Kiedy wszyscy znają wszystkich, prawdziwa krytyka literacka nie jest możliwa. Czyżby?

Krytyka literacka postponuje samą siebie, zajmując się pielęgnowaniem własnego malkontenctwa. Zamiast analizować nowe zjawiska literackie i wyjaśniać, na jakie potrzeby odpowiadają, recenzenci tęsknią za publiczną chłostą tych, którzy utrzymują się ze sprzedaży swoich książek.
Czyta się kilka minut
Monika Ochędowska // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch // Tygodnik Powszechny
Monika Ochędowska // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch // Tygodnik Powszechny

Obok corocznych rankingów najlepszych książek, „Wyborcza” zaproponowała plebiscyt ćwierćwiecza. Zaproszenie do zabawy w typowanie ulubieńców podpaliło dyskusję tlącą się w środowisku osób piszących o literaturze. Wbrew pozorom nie dotyczy ona próby kwestionowania listy „Książek 25-lecia”, a raczej aktualnego statusu krytyków literackich oraz braku satysfakcji z wykonywanej pracy.

Czym się zajmuje krytyk literatury wedle krytyków literackich?

Czytając poszczególne głosy, próbuję zrozumieć, jak ich autorzy definiują wzorzec gatunku. Otóż, jak się okazuje, za dobrą krytykę uznajemy nie próbę wychwycenia zjawisk literackich, a następnie pogłębioną ich analizę, lecz popisową chłostę popularnych, dobrze sprzedających się autorów. Drugie eksplikowane w mediach pragnienie osób piszących o literaturze dotyczy unieważnienia potencjalnych miejsc pracy, a więc popularnych, zarabiających na siebie dzięki reklamom, magazynów literackich. Zarzut? Prasa (zamiast chłostać) zajmuje się polecaniem lektur. 

Co powstrzymuje krytykę?

Dlaczego tak się dzieje? W Polsce każdego dnia wydaje się około 80-100 nowych tytułów, rocznie daje to sumę ok. 35-37 tys. książek. W przypadku tak ogromnej nadprodukcji, a także przy nieustannym braku wolnego czasu, którego wszyscy doświadczamy (książki konkurują nie tylko między sobą, ale także z serwisami streamingowymi, kinami i teatrem), od wysokonakładowej prasy oczekujemy wskazania wartościowych treści, zamiast punktowania złych. Dzienniki i tygodniki opinii stały się – na dobre i na złe – przewodnikami w czasach nadmiaru. Punktowaniu powinny służyć tytuły specjalistyczne, dotowane i promowane przez państwo.

Trzeci zarzut wobec recenzentów dotyczy personalnych zależności: w świecie, w którym wszyscy znają wszystkich, prawdziwa krytyka nie jest możliwa. Czy rzeczywiście? Narodziny nowoczesnej krytyki nastąpiły 9 marca 1665 r. Tego dnia francuska filozofka Madame de Sablé opublikowała recenzję książki swojego przyjaciela François de La Rochefoucaulda. 

Zanim tekst dotyczący „Maksym” ukazał się w prasie, autorka wysłała go do akceptacji autorowi książki. Efekt? La Rochefoucauld, zawstydzony pochwałą, wyciął z recenzji najbardziej znaczące, celne linijki. Morał płynący z tej opowieści pozostawiam krytykom.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pragnienie krytyków