Książka nosi tytuł „Misterium Wiary” i jest rozmową Eskila Skjeldala z Jonem Fossem. Tak, z tym Fossem, laureatem Nobla. Nie chodzi jednak o to, że mówi tu noblista, bo nie mam wątpliwości, że i bez słynnej nagrody ten dialog – toczony wiosną, latem, jesienią i zimą 2014 – wyglądałby tak samo.
Niewielka książeczka jest tak pełna treści i pozbawiona – jak to się mówi – wody, że jej lektura staje się mocno wymagająca. Nie dlatego, że jest szczególnie zawiła: właściwie jest bardzo prosta i klarowna, ale tak gęsta, że nie da się jej czytać szybko, przelatując jakieś mniej ważne fragmenty po łebkach. I jeszcze jedna cecha: jest świetnie ułożona. Od spraw zasadniczych, podstawowych, idzie do problemów szczegółowych – ważne jest powiedziane najpierw, mniej ważne, choć żywo porusza czytelnika, potem.
Fosse opowiada o swojej wierze. Nie zaczynał jako katolik i z tego, co napisał, można wnioskować, że nie był specjalnie religijny. Kiedy opisuje przeżycia dla niego religijne, ma do nich stosunek sceptyczny. Powiada, że mogły być złudzeniem, ale że to mu nie przeszkadza. Myślę jednak, że tak naprawdę nie sądzi, by były to złudzenia. Ale też nie chodzi o jakieś wielkie cuda.
O swoim wejściu do Kościoła katolickiego (uczynił to jako człowiek dorosły) mówi: „Około dnia św. Jana przyjąłem bierzmowanie w kościele Świętego Dominika i zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego. Moim zdaniem to było piękne. Dla mnie był to piękny dzień. Przeor Arne Fjeld z klasztoru Świętego Dominika po rozmowach ze mną wystąpił do biskupa Bernta Eidsviga o przyjęcie mnie do Kościoła i po pewnym czasie biskup wydał zgodę. (...) Okazało się, że nie potrzebuję jakichś wielkich nauk. Podczas aktu bierzmowania wyznałem wiarę, a brat Arne krzyżmem nakreślił mi na czole znak krzyża. W tym czasie Lars Roar, mój świadek, trzymał rękę na moim ramieniu. Msza zakończyła się komunią (...) Potem poszliśmy do domu i zjedliśmy pyszną pieczeń z jagnięciny (...) do tego czerwone wino dla wszystkich, a dla mnie czysta woda. Jedno jest pewne: zmiana wyznania, bierzmowanie, znak uczyniony na czole – to wszystko wyszło mi na dobre. W każdym momencie mogę poczuć na czole ten znak. Dobrze czuć, że on tam jest”.
Opis bardzo zewnętrzny, ale dwa ostatnie zdania zmieniają go w sygnał czegoś ważnego. Fosse będzie je potem rozwijał i pozornie banalna opowieść o ceremonii okaże się czymś niesłychanie ważnym, zmieniającym całe życie mówiącego. O tym jednak nie da się pisać w streszczeniu.
Na jedno zwrócę uwagę: Fosse jest niezwykle ostrożny w sięganiu po słowo „Bóg”. Używa go rzadko i jakby z wahaniem. Wie, że kiedy mówimy o Bogu, to nie jest o Nim; że Jego rzeczywistość przekracza ludzkie słowa. I właśnie dlatego niewielka książeczka „Misterium wiary” jest wielką książką. Wszelkiego rodzaju dociekania są zrozumiałe, bo człowiek się źle czuje wobec tajemnicy, ale Fosse wie – może z własnego doświadczenia – że są obszary, gdzie milczenie jest lepsze niż słowa. Oczywiście mówi o swoim przeżywaniu wiary, ale milknie, kiedy ma mówić o Bogu. I chyba w tym jest siła tej opowieści.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















