Reklama

Lepiej być odważnym

Lepiej być odważnym

27.02.2005
Czyta się kilka minut
Dziwi mnie, że w dyskusji o reformie szkół wyższych (“TP" nr 39/04 - 3/05) nie wziął udziału samorząd studencki, którego członkowie zasiadają przecież w radach wydziałów. Instytucja ta (piszę z perspektywy doświadczeń studiowania na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) spełnia się w organizacji okolicznościowych zabaw studenckich i działaniach obowiązkowych narzuconych przez statut uczelni. Zarządza akademikami (Kraków, Warszawa), organizuje Juwenalia i z zasady nie zajmuje się sprawami związanymi z dydaktyką. Komu ze studentów przyszłoby do głowy poprosić o pomoc samorząd w przypadku problemów z niekompetentnym wykładowcą, czy dla wyjaśnienia niejasnych reguł przyjmowania na studia doktoranckie?
R

Reforma polskiego systemu szkolnictwa wyższego powinna zmierzać do wprowadzenia odpłatności. Preferowana bezpłatność studiowania (fakt, że sankcjonowana Konstytucją) tak naprawdę hamuje rozwój studenta i jego wykładowców. Przykłady? Czkawką odbijają się studentom wyjazdy na stypendia zagraniczne. Po powrocie traktowani są nie jak osoby przedsiębiorcze, które zdobyły pieniądze na taki wyjazd (stypendium Socrates-Erasmus nie wystarcza na wiele) i chcieli zdobyć doświadczenie, ale jak ci, co próbowali uniknąć zdawania egzaminów. Wymaga się od nich zaliczania przedmiotów, których nie przewidywał program nauki za granicą, i przedłużenia studiów. Dalej, łączenie przez wykładowców funkcji w szkołach prywatnych i publicznych daje w efekcie m.in. nie pojawianie się na zajęciach w którejś ze szkół. Z powodu takich praktyk bezpłatne studia powoli biurokratyzują szkolnictwo wyższe. A dokładając do tego brak przygotowania pedagogicznego i aktualizowania wykładanego materiału, czasami i zwykłego zaangażowania w wykonywaną pracę, hołdowanie powiązaniom i zależnościom, a nie profesjonalizmowi - czy możemy się jeszcze łudzić, że taki system “produkuje" ludzi przedsiębiorczych? Wprowadzenie czesnego i wraz z tym rozbudowanie systemu kredytowego urynkowi i bardziej zracjonalizuje decyzję o wyborze kierunku studiów (niepokoi np. za mała w porównaniu z dynamiką rozwoju pewnych dziedzin liczba studentów informatyki i matematyki).

Przy coraz wyższej scholaryzacji, gdy coraz więcej ludzi chce studiować, dlaczego z pieniędzy, jakie chcą na to przeznaczyć, nie miałyby skorzystać uczelnie publiczne? Oczywiście, ograniczenie zmian do wprowadzenia odpłatności problemów polskiej nauki nie rozwiąże. Za tą decyzją powinny pójść kolejne, np.: ułatwienia dla fundacji stypendialnych (propagowanie pomysłu, rozważenie możliwości zwolnień podatkowych); studenci prowadzący samodzielną działalność gospodarczą, bądź już pracujący, powinni mieć łatwiejszy dostęp do indywidualnego toku studiów; upowszechnianie dwustopniowego systemu studiowania (licencjat - magisterium) w miejsce najbardziej obecnie powszechnego - jednostopniowego; wprowadzenie przejrzystego systemu mianowania i oceniania pracowników naukowych; zwiększenie udziału studentów w podejmowaniu decyzji bezpośrednio ich dotyczących; wprowadzenie instytucji odwoławczej od decyzji podejmowanych przez instytut wobec studentów.

Leszek Pacholski (“TP" nr 43/04) pisze, że student powinien mieć pełną dowolność wyboru przedmiotów podczas studiów. Święta racja. Marzy mi się dojrzałe traktowanie przez uczelnię, patrzącą na studenta jak na kogoś, kto potrafi wybrać, bo wie, co go interesuje i co może być mu przydatne. W takiej sytuacji, realizując w ciągu roku kilka przedmiotów podstawowych plus kilka z puli kilkudziesięciu nadobowiązkowych, student, korzystając z wolności wyboru, będzie miał jednocześnie świadomość samodzielnego kształtowania wykształcenia. A jeśli wybieram i płacę, mogę też wymagać. Czy w takiej sytuacji wykładowcy przyszłoby do głowy potraktować studenta protekcjonalnie? Studiowałem za granicą i ani w Kanadzie, ani w Izraelu żaden z profesorów (wśród nich absolwenci Oksfordu) nie dał mi nawet przez chwilę odczuć dzielącej nas różnicy intelektualnej. W Polsce pierwszy doktor na pierwszych zajęciach wprowadzi hierarchię ważności.

Może po wprowadzeniu takich zmian absolwent przestanie być osobą nauczoną podporządkowania, pisania referatów i czekania na korytarzu. Zamiast niego pojawi się zaś ktoś z doświadczeniem nabytym podczas kilku wyjazdów do ośrodków naukowych w kraju lub zagranicą, przedsiębiorczy (zdobył pieniądze na studia), zdecydowany i odpowiedzialny (podjął rynkową decyzję o wyborze konkretnego kierunku). Polska nauka niekoniecznie od razu stanie się wylęgarnią laureatów Nagrody Nobla, ale, co chyba ważniejsze, odważnych i przedsiębiorczych ludzi. Jak już będziemy mieli tych drugich, pierwsi pojawią się sami.

MARCIN PRZYCHODNIAK, student politologii UAM w Poznaniu

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]