Reklama

Krótszy most w Cieszynie

Krótszy most w Cieszynie

15.06.2020
Czyta się kilka minut
Gdy w czasie epidemii zamknięto granice, nad Olzą pojawiły się transparenty. Po jednej stronie: „Tęsknię za tobą, Czechu”. Po drugiej: „Ja za tobą też, Polaku”.
Likwidacja przejścia granicznego w Cieszynie, 9 grudnia 2007 r.
Z

Zdecydowana większość młodych Polaków uważa członkostwo w Unii za coś dobrego. Gdy oceniają zjednoczoną Europę, nie mówią o wartościach, ideach, nie używają sformułowania „potrzeba integracji” i słownictwa z raportów Eurostatu. Mówią o konkretach, liczbach, kilometrach. O własnej codzienności.

Krzysztof: – Kiedy wybieram się do supermarketu na Słowacji, jadę 7 kilometrów przez góry, a nie 35 przez przejście graniczne. Dla mnie wszystkie inne aspekty są ważne w skali państwowej, ale ten odczuwam na co dzień.

Łukasz: – Dzięki Unii możemy brać udział w dużych i potencjalnie przełomowych projektach naukowych, jak np. ITER – Międzynarodowy Eksperymentalny Reaktor Termonuklearny, który powstaje we Francji i jest drugim najdroższym w historii projektem badawczym, ustępując tylko Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Kamil: – Bez ograniczeń otwieramy się na zagraniczny kapitał, co oznacza, że nie jesteśmy w stanie chronić swojej gospodarki.

ANIA MÓWI NATOMIAST: – A mi Unia dała męża.

Ania to Anna Alboth, aktywistka, pomysłodawczyni Marszu dla Aleppo: – Z Tomem poznaliśmy się w Parlamencie Europejskim – opowiada. – W 2007 r. organizowaliśmy zjazd 300 młodych dziennikarzy. Ja byłam w zespole od początku, on pojawił się w ostatniej chwili, bo potrzeba było fotografa. Przez trzy dni chodziliśmy po Parlamencie i, poza prowadzeniem projektu, szukaliśmy miejsc, w których mogliśmy się całować.

Erasmus, EVS, europejski wolontariat – to programy, w których co roku biorą udział tysiące młodych ludzi.

Łukasz: – Dzięki tym programom młode pokolenia poznały i poznają się ze sobą na całym kontynencie.

Dla wielu to poznanie oznacza punkt zwrotny w życiu. Niektórzy, jak Alboth, znajdują miłość, inni relacje biznesowe, wymarzoną pracę czy pasję.

IGA SPĘDZIŁA część studiów w Hiszpanii w ramach Erasmusa. Kilka miesięcy temu wróciła do Polski po pół roku mieszkania w Meksyku.

– Myślę, że nie granice są najważniejsze. Mnie osobiście Unia dała „europejskie obywatelstwo”, a przynajmniej takie poczucie. Po drugiej stronie oceanu zauważyłam, że lepiej rozumiem Niemców i Hiszpanów niż Meksykanów, Australijczyków czy Amerykanki. Nie chodzi o język. Czuję, że to dzięki Unii. Czy to obiektywnie dobre? Nie wiem, ja to doceniam – mówi Iga.

KAMIL MA 28 LAT, pracuje jako programista. Wysyła mi wiadomość: „Głosów zachwytu na temat UE nie będzie brakować. Ja opowiem, czemu jestem jej przeciwnikiem w obecnej formie”.

Jego wypowiedź da się podzielić na kilka kwestii. Pierwsza to gospodarka: „Zasada swobodnego przepływu kapitału, dóbr i usług powoduje, że nie możemy chronić własnych przedsiębiorstw, gospodarki inaczej niż na poziomie świadomych decyzji obywateli. Patriotyzm konsumencki nie jest u nas tak mocny jak np. w Niemczech. W efekcie robimy zakupy w niemieckich i portugalskich sklepach, kupujemy włoskie i niemieckie samochody. Tymczasem w drugą stronę to nie zawsze działa. W tej otwartości rynku widzę w Unii podwójne standardy – choćby francuskie prawo transportowe, które dyskryminuje nasze firmy. Białe tabliczki z dotacjami UE widzą wszyscy, ale mało kto zajrzy do wartości podatku CIT płaconego przez zachodnie korporacje” – skarży się Kamil.

Kwestia druga to zbyt mocna, zdaniem młodego programisty, integracja: „Mój sprzeciw budzą takie pomysły jak europejska armia, próba nadania UE państwowego charakteru – obywatele demokratycznie nie zgadzali się na tak wyglądającą Unię”.

Trzecia: kryzys migracyjny. Kamil wyjaśnia: „Niemcy miały decydujący wpływ na to, jak wygląda polityka granic całej Unii. A konsekwencje poniosły w większości państwa leżące nad Morzem Śródziemnym”.

„Dla jednostki, szczególnie młodej, UE wydaje się pełna możliwości i zalet – podsumowuje Kamil. – Wydaje się jednością, otwartością. Ale to nie znaczy, że nie ma potężnych wpływów poszczególnych państw, dbających o swój własny interes. Według mnie koszty przewyższają zyski”.

ZMIANY, które zaszły po 1 maja 2004 r., najlepiej widać z perspektywy mostów.

Most na Olzie w Cieszynie. Karolina Kania jeszcze pamięta, gdy była tu granica. Pamięta, że by pojechać do babci na obiad, stało się w kolejkach, bo rodzina ojca pochodzi z Zaolzia.

– Od mostu granicznego do mojego domu jest półtora kilometra – opowiada. – Ta granica była w moim życiu od zawsze. Pamiętam stojące do granicy tiry, kolejki na kilka godzin. Po wejściu do Schengen zaczęła znikać. Coraz częściej zapominało się dokumentów, coraz mniej się o niej myślało.

Dziś Karolina mieszka w Pradze, jest etnolożką, kończy doktorat. Cieszyn i ­Český Těšín traktuje jako jedno miasto. Po drugiej stronie Olzy ma ulubione knajpy, fryzjera, kosmetyczkę. Na manicure z mamą od zawsze chodzą za rzekę.

– My naprawdę uwierzyliśmy, że granicy już nie ma. Dopiero pandemia przypomniała nam, że nadal istnieje. Na pograniczu rozdzielone zostały całe rodziny. Wielu ludzi znalazło się w sytuacji: ja jestem na jednym brzegu, a moja praca na drugim. Ja utknęłam w Pradze i od trzech miesięcy nie mogę odwiedzić bliskich w Polsce – mówi Karolina.

WTEDY NAD OLZĄ pojawiły się transparenty. „Tęsknię za tobą, Czechu” po jednej stronie i „Ja za tobą też, Polaku” po drugiej.

Karolina: – To cieszy. Takie miasta jak Cieszyn tylko korzystają na tej swobodzie. Na tym, że bliżej stąd do Wiednia i Pragi niż do Warszawy.

– A tak zwana wymiana międzykulturowa? – dopytuję.

– Dla niektórych Olza dalej jest barierą. Nie interesuje ich to, co dzieje się po drugiej stronie granicy. Dla wielu pozostaje bramą. Mieszkanie na pograniczu pozwala poznać kulturę sąsiadów. Kiedy zaczęłam uczyć się czeskiego, cieszyłam się, że w końcu będę mogła się z nimi dogadać. Okazało się, że na Zaolziu wszyscy i tak odpowiadają mi po polsku albo „po naszymu”, czyli w gwarze. Ale czasem zdarzają się nieporozumienia.

Karolina wspomina spotkanie zorganizowane dla uczestników projektu polsko-czeskiego. Polacy przyszli w garsonkach i koszulach, Czesi – w dresach, ubrani swobodnie.

MOST NA ODRZE w Słubicach. Po drugiej stronie Frankfurt. Ula urodziła się tu 27 lat temu, granicę ma tylko w dziecięcych wspomnieniach.

– Dzisiaj mówimy na to Słubfurt, takie dwumiasto – śmieje się. I dodaje: – Sporo imprez dzieje się pod wspólnym szyldem. Ale na koniec i tak Polacy bawią się po swojej stronie, a Niemcy po swojej.

– A poza wydarzeniami?

– Mnóstwo osób jeździ do pracy. Niektórzy do szkoły. Sama byłam na wymianie, tworzyliśmy redakcję polsko-niemieckiej gazety uczniowskiej. I oczywiście handel. Niemcy zawsze przyjeżdżali do nas na bazary. Kupowali jedzenie, papierosy, alkohol, szli do fryzjera. My jeździliśmy tam po chemię i ubrania. Do dzisiaj na bazarze w Słubicach nie ma cen po polsku, jak chcę zapłacić za bułkę w złotówkach, muszę przeliczać.

– I Słubice, i Frankfurt na tym korzystają? – pytam.

– Tak. Słubice mają 16 tysięcy mieszkańców. Bez tej wymiany byłyby wymarłym miasteczkiem. O tym boleśnie zresztą przypomina pandemia koronawirusa. Wszystkie stoiska są zamknięte, ludzie nie mogą dojechać do pracy. Moja mama od dwóch lat pracowała w Niemczech, teraz szuka w Słubicach i jest naprawdę ciężko.

– A minusy?

– Cały rytm życia miasta jest dostosowany do przyjezdnych. Trochę to smutne, bo jesteśmy od nich zależni. No i nadal nie widzę tej koncepcji dwumiasta w relacjach międzyludzkich. Gdzieś utknęła na etapie piaru. Młodsze pokolenia się dogadują, ale mimo wszystko żyjemy w dwóch różnych kulturach, w odmiennych zwyczajach, nawet religiach. Łatwiej jest dostrzec w tym możliwości dla siebie niż potrzebę nawiązania relacji.

TRZY CZWARTE młodych Polek i Polaków jest zadowolonych z bycia częścią Unii. Jednocześnie 64 proc. uważa, że wymaga ona reform, a 15 proc. jest za opuszczeniem UE przez Polskę. Z tej perspektywy nasza integracja europejska przypomina most nad Olzą w Cieszynie. Albo most nad Odrą w Słubicach. Te mosty są krótsze niż w 2004 r. Ale nadal stanowią barierę. ©

GŁOWY BEZ GRANIC. Gdy wchodziliśmy do strefy Schengen, przepisy wymagały nie tylko zniesienia kontroli na granicach, ale też usunięcia wszystkich barier do nich prowadzących. Teraz, 13 lat później, granice znikają nawet z naszych głów – szacuje się, że kontroli paszportowych nie pamięta już ok. 7 mln najmłodszych Polaków. Dla wielu z nich zamknięcie kraju na czas epidemii ­­­­COVID-­19 było pierwszym takim doświadczeniem w życiu. Swobodę podróżowania wymieniają regularnie jaką największą korzyść z członkostwa w Unii. I coraz częściej z niej korzystają: wśród Polaków jest już ponad 200 tys. pracowników transgranicznych.

 

Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 25/2020   

Redakcja: Marcin Żyła | Fotoedycja: Grażyna Makara  | Proj. graficzny: Marek Zalejski | Skład: Zuzanna Kardyś | Okładka: Admind

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, członek zespołu Fundacji Reporterów. Pisze o kwestiach społecznych i relacjach człowieka z naturą, tworzy podkasty, występuje jako...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]