Reklama

Konieczna, ale nie taka

Konieczna, ale nie taka

28.07.2017
Czyta się kilka minut
Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich: Wymiar sprawiedliwości w wielu miejscach wymaga zmiany. Ale reforma na podstawie ustawy o ustroju sądów ich nie naprawi.
Demonstracja w Warszawie. Fot: Andrzej Iwańczuk/REPORTER/EastNews
R

RADOSŁAW KORZYCKI: Czy ze względu na przyszłe wątpliwości co do tego, czy sąd jest niezawisły od władzy wykonawczej, czeka nas lawina skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na, kolokwialnie mówiąc, niesprawiedliwość?

Dr SYLWIA SPUREK: Z pewnością takie skargi mogłyby się pojawić. Zakres reformy oraz tryb przyjmowania tych ustaw oceniam absolutnie krytycznie. Ale musimy też mówić, że system wymaga reformy, także w wymiarze prawa do sądu. Kwestia przewlekłości postępowań sądowych w głęboki sposób prawo to narusza. Biuro RPO i sam RPO jest podmiotem, który potrzebę gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości dostrzega. Ze skarg, jakie do nas spływają, jesteśmy w stanie identyfikować te „wąskie gardła” w wymiarze sprawiedliwości. Na pewno ETPC może odegrać tu dużą rolę regulującą. To pewnie niepopularne, co powiem, ale nie możemy się skupiać wyłącznie na tym, że jest to zła reforma, nie mówiąc przy tym, że wymiar sprawiedliwości reformy wymaga. Nie w taki sposób, nie w takim trybie, ale ta reforma jest konieczna.

Ustawa o ustroju sądów powszechnych niemal na pewno wejdzie w życie. W kogo przede wszystkim może uderzyć?

Chciałabym zakładać, że niezależnie od reformy sąd będzie sprawiedliwy, a sędziowie niezależnie od zmiany trybu powoływania będą działali na podstawie prawa i w granicach prawa. Tego bym sobie życzyła. Ale pytanie o to, w kogo może ona najbardziej uderzyć, jest kluczowe dla tej reformy. Najbardziej w tych najsłabszych. I z mojej perspektywy, czyli zastępczyni RPO zajmującej się kwestiami równego traktowania, może dotknąć ona osoby dyskryminowane i wykluczane, szczególnie tam, gdzie w grę wchodzą stereotypy i uprzedzenia, w których wszyscy jakoś tkwimy i tkwią w nich także sędziowie. Jeżeli wsłuchamy się w wypowiedzi osób publicznych, także decydentów politycznych z obecnego rządu, to wyraźnie widać, że wiele kwestii jest zideologizowanych. W momencie, kiedy polityk będzie decydować o obsadzie stanowisk, może to się przekładać, przynajmniej pośrednio, na to, w jaki sposób sędziowie będą orzekali. Mówię to z dużym smutkiem, ale tak się może zdarzyć.

Artykuł 18. Konstytucji stanowi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. To jest przepis na który – chociaż wbrew opinii wielu uznanych prawników, z prof. Ewą Łętowską na czele - powoływały się sądy powszechne odmawiając prawa parom homoseksualnym na wydanie dokumentu pozwalającego zawrzeć związek małżeński. Skargi na dwa takie wyroki czekają w ETPC. Czy teraz rośnie prawdopodobieństwo bardziej ideologicznych wyroków w takich sprawach?

Znamy publiczne wypowiedzi ministra sprawiedliwości, np. dotyczące praw osób LGBT. I przykład z możliwością uregulowania sytuacji prawnej par homoseksualnych jest tu ważny. Ale zwróciłabym uwagę na bardziej nieoczywistą sprawę: dzieci, które urodziły się za granicą w parach jednopłciowych. Do tej pory nie mają one żadnego polskiego dokumentu, chociaż zgodnie z polskim prawem są polskimi obywatelami. Chodzi o sytuację, w której dziecko nie może uzyskać potwierdzenia nabycia obywatelstwa polskiego albo kiedy nie może dostać paszportu. Sądy już wyrażały w tych sprawach poglądy odnoszące się do wspomnianego art. 18. Konstytucji, nie biorąc pod uwagę innych regulacji, w tym dotyczących ochrony praw tego dziecka. I to jest dla nas też bardzo niepokojące. Dziecko ma takie same prawa człowieka jak dorosły i ma prawo do obywatelstwa. Natomiast państwo polskie – i musimy to wyraźnie powiedzieć – jeszcze przed tą reformą odmawiało mu tego obywatelstwa. Czy po reformie będzie gorzej? Teraz sytuacja jest już zła. Nie dostrzegamy polskich dzieci i odmawiamy im podstawowych praw.

To są absurdy, które dostrzegamy w praktyce naszego działania na co dzień. Z jednej strony słyszymy wypowiedzi dotyczące ochrony praw i interesów dziecka. A z drugiej strony, np. w sprawach o alimenty, nie możemy się doprosić, żeby rząd zajął się poważnie tematem tzw. niealimentacji. Milion dzieci w Polsce nie otrzymuje należnych im alimentów, a dług przekracza 10 mld złotych. Niestety, nawet te argumenty nie przekonują. W sądownictwie też jest dużo do zrobienia. Orzekanie o alimentach też nie gwarantuje często realizacji praw dziecka. Postulowaliśmy wprowadzenie tabel alimentacyjnych, na podstawie których sądy mogłyby w sposób bardziej jednolity i rzetelny orzekać o należnych dziecku świadczeniach, biorąc pod uwagę miejsce zamieszkania, wiek dziecka, etc. Ministerstwo Sprawiedliwości nie wprowadziło dotychczas koniecznych zmian. I to jest jeden z takich elementów systemu sprawiedliwości, który z pewnością wymaga reformy.

Które jeszcze grupy mogą być jeszcze narażone na niesprawiedliwe orzecznictwo po wejściu w życie reformy?

Ofiary przestępstw z nienawiści. Dostrzegamy z jednej strony wzrost liczby takich przestępstw, szczególnie w odniesieniu do osób pochodzenia arabskiego i do muzułmanów. Tutaj państwo musi wykazać się szczególną determinacją w ściganiu i karaniu sprawców. Sądy w ramach postępowań karnych muszą wyraźnie pokazać tym grupom, że gwarantują ochronę ich praw. I że jako państwo nie akceptujemy takich zachowań, i będziemy je skutecznie ścigać i karać. Część grup, które padają ofiarą takich przestępstw, nie jest objęta ochroną Kodeksu Karnego.

Tu wracamy do osób LGBT, które mogą być przedmiotem ataków w postaci przemocy motywowanej uprzedzeniami lub mowy nienawiści. To samo dotyczy tego rodzaju przemocy motywowanej uprzedzeniami ze względu na wiek czy niepełnosprawność ofiary. RPO wnosił o zmianę w Kodeksie Karnym, żeby te grupy, które także widać w statystykach jako podmioty ataków motywowanych nienawiścią, były objęte ochroną. Bardzo ważne jest, by postępowania przed sądami uwzględniały motywację uprzedzeniową sprawcy. A nie zawsze tak jest.

A kobiety?

No właśnie. Kobiety są z reguły słabszą ekonomicznie stroną. Mają z tego powodu gorszy dostęp do pełnomocnika i profesjonalnej pomocy prawnej. Kobiety będące ofiarami przemocy seksualnej czy też przemocy w rodzinie mają utrudniony dostęp do wymiaru sprawiedliwości. A system nieodpłatnej pomocy prawnej nie uwzględnia ich w kategoriach podmiotów uprawnionych.

Dwa inne przykłady. Po pierwsze, kwestia izolacji sprawcy przemocy od ofiary. Na podstawie art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie sąd może nakazać sprawcy opuszczenie lokalu. Rozprawa powinna się odbyć w ciągu 30 dni. Badaliśmy, jak to wygląda w praktyce. Średni czas takiego postępowania, w którym przecież szybkość jest kluczowa, skoro sprawca i ofiara mieszkają pod jednym dachem, to jest 153 dni. Kobieta musi czekać prawie pół roku. Na szczęście minister sprawiedliwości też dostrzega ten problem, także pod względem formalno-prawnym, i zapowiedział zmianę regulaminu urzędowania sądów powszechnych.

Drugi przykład to przesłuchanie ofiar zgwałcenia. Ofiara przestępstwa zgłasza je na komisariacie, a następnie powinna zostać przesłuchana w trybie art. 185c kpk przez sąd. Czas od zawiadomienia do przesłuchania wynosi nierzadko aż trzy miesiące. To nie tylko wpływa na efektywność postępowania karnego i de facto godzi w interesy tego postępowania , ale to też powoduje wtórną wiktymizację ofiary. I znowu: wracam do rzeczy, które teraz nie działają. Wymagają zmiany, a ta reforma może ich nie naprawić. Musimy tutaj działać w inny sposób.

A jak będzie w bardzo społecznie drażliwych sprawach, kiedy przed sądem staną protestujący przeciwko władzy i działacze opozycji właśnie za swoje protesty? Czy przeciwnicy wycinki puszczy będą sądzeni jak chuligani?

Kwestia orzekania przez sądy w sytuacji, kiedy podejrzewamy nadużycie władzy, jest dla nas bardzo ważna. Ostatnio Biuro RPO zainteresowało się np. zachowaniem policji i Straży Leśnej w odniesieniu do osób demonstrujących przeciwko wycinaniu drzew w Puszczy Białowieskiej. Niektóre z tych sytuacji z pewnością mogą znaleźć swój finał w sądzie. To jest pytanie, które wraca jak bumerang: czy w takich sytuacjach sąd będzie niezawisły? Czy będzie ryzyko, że sąd poczuje jakąś próbę wpływu na swoje działania i rozstrzygnięcie, i czy tym wpływom się podda? Chciałabym wierzyć, że sędziowie będą niezawiśli i niezależni od wpływów politycznych. Sędzia Barbara Piwnik bardzo słusznie zaapelowała, żebyśmy wierzyli w sędziów. Nie możemy jednak uciec od tego, że część sędziów z różnych przyczyn może być na te wpływy podatna.

A ja się obawiam, czy po kontrowersyjnych ustawach o walce z terroryzmem władza nie będzie nadużywać uprawnień, a sąd nie będzie jej w tym pomagać. Przypomina mi się sprawa z lat 70. Z RFN, gdy trzech prawników pozwało państwo do ETPC za niezgodną z chronionymi Konwencją praw człowieka, ale zgodną z niemieckimi przepisami, inwigilację. W tej sprawie chodziło bodaj o podsłuchy. I zapadł wyrok w Strasburgu nie tylko każący naprawić szkody skarżącym, ale nakazujący zmienić przepisy prawa.

Znowu wracamy do kwestii niezależności sądów. Sąd ma gwarantować realizację naszych praw: obywatelskich, społecznych, ekonomicznych. Wspomniana sytuacja może pojawić się w jakimś postępowaniu przed sądem. Musimy dostrzegać określone ryzyka, ale nie wiemy tak naprawdę, co się wydarzy, i wolałabym nie zakładać, że obywatel nie będzie mógł liczyć na niezawisłego sędziego.

Na pewno ta reforma stwarza ryzyka, że ta niezawisłość jest zagrożona. Będziemy się temu przyglądać i w każdym przypadku sprawdzać, czy nie doszło do takiej sytuacji. Rzecznik Adam Bodnar apelował do organizacji pozarządowych o monitorowanie spraw, w których niezależność sądów jest szczególnie istotna, i sprawdzanie, czy reforma nie doprowadzi do braku realizacji praw człowieka i do braku realizacji gwarancji procesowych. My też oczywiście będziemy taki monitoring prowadzić i analizować, czy w skargach, które otrzymujemy, nie pojawiają się wątki związane z reformą.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

i wielka szkoda, że dotąd nikt na to nie wpadł przed wygraniem wyborów przez partię Kaczyńskiego. Reforma, którą wprowadza z tak wielkim oporem ze strony tych, którzy stracą swoje uprzywilejowane pozycje, winna to też zmienić w końcu.

Pan prezes Kaczyński jest nie tylko wybitnym mężem stanu, politykiem i autorytetem, ale już od dawna trwa niewzruszenie we właściwej wierze. Nie jest neofitą, a właśnie jest apostołem i najwyższym kapłanem, kimś niejako powyżej władzy, której służy bardziej z poziomu duchowego, jak np. ongiś w Indiach Mahatma Gandhi. Myślę też że trauma związana z zabójstwem jego brata zmieniła go właśnie w ten sposób. Po odejściu JP2 Naród nie wskazał swoim poparciem autorytetu podobnego formatu i dopiero Jarosław Kaczyński spełnia tę naturalną potrzebę Polaków.

Uważam, że osobistą tragedią dla Jarosława Kaczyńskiego jest dramat smoleński, ale porównanie posła Jarosława Kaczyńskiego do Sw JPII i do Mahatmy Gandhiego jest niesmacznym żartem.

Bardzo poważnie traktuję wszystkich Ojców Narodu. Szczególnie tych, którym taką rolę przypisały ich narody. Jarosław Kaczyński zdobył zaufanie Narodu całym swoim dziełem. Śmierć Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego była i pozostanie tragedią całego Narodu. Mylisz się, bo to nie jest wyłącznie osobista tragedia Jarosława Kaczyńskiego. To jest tragedia każdego Polaka i każdej Polki, którzy stanowią Naród. Jeśli ktoś zbrodni smoleńskiej nie odczuwa w ten sposób nie należy do Narodu i dla niego Jarosław Kaczyński nie jest też Ojcem Narodu. Weryfikacja jest bardzo prosta, jak widzisz.

A co zrobić z tymi, którzy "nie odczuwają" wypadku komunikacyjnego spod Smoleńska jako osobistej tragedii, a jednak mieszkają w kraju nad Wisłą i mówią po polsku? Może wzorem maoistycznych Chin poddać ich reedukacji? Może poddać terapii psychiatrycznej, albo lepiej zamknąć ich i po cichu eksterminować w jakimś miejscu odosobnienia zwanym "obozem"? Jest jeszcze "humanitarne" rozwiązanie - bilet w jedną stronę do UE, tak jak to było po '68 roku z Polakami pochodzenia żydowskiego. Uważaj, Dominik Dano, by kiedyś Ciebie nie poddano takiej "prostej weryfikacji", jaką Ty dziś proponujesz.

Tak, to prawda, wymiana sędziów na pewno przyspieszy usunięcie bandytów z mieszkań, przyspieszy przesłuchania zgwałconych kobiet oraz zwiększy kulturę tych przesłuchań, na pewno też zwiększy spływ alimentów. Dominik Dano na pewno zacytuje tutaj konkretne uregulowania tej reformy, które te mankamenty - skandaliczne - usuną.Bo przecież jest to reforma, która skalpelem wytnie te wszystkie zaniedbania. A pro po alimentów nie radzę przerzucać się nazwiskami, bo to dotyka nie tylko jedną grupę społeczną. Alimentów nie płacą: Rolnicy, Hutnicy, nauczyciele, nurkowie, partyjni, bezpartyjni, wierzący, niewierzący, aktorzy, pracownicy mediów (w tym publicznych), ..., księża,..., ..., spawacze, ...,...,..... Tak jakiś sędzia też się pewnie znajdzie. 10 000 000 000 zaległości. Ile na 1 potrzebujące dziecko? Pewnie kilkadziesiąt tysięcy. Tak, teraz wszystko się zmieni...

jeżeli celem reformy jest pozbawienie "kasty" jakiś przywilejów, to proponuję, żeby zacząć od spółek Skarbu Państwa, w których każda władza osadza swoją kastę za pieniądze o jedno zero większe, niż te, które zarabiają sędziowie. Misiewicz, Sadurska, córka leśniczego i cały inny rząd kompetentnych fachowców zarządza naszym majątkiem narodowym. Każdy rząd ma 100% narzędzi, żeby coś z tym zrobić, ale wygodniej jest ponarzekać na poprzedników i zrobić to samo. Po drugie, i może ważniejsze, jeżeli sposób reformowania kraju przez obecną władzę się przyjmie, to za dwa lata (czy sześć - w zależności od tego, jak długo obecna władza się utrzyma) będziemy mieli nową "reformę" pod tytułem "precz z komuną" i wywali się wszystkich nowych kastowiczów. Efekt będzie taki, że co cztery lata zmieniać się będzie prezesów sądów powszechnych, a może i sędziów Sądu Najwyższego (jeżeli obecna większość jakoś jednak przepchnie swoje rozwiązania). Nie do końca rozumiem, w jaki sposób ma to poprawić funkcjonowanie sądów - proszę popatrzyć na inne państwowe spółki i przez moment się zastanowić, czy naprawdę funkcjonują one lepiej dzięki "stałemu dopływowi świeżej krwi".

Każda władza w końcu się zdegeneruje i dlatego Kaczyński zapowiedział, że na dowiedzione nadużycia a nawet na tylko wyglądające na takie również we własnych szeregach należy natychmiast stanowczo reagować. Tylko to może utrzymać wysokie poparcie społeczne dla parti dobrej zmiany. Jarosław Kaczyński także dla swoich jest surowym ojcem.

Zwracam Ci nieśmiało uwagę, że nawet Jarosław Kaczyński nie jest wieczny. Odczytuję Twój wpis jako zawołanie do tego, żeby mu po prostu zaufać, jak się ufa rodzicowi, a on rozwiąże za nas wszystkie problemy. Pomijając fakt, że nie świadczy to o naszym państwie najlepiej, gdy musimy zawiesić na kołku wszystkie zasady i poddać się dobrej woli jednostki, to przy takim pomyśle na państwo nasuwają się dwa pytania: 1. co po Jarosławie? 2. kto po Jarosławie? Czy mamy mieć kraj przypominający monarchię z nieformalnym królem? Nie mam nic przeciwko monarchii jako takiej (chociaż nie chciałbym jej nad Wisłą), ale nawet król ma swoje ograniczenia, czy to w prawie, czy w obyczajach. No i wreszcie muszę zauważyć, że nie odpowiedziałeś na mój główny zarzut: co w przypadku zmiany władzy? Odpowiedź, że Jarosław Kaczyński panuje nad sytuacją, jeżeli ma sens, to dopóty Jarosław Kaczyński ma wpływ na działania władz państwowych. A co w chwili, gdy go utraci, czy to przez wybory, czy to przez wiek? Przecież te rozwiązania, które teraz forsuje większość parlamentarna, nie skończą się z dnia na dzień - przejmie je kolejna władza.Sytuacja, w której mamy zaufać, że "będzie dobrze" i to w zasadzie na słowo, nie sprawdza się przy wymianie elit, bo nigdy do końca nie wiemy kto wymienia kogo. Dlatego mamy Konstytucję - żeby pomimo naturalnych zmian większości parlamentarnej pewne stałe zasady obowiązywały. Sytuacja, w której te zasady zaczyna się łamać bez większości konstytucyjnej, prowadzi do samowoli władzy, i to nie tylko obecnej - każdej przyszłej.

Intronizacji Jarosława Kaczyńskiego na Ojca Narodu dokonał sam lud, sam z siebie. Po odejściu św. JP2 nastąpił okres żałoby, w którym próbowano znaleźć kogoś podobnego formatu, bo pustka po nim była powszechnie odczuwalna. Nie udało się esbekom zrobić z TW Bolka kogoś takiego, a Kiszczak do legendy elektryka co płot przeskoczył się tak oto przyłożył, że wbił ostatni gwóźdź do onej trumny, za sprawą swojej żony, niezbyt rozgarniętej, co chyba jest u esbeków normą, bo jaka rozgarnięta kobieta wychodzi za mąż za esbeka? Kościół też szukał u siebie kogoś odpowiedniego na zajęcie miejsca po św. JP2, ale bez powodzenia, więc w końcu postanowił na króla Polski wybrać Jezusa. Jednak spontaniczna intronizacja Jarosława Kaczyńskiego stała się faktem wraz z totalnym zwycięstwem jego formacji w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. To jest historyczny moment dobrego wyboru i dobrej zmiany dla Polski i Polaków. Jarosław Kaczyński spełnia naturalną potrzebę Polaków jako Ojciec naszego a nie innego Narodu. Ale taką potrzebę ma też każdy inny naród. Po II wojnie światowej narzucono nam "ojca" Stalina - sukcesora Lenina. Oczywiście nasz Naród tego nie przyjął i Ojca Narodu widział wtedy w Kardynale Wyszyńskim, a potem w św. Janie Pawle II. Szczególne, że ci akceptowani przez Polaków Ojcowie Narodu byli jednocześnie wrogami komuny i ubecji/esbecji. Kaczyński wpisuje się w tę właśnie sukcesję tych co spełniają wolę Bożą. Już sam nie rządzi, lecz wpływa samym sobą na to jak rządzą inni. Przecież tak właśnie się od dawna dzieje. A co do przyszłości, to trzeba być wróżką. Ja nie jestem :)

Tow. Stalin też był "surowym Ojcem Narodu" - stawiał pod ścianą najbardziej zaufanych współpracowników za "dowiedzione [przez siebie] nadużycia a nawet [za] tylko wyglądające na takie". A "poparcie społeczne", jakim cieszył się za życia i cieszy się obecnie jest, hm..., wysokie.

Nie jest wcale oczywiste, czy faktycznie nie chodzi o to czyje będzie państwo: zwolenników liberalizmu, czy konserwatyzmu. RPO opowiadając się za liberalizmem, także zajmuje ideologiczne stanowisko. Być może rozwiązniem mogłyby być jakieś parytety osób o różnych przekonaniach na poszczególnych szczeblach sądownictwa. Problemem sądów jest jednak ich stronniczość, czyli brak niezależności w sprawach zwykłych obywateli. Sądy cały czas są przychylne władzy, osobom ustosunkowanym i bogatym. Chodzi tutaj o osoby fizyczne i prawne. Problemem jest więc rażące odejście sądownictwa od zasady równości wobec prawa. Główny powód reformy nie ma charakteru ideologicznego, głównym powodem jest naruszanie praw podstawowych obywateli przez wymiar sprawiedliwości. Dlatego PiS ma tak duże społeczne poparcie.

Obecna większość parlamentarna nie jest większością konstytucyjną - nie ma prawa zmieniać ustroju, dopóki nie będzie ich więcej. Tym samym to, co nastąpiło w 2015 r. to nie intronizowanie tej czy innej osoby, tylko zwykła zmiana władzy. Kiedy PO doszło do władzy w 2007 nie mówiliśmy o intronizacji Donalda Tuska, tylko też o zmianie władzy. To raz. Dwa - rozumiem, że chciałbym silnego polityka, który zaopiekuje się krajem. Nadal jednak nie odpowiadasz na pytanie, jak mają wyglądać uprawnienia nadane takiej osobie po tym, gdy ta osoba przestanie sprawować władzę. Przecież w 2019 czy w 2023 roku Polacy mogą odsunąć od władzy obecną większość i wtedy wszystkie rozdmuchane uprawnienia wpadną w nowe ręce. Tak rozpoczęty cykl trudno będzie przerwać, bo cechą każdej władzy jest podatność na chciwość i niechęć do ustępowania z zastanych przywilejów. Dlatego jeszcze raz Cię proszę nie o to, żebyś pisał, że obecna większość może rządzić, bo wygrała wybory - ten fakt jest oczywisty. Proszę Cię, żebyś podał argumentację dla łamania zasad konstytucyjnych, szczególnie w kontekście tego, że wiemy, że Jarosław Kaczyński odejdzie - albo po wyborach, albo zabierze go - jak nas wszystkich - czas.

Tusk jest tylko zwykłym politykiem. Choć PO wygrała wybory wcześniej, to jednak rządziła w koalicji z ludowcami. Tusk to zresztą nie ta liga co Jarosław Kaczyński. Uprawnienia Ojca Narodu nie są też nigdzie zapisane, również w Konstytucji, gdyż jest to niezwykle rzadkie zdarzenie zostać Ojcem Narodu. Nie można tego zadekretować, uchwalić w Sejmie, zmiany rządów nie mają na to wpływu, także stanowisko innych, np. kościoła, czy cerkwi, nie mówią o zagranicy. Są też różne formy autorytetu, którymi bardzo różnie kieruje się Naród. Oczywiście autorytetem jest np. Konstytucja, ale słowa i postawa Ojca Narodu może ją przewyższać. Konstytucja jest tylko martwym tekstem, który co pewien czas, z różnych doraźnych powodów się zmienia, koryguje, uzupełnia itp. Ojciec Narodu jest za życia żywym autorytetem. Podałem przykład Mahatmy Gandhiego, który jest ciągle świętym przywódcą dla milionów Hindusów, też świadomie łamał obowiązujące w Indiach prawo. Bywał w związku z tym aresztowany i sądzony. W czasie rozpraw mówił, że będąc prawnikiem wie, iż złamał obowiązujące w państwie prawo i prosi Wysoki Sąd o zgodne z jego rygorami skazanie go na więzienie. Nie zgadzał się z obowiązującym prawem i je łamał nie tylko sam, ale zachęcał do tego swój lud, ale tym bardziej nie uchylał się od przyjmowania skutków swoich bezprawnych czynów.

Wydaje mi się, że w końcu jakoś rozumiem, o co Ci chodzi. Zwracam Ci jednak uwagę, że po Mahathmie Gandhim nie zostały żadne nadzwyczajne uprawnienia ustrojowe dla jego następców. Mało tego - ani on o nie nie zabiegał, ani nie uważał, że są mu potrzebne. Działał w ramach istniejącego porządku prawnego. Tymczasem problem, który widzę, jest taki: dajemy Ojcowi Narodu uprawnienia nadzwyczajne, które wcale z jego odejściem nie przestają istnieć. Pomijam tutaj oczywiście fakt, że dla mnie Jarosław Kaczyński żadnym Ojcem Narodu nie jest, ale to temat na inna rozmowę. Zwracam uwagę na to, że nawet gdyby życzliwie dla Twojej argumentacji przyjąć na moment, że jest, to i tak nie powinno się zmieniać prawa pod jednostkę, bo jednostka odchodzi, a prawo zostaje - i może być wykorzystane przez kolejnego "Ojca Narodu". Jak widzisz powołanie nowego Ojca Narodu? Jak go rozpoznać? Bo chyba już nie mówimy o wyborze... ale skoro przy tym jesteśmy: co zrobisz, gdy Twój Ojciec Narodu przegra najbliższe wybory? Jak usprawiedliwisz zostawienie kolejnej władzy wszystkich nowych uprawnień?

Czasem może nic, albo mało, czasem trochę, czasem też i dużo. Tu nie ma jakiejś normy. Kaczyński jest Ojcem Narodu, choć nie dla wszystkich, tak jak Gandhi nie był dla wszystkich, którego przecież jego rodacy zabili. Ojcowie Narodu są zawsze narażeni na to,także ze strony zewnętrznych wrogów, gdyż osierocenie ludu było zazwyczaj jednoznaczne z z jego wielkim osłabieniem, z żalem i smutkiem, którego nie przejawiają przeciwnicy, a przeciwnie intensyfikują działania prowadzące do większej destrukcji Naród (patrz zachowania liderów PO po tragedii w Smoleńsku, ale takich przykładów jest mnóstwo). Każda nacja, a także każda grupa interesów, chce własnego wzmocnienia także kosztem osłabienia konkurencyjnej nacji, co bywa przeważnie najłatwiejsze, najskuteczniejsze i często najszybsze. Trudno też spekulować co po sobie zostawi Jarosław Kaczyński, a jeśli pożyje daj Boże jeszcze długo, to wielu współczesnych może tego nie doczekać. Więc problem dającej się oceniać spuścizny na podstawie bieżących dokonań w sytuacji bardzo dynamicznie zmieniających się warunków, jest póki co hipotetyczny. To pustosłowie, bo na taką ocenę trzeba wielu wielu lat, a nawet wieków, po zestawieniu i już po poznaniu skutków.

Wydaje mi się, że nie potrafiłem do końca wyjaśnić mojego pytania. Brzmi ono: nie jaką spuściznę pozostawi ewentualny Ojciec Narodu, ale jak sobie z pustym stanowiskiem Ojca Narodu ma radzić ten Naród - już bez rodzica. Konkretnie chodziło mi o to, że nie mammy procedury konkursu na Nowego, Wspaniałego Ojca Narodu, a rozdmuchane kompetencje zostają. Trochę mnie też zaskakujesz z dożywotniością stanowiska Ojca Narodu - co z wyborami? Jeżeli Naród odsuwa Ojca Narodu od władzy, to przestaje być Narodem? Czy Ojciec przestaje być Ojcem?

Narody wypracowały pewne systemy i procedury sukcesji - dynastie, w których Ojcami narodu mogą być monarchowie (co często skracało osierocenie "umarł król niech żyje król"), przywódcy religijni (Dalajlama - manifestacja bodhisattwy współczucia Awalokiteśwary, który odradza się, aby udostępniać wyzwalające z cierpienia nauki innym czującym istotom). W kraju takim jak nasz możliwe jest tylko spontaniczne wskazanie Ojca Narodu, co polega na zdobyciu zaufania ludu. To są kryteria konkursowe właśnie. Nie jest to łatwe, nie można też wyznaczyć sukcesora. Ojca Narodu można też zdetronizować, ale Naród pozostanie nadal Narodem. Narody, które rozwinęły się z wspólnot plemiennych i osiągnęły odpowiednią liczebność żyją bardzo długo, tysiące lat, także na uchodźstwie wygnane z własnych ziem (przykładów wiele).

Dominik Dano - chyba trochę przeholowałeś z porównaniami J. Kaczyńskiego do Mahatmy Gandhiego. Gandhi nigdy nie powiedziałby do swoich przeciwników, że "oni stoją tam, gdzie wtedy stało ZOMO". Po drugie, Gandhi działał w kraju pod brytyjską okupacją, zaś Kaczyński rządzi w kraju wolnym. "Konstytucja jest tylko martwym tekstem, który co pewien czas, z różnych doraźnych powodów się zmienia..." - spróbuj powiedzieć takie słowa w Stanach Zjednoczonych, które zdaje się, twój "Ojciec Narodu" traktuje jako najbliższego sojusznika i zapewne wzór do naśladowania. I skończ wreszcie z tym "Ojcem Narodu", bo to z daleka trąca totalitaryzmem, z którym tylu walczyło w tym kraju.

Jeżeli mógłbym prosić o jakieś przykłady ideologicznej działalności sądów, to proszę i będę zobowiązany za ich podanie.

Jeśli konserwatyzm może kryć ideologię, to tak samo liberalizm demokratyczny. Problemem sądów w Polsce jest jednak ich stronniczość, czyli de facto swoista prywatyzacja. Kilka postępowań dyscyplinarnych dot. jakości orzekania jest tego przejawem, a nie zaprzeczeniem. Stąd też próba nacjonalizacji sądownictwa nie potrzebuje jakiegoś specjalnego mandatu, ani nie może być postrzegana jako zmiana ustroju sądów. Uważam, że J. Kaczyński ma tutaj rację. Czy prezydent ma zobaczymy. Opozycja natomiast w tym sporze zajmuje pozycję ideologiczną i poza konstytucyjną. Proszę poczytać o sprawie Jolanty Brzeskiej np. w książce wszystkich nas nie spalicie P.Ciszewskiego i R. Nowaka, jak sądy, autorytety prawne, dziennikarze, politycy umożliwili okradanie lokatorów, miasta, mieszkanców, państwa i społeczeństwa. Afera ta dowodzi racji tych, którzy uważają III RP za kraik postowiecki, a nie praworządną demokracje typu zachodniego. Spór obecny jest sporem właśnie o rzeczywistość, właściwe jej opisanie. Tutaj tylko jedna strona ma racje, a nie jest tak, że są one podzielone.

To jest jedna sprawa - sędziów jest ponad 10 tysięcy. Nie mówiąc już o tym, że trochę mało usłyszałem o szczegółach przewinień sędziów w tej sprawie - proszę o bliższe szczegóły: czym zawinił sędzia/sędziowie w sprawie pani Brzeskiej i lokatorów kamienicy? O jakie postępowanie chodzi? Jakie zapadło orzeczenie i z jakim uzasadnieniem?

W sprawie tej odsyłam do wspomnianej książki, która nie jest napisana z pozycji autorów zaangażowanych politycznie. Sam czytam po 150 książek rocznie i nie polecam pozyskiwania informacji o świecie z dyskusji na blogach. Tam zapozna się Pan z orzeczeniami różnych sądów w kilkunastu sprawach. Co juz da Panu wyobrażenie o błędach 200 sędziów, poczynając od wniosku Andrzeja Kalwasa do TK i orzeczenia TK w sprawie niekonstytucyjności zapisów ustawy blokującej podwyżkę czynszu lokatorom mieszkań komunalnych, które otworzyło drogę aferzystom do żerowania na lokatorach i mieniu komunalnym. Z książki tej dowie się Pan też o błędach kiluset innych funkcjonariuszy publicznych, oraz wielu polityków, także z PiS.

Rozumiem, że dla Ciebie ta sprawa jest na tyle ważna, że można w niej zobaczyć cały wymiar sprawiedliwości. Nic, jak znajdę chwilę, to przeczytam, i wrócimy do tematu.

W tej sprawie widać, jak źeruje się na najbiedniejszych, państwie i społeczeństwie, że to jest działanie wymagające współdziałaniia wielu osób: Ministra Sprawiedliwości, sędziów TK, sędziów sądów powszechnych, prof i dr prawa, urzędników, adwokatów, radców prawnych, prokuratorów i dziennikarzy. Ważny w tej sprawie jest także proces tworzenia się organizacji obywatelskich, które ujawniły aferę i znalazły dowody. Takich afer było jest i będzie wiele. Dlaczego np. nie ma regulacji gwarantujących, że prawnik z urzędu faktycznie ma doświadczenie, wiedzę i będzie zainteresowany sukcesem swojego klienta. Dlaczego dziennikarze do dziś nie wiedzą, że jest b. wiele spraw, gdzie sądy odmawiają w ogóle stosowania prawa, a spraw dyscyplinarnych na 10000 sędziów ma tylko kilku. Tymczasem afery i korupcja wymaga współdziałania wielu osób i wielu współpracuje, bo , są z tego są duże zyski, nieopodatkowane. A tych afer było sporo i każda zawiera takie same schematy, wymagające działań i zaniechań wielu osób.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Marcin Żyła, Michał Kuźmiński, Bogdan de Barbaro
Michał Kuźmiński, Marcin Żyła, Bogdan de Barbaro
Michał Okoński, Paweł Bravo, Karolina Wigura, Piotr Skwieciński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]