walka
28-letnia Natalia i 30-letnia Weronika spod Warszawy są razem ponad trzy lata. Rok temu się zaręczyły. Ich rodziny są ze sobą bardzo zżyte, chociaż bliscy Weroniki potrzebowali czasu, aby zaakceptować ich relację. – Z czasem zobaczyli, że przy mnie Weronika poszła do przodu. Z kolei moja mama wciąż pyta mnie o narzeczoną, rzadziej o mnie – śmieje się Natalia. Uważa, że czasy się zmieniają i nawet osoby o konserwatywnych poglądach inaczej patrzą na społeczność LGBT+.
Tym bardziej nie rozumieją, dlaczego nie mogą pobrać się w Polsce. To, co dzieje się wokół transkrypcji, nie napawa ich przesadnym optymizmem. – To nadal nie jest to, co chcieliśmy osiągnąć. Dostaliśmy tak naprawdę zalążek równości małżeńskiej – ocenia Natalia.
Obie mają duże rodziny, które wspierają ich relację, chciałyby więc móc zorganizować ślub na miejscu. Żeby wszyscy, których kochają, mogli być z nimi tego dnia. – Babcia Weroniki, bardzo mi bliska, ma 86 lat. I nie powinna być narażana na daleką podróż – mówi Natalia.
Weronika dodaje, że bycie w związku homoseksualnym wciąż wiąże się z jakąś walką. – Walczysz o swoją relację, akceptację dla niej, walczysz o prawa, które inni mają bez wysiłku. A my jesteśmy takimi samymi obywatelkami jak cała reszta – mówi. – Para heteroseksualna może znać się chwilę i wziąć ślub, gdzie chce. Może to zrobić w przypływie chwili i rozstać się po kilku miesiącach – dodaje Natalia.
Obie nie wierzą, że kiedykolwiek będą traktowane na równi z osobami heteroseksualnymi. Jednak chcą się pobrać i planują zrobić to za 2-3 lata. Ślub wzięłyby nawet, gdyby transkrypcja nie była możliwa. Ale widzą w niej nowe możliwości. Wcześniej planowały spisanie umowy notarialnej. – Teraz możliwe, że to nam odpadnie. Chociaż same nie wiemy. Jest dużo informacji, a wciąż mało konkretów – przyznaje Natalia.
Znają parę kobiet, które w ogóle nie rozważają małżeństwa poza Polską. Uznają, że albo będą mogły zrobić to tak jak wszyscy, albo wcale. – Mnie najbardziej bolą takie sytuacje życiowe jak szpital, dziedziczenie – zaznacza Natalia. Ma problemy ze zdrowiem i bywała w szpitalach. Zdarzało się, że Weronikę pytano, kim jest dla swojej narzeczonej.
– Widziałam, że niektóre osoby w szpitalu były zniesmaczone, że ja pomagam Natalii przebrać się czy umyć. Jedna pani z sali, na której leżała, myliła nawet moją płeć i myślała, że jestem mężem Natalii – przyznaje Weronika. Natalia dodaje, że kiedyś było ciężej. Ludzie potrafili się od niej odwrócić tylko przez to, że jest lesbijką.
Dziewczyny jednak zgodnie przyznają, że Polska w roku 2026 powinna być już w innym miejscu, jeśli chodzi o prawa osób LGBT+.
Równość małżeńska? Nie do końca
Zakład Ubezpieczeń Społecznych poinformował w komunikacie, że będzie traktował małżeństwa jednopłciowe „na równi z innymi małżeństwami zawartymi w Polsce i potwierdzonymi przez właściwy Urząd Stanu Cywilnego”. Narodowy Fundusz Zdrowia widzi sprawę podobnie.
To jednak nie sprawia, że w Polsce zapanuje równość małżeńska.
Wyjaśnia mi to adwokatka Weronika Pikusa, która od lat prowadzi kancelarię specjalizującą się w prawach osób LGBT+. – Nie jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, gdzie ustanawiany jest precedens. U nas postępowania administracyjne rozpatrywane są indywidualnie i w konkretnych sprawach. Obecnie nie mamy podstaw prawnych do uznawania małżeństw jednopłciowych, tylko prawną argumentację. Ona wyznacza kierunek, ale nie zobowiązuje do konkretnych rozstrzygnięć. Rozporządzenie ministrów jest jedynie aktem pomocniczym, a nie podstawą prawną – tłumaczy.
Dodaje, że w Polsce mamy dwie frakcje: jedna podziela argumentację NSA i uznaje, że chociaż Konstytucja RP chroni małżeństwa heteroseksualne, to nie zakazuje tych jednopłciowych. Druga uważa, że ustawa zasadnicza tęczowe małżeństwa wyklucza. Te dwie interpretacje wciąż będą się ścierały. Dlaczego?
Jak mówi Weronika Pikusa, transkrypcja jest wiernym przepisaniem aktu, bez którego polskie prawo nie widzi danego małżeństwa. W świetle prawa powinno to skutkować nadaniem takiej parze wszystkich praw, które mają małżeństwa heteroseksualne. – Obawiam się jednak, że nie będą nadane automatycznie, bo wciąż nie mają twardej podstawy prawnej. To już widać po dyskusji, która się teraz toczy – mówi adwokatka.
Osoby LGBT+ będą musiały dalej walczyć o swoje prawa, bo mogą być one podważane. – Najbliższe lata pokażą, jak różne organy będą do tego podchodziły. Nie wiemy na przykład, co z urzędami skarbowymi. Społeczność będzie naciskała na rządzących, w tym na ministra finansów, aby wydano wytyczne. Wciąż jednak takie sprawy będą mogły być kwestionowane.
Czego małżeństwa jednopłciowe mogą być pewne? – Przy dokonywaniu transkrypcji składamy oświadczenie co do nazwiska małżonków i dzieci. Tego nikt nie podważy. Dotychczas wiązało się to z bardzo trudnym procesem administracyjnym. To duży plus dla tęczowych rodzin. Mamy też zielone światło od ZUS-u i NFZ. To już naprawdę coś.
Obecny rząd jest we frakcji, która chce liberalnie podchodzić do małżeństw jednopłciowych. Ekipy rządzące się jednak zmieniają. Co jeśli wygra obóz, który jest przeciw równym prawom dla osób LGBT+?
– Transkrypcje, które zostaną dokonane, są praktycznie nienaruszalne – mówi adwokatka. – Natomiast w przyszłości praktyka może się zmienić, np. poprzez zmianę istniejących ustaw. Z pewnością teraz otworzyło się okno pogodowe dla tęczowych par. I jestem przekonana, że wiele z nich będzie chciało z niego skorzystać.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.









