Plany były ambitne, wykonanie gorsze
To prawda, jeśli chodzi o ograniczenie emisji można już mówić o pewnych osiągnięciach, bowiem udział energii odnawialnej rósł i aktualnie wynosi 13% w świecie i 23% w UE (dane na 2022 r.). Dodajmy, że Unia w 2030 r. chce osiągnąć poziom aż 42,5%. Z kolei zgodnie z uchwałą Parlamentu Europejskiego do 2030 r. redukcja emisji gazów cieplarnianych ma wynieść co najmniej 55% (w porównaniu do roku 1990), a w 2050 r. UE ma osiągnąć neutralność klimatyczną. Zauważmy jednak, że powierzchnia UE to 3% powierzchni lądów, udział mieszkańców UE w populacji świata wynosi jedynie 5,5% (w emisji gazów cieplarnianych ok. 8,5%). Zatem nasz, europejski wpływ na poziom emisji gazów cieplarnianych w skali globalnej jest niewielki. Dlatego – mimo wysiłków UE – emisja gazów powoli, ale nadal rośnie.
Dzieje się tak m.in. dlatego, że Chiny i Indie na dużą skalę budują i uruchamiają kolejne elektrownie węglowe. W 2024 r. udział Chin w światowej mocy produkcyjnej energii opartej na węglu wyniósł 54%! Dodajmy jeszcze, że oba te kraje odpowiadają odpowiednio za 32% i 9% całkowitej emisji gazów cieplarnianych w świecie.

Co więcej – ostatnie szczyty klimatyczne odbyły się w Dubaju (2023 r.), a rok później w Azerbejdżanie, czyli gościły w krajach, które są w gronie największych eksporterów ropy naftowej i gazu. Po drugiej stronie Atlantyku prezydent D. Trump powtórnie wyprowadza USA z porozumienia paryskiego i zapowiada szybki wzrost wydobycia paliw kopalnych. Przykłady podobnych paradoksów i niekonsekwencji można mnożyć. Podobnie – jak wyliczanie ich negatywnych konsekwencji.
Redukcja gazów cieplarnianych to za mało
W swoich raportach klimatolodzy alarmują, iż temperatura na naszej planecie rośnie szybciej, niż zakładano. Rok 2024 był już o 1,6˚C cieplejszy od poziomu sprzed epoki przemysłowej. Szczególnie szybko rośnie temperatura oceanów, z 0,06˚C w ciągu 10 lat w poprzednich dziesięcioleciach do 0,27˚C w bieżącym. Morza i oceany Ziemi robią się coraz cieplejsze i w 2023 r. pochłonęły 18 razy więcej ciepła, niż wynosi światowe zużycie energii.
Spójrzmy dalej: Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF, 2024), raz po raz podnosi, że jeśli wytniemy lub wypalimy powyżej 20% Puszczy Amazońskiej, to przekroczymy punkt krytyczny i zamiast produkcji tlenu, rozpocznie się jeszcze większa emisja gazów cieplarnianych. Czy wzięliśmy to sobie do serca? Spójrzmy na dane: w ciągu ostatnich 40 lat wycięto 17% Puszczy, czyli 120 mln ha.
Dodajmy do tego pogłębiającą się suszę w różnych miejscach świata, pożary i wycinkę lasów pod kolejne plantacje, a uzyskamy obraz cywilizacji, która swoimi działaniami nieustannie zwiększa emisję gazów cieplarnianych i która robi wszystko, by zredukować produkcję tlenu oraz osłabić naturalne mechanizmy pochłaniania gazów cieplarnianych.
Wróćmy jeszcze do przywołanej wcześniej UE, która przyjęła bardzo ambitny plan przejścia na samochody elektryczne do 2035 r. Cóż, kiedy plan ten nie jest realistyczny, nie tylko z uwagi na nieprzygotowanie unijnego przemysłu samochodowego do koniecznych zmian, ale i z uwagi na widoczną już supremację chińskich producentów samochodów elektrycznych. Podobną sytuację widać także w przypadku realizacji europejskiego Zielonego Ładu dla rolnictwa. Także i w tym obszarze trudno mówić o sukcesie. UE pod presją strajków rolników stopniowo redukuje założone cele.

Powstaje wrażenie, że świat staje się coraz bardziej chaotyczny, a ludzie reagują na to bezradnością i obawami. Nic zatem dziwnego, że populiści rosną w siłę. Cóż, mają przecież proste i stanowcze recepty na wszystko.
Jednak powiedzmy to jasno: zarówno taki sposób uprawiania polityki, jak i obecna reakcja na palące problemy dotyczące zmian klimatycznych i środowiskowych nie mogą się dobrze skończyć. Nie jest to także racjonalny sposób na rozwiązanie wyzwań cywilizacyjnych, które są efektem ludzkiej pazerności i bezmyślności.
Mamy pięć lat
WWF w najnowszym raporcie alarmuje, że
to, co wydarzy się w ciągu kolejnych pięciu lat, zadecyduje o przyszłości życia na Ziemi. Mamy 5 lat na to, żeby skierować świat na drogę zrównoważonego rozwoju, zanim negatywne sprzężenia zwrotne związane z degradacją przyrody i zmianą klimatu zepchną nas na równię pochyłą ku niekontrolowanym punktom krytycznym.
Autorzy przywołanej publikacji piszą także:
działania te będą jednak skuteczne tylko wtedy, gdy zajmiemy się jednocześnie przyczynami niszczenia przyrody i zmiany klimatu poprzez skoordynowaną transformację naszego systemu energetycznego, żywnościowego i finansowego.
Również raporty np. IPCC, FAO, WHO podkreślają, że destrukcyjne procesy w sferze klimatu i przyrody nawzajem się wzmacniają i im później rozpoczną się działania naprawcze w skali globalnej, tym będą bardziej kosztowne i z rosnącym ryzykiem porażki.
W świetle powyższych faktów trzeba uznać, że UE, stawiając przede wszystkim na redukcję gazów cieplarnianych, popełniła błąd. Równie groźnych wyzwań jest więcej: szybko postępująca dewastacja środowiska naturalnego, utrata bioróżnorodności, a także degradacja gleby.
Ale to nie wszystko, ponieważ nie można przecież zapominać, że każdy z tych czynników wpływa negatywnie na kondycję człowieka.
Jeśli będziemy patrzeć jedynie na część rozwiązania – na ograniczenie emisji w UE i na rozwój energetyki odnawialnej – nigdy nie rozwiążemy całego problemu, jakim jest przetrwanie i zrównoważony rozwój naszej cywilizacji na nadającej się do życia planecie. Rokowania będą zdecydowanie lepsze, jeśli równie mocno postawimy na troskę o zdrowie obywateli, z którą bezpośrednio, w sposób przyczynowo-skutkowy, wiąże się konieczność zaprzestania dewastacji naszej planety i okazania realnej troski o środowisko naturalne. Jeśli przyjmiemy taką strategię, to kwestia powierzchni i ludności UE odejdzie na dalszy plan. Jako UE będziemy mogli być niewielcy, ale za to bardziej niezależni i skuteczni.
Pieniądze się liczą, liczmy więc pieniądze
Na początek spójrzmy na koszty dewastacji naszej planety, na które składa się kilka czynników.
- Emisja gazów cieplarnianych. Rocznie świat emituje ok. 52 mld ekw. CO2. Jeśli przyjmiemy, że koszt równa się cenie wykupu prawa do emisji gazów cieplarnianych w wysokości 85 euro za 1 t ekw. CO2, to otrzymamy kwotę 4.42 bln euro/rok.
- Dewastacja środowiska naturalnego i utrata bioróżnorodności. Według IPCC roczne koszty z tego tytułu obciążają gospodarkę globalną kwotą 3 bln USD. Przy czym 70% tych strat (2,1 bln USD) powoduje produkcja i przetwórstwo żywności.
Degradacja gleby. Raport Global Land Outlook 2 (2022 r.) stwierdza, że degradacja gruntów kosztuje globalnie około 9% rocznego globalnego PKB (9,7 bln USD), a jeśli obecne trendy się utrzymają, straty gospodarcze mogą osiągnąć 23 bln USD do 2050 roku.
Zdrowe gleby są niezbędne do skutecznej walki ze zmianami klimatycznymi, wyżywienia ludzi oraz zapobiegania powodziom i suszom. Tymczasem dla chwilowego wzrostu plonów konsekwentnie zasób ten niszczymy chemicznymi środkami produkcji. Ponad 40% nawozów sztucznych nawet nie zdąży być zaabsorbowanych przez rośliny i po prostu zostaje wypłukane i zatruwa wody gruntowe i oceany. Dodajmy, że pestycydy potrafią przez dziesiątki lat niszczyć subtelny świat gleby. Także stosowane w chowie klatkowym antybiotyki i hormony w części przedostają się do gleby i ją degradują. Zubożona gleba skutkuje plonami ubogimi w mikroelementy i inne składniki ważne dla zdrowia ludzi, owadów i zwierząt. Szacuje się, że już 33% gleb rolniczych jest zdegradowanych, a w UE nawet 60%. Wg ONZ co roku w ten sposób tracimy 12 mln ha żyznej gleby
Suma rocznych kosztów degradacji Ziemi wskazanych powyżej wynosi 17,1 bln USD.
To skala strat, jakie każdego roku obciążają nas i niszczą potencjał wytwórczy naszej planety. Są to koszty ukryte, rzadko uwzględniane w kosztach produkcji żywności czy innych produktów.
Pieniądze to jednak nie koniec
Przyjrzyjmy się teraz kosztom związanym z utratą zdrowia obywateli, które mogą sięgać kwoty 9,3 bln USD
Żyjemy w zanieczyszczonym środowisku. Jesteśmy narażeni na coraz bardziej dokuczliwe anomalie pogodowe. Ale największym zagrożeniem dla nas, jako ludzi, jest fakt, że bogata globalna Północ źle się odżywia. To niebywały paradoks współczesności, że w krajach finansowo zasobnych dominuje niezrównoważona, szkodliwa dla zdrowia dieta, bogata w tłuszcze, cukier, sól, oparta na żywności głęboko przetworzonej. Europejczycy konsumują 3 razy, a Amerykanie prawie 5 razy więcej mięsa niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a mięso, które jest spożywane, pochodzi z chowu prowadzonego głównie systemem przemysłowym.

Ten system, wspomagany przez natrętne reklamy, przy jednoczesnym braku edukacji i profilaktyki zdrowotnej, prowadzi do nadmiernej konsumpcji wysoko przetworzonej żywności oraz jej równie dużego marnotrawstwa.
Wystarczy przytoczyć kilka faktów:
- Rocznie świat produkuje ponad 5 mld ton żywności, przy czym marnuje 25-30%, czyli nawet 1,5 mld ton, a w Polsce 5 mln ton.
- 25% ludzi na świecie ma nadwagę, 8% jest otyłych. W Polsce 60% ma nadwagę, w tym 25% jest otyłych, a polskie dzieci są w czołówce najbardziej otyłych w UE.
- Przyczyną 70% zgonów są choroby cywilizacyjne.
W 2024 r. w British Medical Journal ukazał się artykuł przeglądowy dot. konsumpcji żywności głęboko przetworzonej (45 metaanaliz obejmujących prawie 10 mln osób), z której jednoznacznie wynika, że żywność przetworzona wpływa niekorzystnie na większość (71%) ocenianych parametrów zdrowotnych – śmiertelność, nowotwory, choroby psychiczne, choroby układu oddechowego i układu krążenia, choroby przewodu pokarmowego i zaburzenia metabolizmu. Niestety konsumpcja żywności przetworzonej wciąż rośnie. I tak, np. w USA i Wielkiej Brytanii ponad połowa diety to żywność ultraprzetworzona (dla grupy tzw. młodych biednych to nawet 80%). Problemem, jaki przynoszą z sobą zarówno nadprodukcja, jak i nadmierna konsumpcja tego typu żywności, nie są jedynie negatywne skutki zdrowotne. Sama produkcja negatywnie wpływa na procesy związane z powiększaniem się emisji gazów cieplarnianych oraz zużycia energii w związku z wieloma etapami przetwórstwa i przechowalnictwa. Żeby przywołać twarde dane: wg raportu FAO (2023 r.) wartość ukrytych nieuwzględnionych w cenach żywności kosztów zdrowotnych wynosi 9,3 bln USD/rok (w UE – 1,54 bln USD).
Wydatki, których ukryć się nie da
Świat wydaje 11,5 bln USD na opiekę zdrowotną. Błyskawicznie rosną i będą rosły koszty leczenia nadwagi. Szacuje się, że w 2030 r. z obecnych 600 mld USD przejdziemy do 3 bln USD. Amerykanie – liderzy przemysłowego systemu produkcji żywności – wydają najwięcej na ochronę zdrowia, bo aż 18,8% PKB (w Polsce blisko 7%) i konsumują najwięcej leków (30% światowych wydatków). Bardzo szybko rosną koszty ochrony zdrowia również w Polsce. W okresie 2021-2025 wydatki budżetowe wzrosły ze 123 do 238 mld zł, przy inflacji w tym okresie nieco powyżej 40%. Wraz z wydatkami prywatnymi, w bieżącym roku na ochronę zdrowia wydamy ok. 300 mld zł. Przypomnijmy, na żywność – ok. 180 mld zł/rok.
Gdybyśmy to wszystko podsumowali, okazałoby się, że roczne koszty dewastacji planety i ludzi wynoszą 26,4 bln USD, czyli ok. 25% globalnego PKB. Są to koszty ukryte, tj. nieuwzględnione w oficjalnych kosztach, a więc i w cenach odpowiednich produktów. Zastanówmy się nad tym dobrze, bo to oznacza, że kiedy je uwzględnimy, okaże się, iż mięso ekologiczne będzie znacznie tańsze niż z chowu przemysłowego.

Warto podkreślić, że źródłem tych ukrytych kosztów jest system produkcji i konsumpcji żywności. Co oznacza, że jeśli zaczniemy naprawdę priorytetyzować zdrowie – zaczynając od zmian w stylu życia i sposobie podejścia do jedzenia – to skutecznie rozwiążemy nękające nas problemy, także te o skali globalnej, a nawet – planetarnej. Zresztą cóż nam przyjdzie z radykalnej redukcji emisji gazów cieplarnianych i osiągnięcia wcześniej założonych kwot, jeśli gleba przestanie rodzić, a człowiek będzie żyć w coraz bardziej nieprzyjaznym środowisku, nękany dodatkowo przez kolejne epidemie?
Recepta na zdrowie człowieka i odnowę przyrody
Przemyślana transformacja systemu produkcji i konsumpcji żywności uruchomi pozytywne sprzężenie zwrotne, które – jeśli będziemy zmiany wdrażać konsekwentnie i wszędzie – będzie stopniowo wpływać na rozwiązanie opisanych powyżej problemów. Transformacja ta zakłada stosowanie diety opartej na produktach pochodzenia roślinnego, z wyraźną przewagą białka roślinnego nad zwierzęcym (np. dieta planetarna, śródziemnomorska). W szczegółach swój pomysł na transformację w Polsce opisałem w dwóch artykułach na Zielonym Blogu wskazując, jak można osiągnąć korzystne efekty dla człowieka i przyrody (zainteresowanych odsyłam na portal www.zielonyblog.wsiz.edu.pl).
Z czasem przybywa coraz więcej opracowań mówiących o tym, jak dokonać koniecznej zmiany. I tak międzynarodowy zespół naukowców opublikował raport (FSEC, 2024), w którym prezentuje transformację światowego systemu żywnościowego. Szacuje, że koszty transformacji wyniosą 200-500 mld USD/rok. Tymczasem korzyści gospodarcze szacuje się na 5-10 bln USD rocznie (8% światowego PKB), czyli nawet 20 razy więcej niż koszty transformacji! To oznacza nie tylko poprawę stanu zdrowia populacji i nie tylko oszczędności po stronie budżetów państw, spółek prywatnych i konsumentów, ale i szybkie zmniejszanie tempa dewastacji planety i obniżenie negatywnego wpływu industrializacji na dobrostan ludzi.
Dodajmy także, że wg P. Dasgupty z Uniwersytetu Cambridge roczne subsydia do intensywnych systemów produkcji żywności wynoszą aż 6 bln USD. One właśnie, zamiast podtrzymywać szkodliwy przemysłowy system produkcji, powinny sfinansować koszty transformacji i minimalizować ewentualny wzrost cen żywności dobrej jakości.
Warunki sukcesu
Europejski Zielony Ład można potraktować jako mało udaną forpocztę kompleksowej transformacji systemu produkcji i konsumpcji żywności.
Wprowadzając zmiany w tym zakresie trzeba zwrócić uwagę na kilka istotnych czynników:
- Skoro najważniejsze jest nasze zdrowie, to należy skutecznie wytłumaczyć społeczeństwu (w tym rolnikom) wpływ jakości żywności i środowiska na naszą kondycję zdrowotną oraz połączyć edukację z rozległą profilaktyką zdrowotną.
- Zamiast rozbudowanej biurokracji należy uprościć system wsparcia finansowego tych, którzy dbają o środowisko i produkują żywność w symbiozie z nim, oraz wesprzeć rolników profesjonalnym doradztwem.
- Obszerne badania zdrowia rolników, pracowników ferm hodowlanych i zakładów przetwórczych są naszym obowiązkiem. Wg raportu Fundacji im. H. Bölla (2024 r.) 44% rolników ma problemy zdrowotne spowodowane pestycydami i UE rocznie na leczenie wydaje 115 mld euro!
- Należy zrewidować skalę produkcji mięsa. Aktualnie UE produkuje aż 44 mln ton mięsa i to głównie w fermach przemysłowych, przy czym 13 mln ton przeznacza się na eksport, a dużą część paszy Unia importuje z Globalnego Południa, przyczyniając się do niszczenia tamtego środowiska. Przy redukcji konsumpcji mięsa do 25 kg/osobę/rok (tak zaleca WHO), wystarczyłaby produkcja 11 mln ton, co oznaczałoby odzyskanie nawet 50% gruntów rolnych z przeznaczeniem m.in. na hodowlę, najlepiej w systemie agroekologia/agroleśnictwo i produkcję białka roślinnego na dużą skalę. Będziemy mogli stopniowo zerować potężne koszty z tytułu degradacji środowiska i utraty bioróżnorodności oraz degradacji gleby i utraty zdrowia przez ludzi. Nastąpi też zdecydowana redukcja gazów cieplarnianych.
- Rozwój współpracy gospodarczej z Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj) jest w interesie UE. Jednak nie może polegać na tym, że my im sprzedajemy pestycydy, a oni nam np. paszę dla zwierząt i produkty rolne z dużą zawartością szkodliwych związków (np. w Brazylii przy uprawie soi zużywa się 10-12 kg pestycydów/ha, czyli 5 razy więcej niż średnio w UE). Współpraca w obszarze rolnictwa będzie miała sens, jeśli pomożemy im przejść z upraw monokulturowych i chowu klatkowego na produkcję rolną w symbiozie z przyrodą. Wówczas wszyscy wygramy, a oni uratują dewastowane w niebywałym tempie środowisko naturalne z Puszczą Amazońską na czele, która produkuje tlen również dla nas.
- Uzdrowiona przyroda zachęci nas do powrotu na łono natury, a może poprawi lub przywróci dobre relacje międzyludzkie. Starsze pokolenie, które jeszcze pamięta, że przyroda pachniała, budziła ciekawość, a nie była źródłem niebezpiecznych toksyn, będzie miało szansę, żeby swoje dzieci i wnuki rozkochać w niej. To też sposób, żeby je oderwać od mediów cyfrowych, które niszczą ich psychikę, umiejętność krytycznego myślenia, komunikacji z drugim człowiekiem i radość życia. Pamiętajmy, że przyroda ma dużą siłę witalną i jeśli damy jej szansę, to potrafi się szybko odwdzięczyć.
Najwyższa pora, żeby władze Polski i UE zauważyły silną zależność między stanem środowiska, systemem gospodarczym i naszym zdrowiem i uznały konieczne zmiany za priorytet. Inaczej nie będzie nas stać na właściwą opiekę zdrowotną, a jakość życia i przyszłość kolejnych pokoleń będzie coraz bardziej ponura.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















