Reklama

Jak Polacy zmienili Europę

Jak Polacy zmienili Europę

04.09.2005
Czyta się kilka minut
W sierpniu 1980 r. rozpoczęła się w Polsce największa od II wojny światowej przemiana stosunków europejskich. Świadomość tego faktu nie jest dziś popularna w Europie. Ale trudno się temu dziwić, skoro nie jest zbyt popularna w samej Polsce.
N

Na świecie epokę europejskich przemian datuje się zwykle od reform Michaiła Gorbaczowa w ZSRR [w drugiej połowie lat 80. - red.] albo nawet od obalenia muru berlińskiego w listopadzie 1989 r. Tymczasem nie byłoby (a przynajmniej tak szybko) ani sowieckiej pierestrojki, ani następnie ciągu wydarzeń lat 1989-1990 - “Okrągłego Stołu" i wyborczego zwycięstwa “Solidarności" w Polsce, pokojowych przemian w Niemieckiej Republice Demokratycznej, Czechosłowacji i Bułgarii, załamania się dyktatury w Rumunii, wreszcie rozpadu ZSRR i sowieckiego systemu komunistycznego - gdyby nie poprzedziła ich polska “samoograniczająca się rewolucja" tak zwanej pierwszej “Solidarności".

Co zatem stało się w 1980 roku? Odpowiedzi wymagają także inne pytania. Dlaczego właśnie w Polsce? Dlaczego właśnie wtedy? Dlaczego w takiej formie?

Są to pytania, na które nigdy nie znajdziemy całkowicie jednoznacznych odpowiedzi. Ale możemy się do nich zbliżyć przez analizę historyczną, socjologiczną, a nawet psychologiczną.

Co się stało?

Istota tego, co stało się w sierpniu 1980 i w następnych 16 miesiącach aż do wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 r., polegała na ujawnieniu głębokiego kryzysu komunizmu. A kryzys miał kilka wymiarów.

Bezpośrednio dała o sobie znać zapaść ekonomiczna. Można wprawdzie powiedzieć, że “przejściowe trudności gospodarcze" (jak mawiały władze) towarzyszyły komunizmowi przez całą jego historię. Jak długo był on w stanie narzucać swą prawdę (czy raczej nieprawdę) polityczną i ideologiczną, miliony ludzi znosiły te trudności z pokorą i cierpliwością, czasami z nadzieją, a czasami z lokalnymi wybuchami spontanicznego buntu. Tymczasem powstanie “Solidarności" było wyrazem tego, że polityczny i ideologiczny “katechizm" komunizmu został w Polsce przez owe miliony ludzi odrzucony. Król był nagi - i zostało to wreszcie wypowiedziane.

Kilka najważniejszych prawd-nieprawd straciło siłę przekonywania.

Pierwszą z nich był argument, że perspektywą komunistyczną jest ostateczne przezwyciężenie trudności i szczęście powszechne, uzyskane “na wieki". Komunizm obiecywał zbawienie ludzkości nie w niebie i po śmierci, lecz na ziemi i za życia. Po dziesięcioleciach “przejściowych trudności" ta wiara została w Polsce skompromitowana.

Nie mniejsze znaczenie miał inny dogmat komunistyczny, wedle którego system był demokracją (“ludową", aby odróżnić ją od tej rzekomo fałszywej, nazywanej “burżuazyjną"), a nie dyktaturą. Ale zarazem był mimo wszystko dyktaturą, choć sprawowaną przez najliczniejszą grupę społeczną: proletariat. Oficjalnie nazywano to “dyktaturą proletariatu". Ten proletariat przestawał być zarazem proletariatem, stawał się rządzącą i władającą upaństwowioną gospodarką klasą robotniczą. Terminologiczny zamęt służył zaciemnieniu pojęć, a zarazem legitymizacji systemu.

Mit “demokracji ludowej" załamał się szybko. W 1956 r. Chruszczow nazwał system w jego poprzedniej formie “kultem jednostki", ale jednocześnie przyznał, że był on zbrodniczą tyranią Stalina. W Polsce obiecywano wtedy “demokratyzację", co raz jeszcze zostało powtórzone po wydarzeniach z grudnia 1970 - tym razem z oskarżeniami faktycznego szefa państwa sprzed 1970 r., Władysława Gomułki, o narzucanie przemocą swej woli całemu krajowi. Nawet mało krytyczny obserwator musiał zrozumieć, że system, w którym po każdym wstrząsie rządzący ponawiają hasło “demokratyzacji", nie jest demokracją.

W jeszcze większej mierze kompromitacji uległ w Polsce slogan “dyktatury proletariatu" czy też “władzy robotniczej". Do robotników Poznania strzelali w czerwcu 1956 r. funkcjonariusze bezpieczeństwa, a później ściągnięci alarmowo i okłamani co do charakteru wydarzeń żołnierze Wojska Polskiego. Do robotników Gdańska i innych miast Wybrzeża strzelali w 1970 r. funkcjonariusze bezpieczeństwa, a wspierali ich milicjanci i żołnierze. Robotników Radomia i Ursusa aresztowali i katowali na “ścieżkach zdrowia" funkcjonariusze bezpieczeństwa i milicjanci. Aparat państwa komunistycznego dławił protesty rzekomo rządzącej klasy.

Dlaczego w Polsce?

Polska - z Węgrami, Czechosłowacją i Wschodnimi Niemcami - należała do łacińskiego (a nie bizantyjskiego) kręgu kultury politycznej. Demokracja nie była wprawdzie, jak niektórym się wydaje, jedną z zasad obowiązujących w tej kulturze. Były nimi jednak praworządność i swoboda myśli - jakby nie łamano ich w różnych okresach i w różnych państwach (ostatni raz może najciężej pod władzą Hitlera). Te kraje bloku komunistycznego należały wprawdzie do peryferii kręgu łacińskiego, ale nie przypadkiem w każdym z nich - i tylko w nich - doszło do wielkich protestów przeciw systemowi.

Z tych czterech państw komunizm miał najsłabszą pozycję w Polsce. Po pierwsze, była ona największym krajem “bloku". Po drugie, indoktrynacja komunistyczna zawsze była ograniczana przez powszechną religijność katolicką, która niedługo przed wydarzeniami 1980 r. znalazła zewnętrzny punkt odniesienia - pontyfikat polskiego papieża Jana Pawła II. Po trzecie, komunizm został Polsce narzucony po pięcioletniej niemal wojnie z Niemcami, podczas gdy Węgry i NRD swój los przypisać mogły klęsce wojennej. Po czwarte, w polskiej tradycji duże znaczenie miała pamięć o konfliktach z Rosją, a więc imperialną poprzedniczką (jak dziś wiemy, także następczynią) ZSRR. Takiej tradycji nie było w innych krajach “bloku" komunistycznego, a w niektórych z nich (np. w Czechosłowacji) Rosję traktowano jako historycznego sojusznika i patrona. Po piąte, znaczna część Polaków doświadczyła represji sowieckich w latach 1939-41 oraz pod koniec wojny w latach 1944-45.

Właśnie w Polsce doszło więc do kilkakrotnych masowych protestów: w 1956, 1968, 1970 i 1976 r. Co więcej, wszystkie trzy wystąpienia z licznym udziałem robotników (1956, 1970, 1976) kończyły się ustępstwami władz komunistycznych. Inaczej niż w pozostałych krajach komunistycznych polscy robotnicy - a szczególnie pracownicy wielkich zakładów przemysłowych - mieli przekonanie o swej sile. I szansach na sukces.

Dlaczego wtedy?

Kilka przyczyn złożyło się na to, że “Solidarność" powstała właśnie w 1980 r.

Bezpośrednia przyczyna zrywu, jaką była niewielka podwyżka cen niektórych artykułów spożywczych, nie może tego wytłumaczyć. Bardziej istotny był wpływ różnych wydarzeń międzynarodowych i polskich. Wśród tych pierwszych na czoło wysuwa się przyjęcie w układzie z Helsinek w 1975 r. tak zwanego “trzeciego koszyka" (o prawach człowieka i obywatela) oraz podjęcie przez rząd Stanów Zjednoczonych ofensywy ideo-logicznej w obronie tych praw. Choć rządy komunistyczne początkowo spodziewały się, że ich zobowiązania z Helsinek będą mieć tylko charakter werbalny - podobnie jak wszelkie poprzednie zapewnienia, składane od czasów Jałty - tym razem sytuacja się zmieniła.

Wynikało to z powagi kryzysu ekonomicznego w państwach komunistycznych. Tak zwana polityka współistnienia Wschodu i Zachodu oraz układ z Helsinek, który był jej ukoronowaniem, służyć miały otwarciu drogi do korzystnych kontaktów gospodarczych z krajami zachodnimi. W rezultacie Zachód uzyskał jednak instrument do wywierania nacisku na “blok" komunistyczny. Jeżeli nawet niektóre rządy zachodnie nie przejmowały się zbytnio wewnętrznymi problemami tego “bloku", musiały się liczyć z reakcjami własnej opinii publicznej.

W latach 70. we wszystkich krajach “bloku" powstały lub nasiliły działalność grupy opozycyjne. Ze względu na zobowiązania międzynarodowe z jednej oraz potrzebę wykorzystania kontaktów z Zachodem dla celów gospodarczych z drugiej strony, represje przeciw nim wymierzone były słabsze niż w poprzednich dziesięcioleciach.

Szczególna sytuacja powstała przy tym w tych państwach “bloku", które silnie zadłużyły się na Zachodzie - a przodowała w tym Polska. Polityka inwestycji na kredyt, prowadzona przez ekipę Edwarda Gierka [pierwszego sekretarza PZPR w latach 1970-1980 - red.] przyniosła znaczne podniesienie poziomu życia w pierwszej połowie lat 70., ale przy zachowaniu biurokratycznych metod zarządzania państwową gospodarką doprowadziła w drugiej połowie dekady do gwałtownego załamania.

W “normalnych" komunistycznych warunkach załamaniu gospodarczemu towarzyszyło zwiększenie kontroli nad społeczeństwem i stosowanie represji przeciw każdej próbie protestu. Tym razem nie zdecydowano się zastosować takiej metody. Politykę polskich władz komunistycznych cechowała niekonsekwencja: stosowanie na przemian działań represyjnych i posunięć bardziej “liberalnych", obliczonych na zachodnią opinię publiczną.

Dlaczego w takiej formie?

Przed 1980 r. protesty lub dążenia do reformy systemu znajdowały dwie formy.

Jedną były spontaniczne demonstracje na ulicach miast. Tak było w Berlinie Wschodnim w 1953 r., w Poznaniu i Budapeszcie w 1956 r., w miastach uniwersyteckich Polski w 1968 r., na polskim Wybrzeżu w 1970 r. oraz w Radomiu w 1976 r. Brutalnie interweniowały milicja lub wojsko, padali zabici (jedynie w 1968 i 1976 r. nie użyto broni palnej). Dochodziło do walk, ataków na komitety partyjne lub urzędy, zwłaszcza siedziby służb bezpieczeństwa. Siła była po stronie uzbrojonych formacji aparatu komunistycznego, które w takich starciach - przynajmniej na krótki dystans - odnosiły zwycięstwo.

Drugą formą było stawianie na skłonne do reform skrzydło w partii i udzielenie mu masowego poparcia w jego sporze z komunistycznymi “konserwatystami". Wypróbowano takie działania w Polsce w 1956 r. i w Czechosłowacji w 1968 r., a w pewnym sensie także w późniejszej fazie wydarzeń na Węgrzech w 1956 r. i w Polsce lat 1970--71. Rezultat był dwojaki, ale zawsze negatywny: na Węgrzech i w Czechosłowacji zbyt daleko posunięta gotowość komunistycznych przywódców do zmian w systemie spowodowała zbrojną interwencję sterowaną z Moskwy. W Polsce dwukrotnie obietnice reform okazały się w ostatecznym rezultacie manewrem dla zdobycia poparcia. Jedni z partyjnych zwolenników reform przerazili się radykalizmu społeczeństwa, inni zostali przez swych towarzyszy wyeliminowani z grona przywódców.

Polska opozycja drugiej połowy lat 70. - głównie intelektualna, której działania poprzedziły powstanie “Solidarności" - odegrała ważną rolę w przygotowaniu jej programu. Częściowo odbywało się to już zawczasu, częściowo przy udziale ekspertów w trakcie formowania się “Solidarności". Różnice ideowe i polityczne miały drugorzędne znaczenie.

Wezwanie Jacka Kuronia, aby “tworzyć komitety, a nie palić je", pochodziło ze środowiska Komitetu Obrony Robotników. Podobne poglądy przyjmowane były we wszystkich innych grupach opozycyjnych. Dotyczyły one potrzeby kształtowania świadomości społeczeństwa i organizowania go, ale unikania konfrontacji na ulicach i stosowania przemocy. Zarazem drogą do przemian miało być całkowite uniezależnienie się od instytucji systemu komunistycznego i wywieranie na nie nacisku z zewnątrz, a nie poprzez nadzieje wiązane z tą czy inną frakcją w partii. Organizacje opozycyjne z lat 70. - KOR, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Ruch Młodej Polski, Konfederacja Polski Niepodległej czy Polskie Porozumienie Niepodległościowe - różniły się ideologią i deklarowanymi długofalowymi celami, ale tylko w niewielkiej mierze postulowanymi zasadami działania “na dziś". Te zasady były również zgodne na ogół ze stanowiskiem czołowych przedstawicieli Kościoła katolickiego.

Społeczną formę swej aktywności wypracowała natomiast “Solidarność" sama. Ogólnopolski protest, głównie robotniczy, zaskoczył nie tylko władze, ale i opozycję intelektualną. Było jednak zgodne z logiką systemu, że skuteczny protest opierał się na jedynej grupie społecznej, która dysponowała możliwościami masowego samodzielnego zorganizowania się: na załogach wielkich zakładów pracy.

A skoro tak było, odpowiednie ku temu były instrumenty protestu. Naprzód stał się nim strajk okupacyjny. Wiara w jego skuteczność jako środka nacisku na władze miała przetrwać cały okres legalnej “Solidarności", choć po wprowadzeniu stanu wojennego okazała się zawodna. Drugim instrumentem było tworzenie organizacji jawnej i zdolnej metodami pokojowymi wywalczyć swą legalizację: związku zawodowego.

Co pozostało?

Rację mieli ci, którzy powątpiewali w sens określania “Solidarności" jako związku zawodowego. Problem polegał bowiem na tym, czy w systemie komunistycznym w ogóle może istnieć tego rodzaju organizacja. Skoro obowiązywał komunistyczny monopol publicznej działalności, wówczas związek zawodowy musiał stawać się “transmisją partii do mas", a nie reprezentantem i obrońcą interesów pracowniczych. Jeśli natomiast ów monopol kwestionował, podejmował tym samym akcję polityczną: przeciwstawiał się podstawom obowiązującego systemu.

To zaś prowadziło “Solidarność" od swoistych związkowi zawodowemu problemów (związanych z warunkami pracy i płacy) do kwestii systemowych: zarządzania gospodarczego, praworządności, kontroli administracji i aparatu represyjnego, gwarancji dla swobody zrzeszania się i wypowiedzi, w tym swobody środków masowego przekazu.

“Solidarność" jako związek zawodowy stawała się w ten sposób, w warunkach systemu komunistycznego, pierwszym i zarazem wielkim ruchem tworzącego się “społeczeństwa obywatelskiego". Często nazbyt optymistycznie oceniano stan społeczeństwa polskiego wówczas i w latach bezpośrednio następujących po likwidacji legalnej “Solidarności", po wprowadzeniu stanu wojennego.

Piszę to, bo sam nie byłem wolny od takich złudzeń w niektórych sformułowaniach mojej wydanej w 1983 r. książki o “Solidarności". Droga do “społeczeństwa obywatelskiego" była jeszcze daleka. Jeżeli jednak dziś zastanawiamy się, co z “Solidarności" zostało, to najważniejsze było wejście Polski na tę drogę - i ukazanie jej innym narodom z bloku komunistycznego.

Tą drogą wędrujemy do dziś, a daleko jeszcze do mety.

Prof. JERZY HOLZER (ur. 1930) jest historykiem, pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN. Jako dziecko przeżył naloty na Warszawę w 1939 r., okupację i Powstanie Warszawskie. W drugiej połowie lat 60. występuje po stronie opozycji, w 1968 r. popiera protestujących studentów. W latach 70. wykłada na opozycyjnym “latającym uniwersytecie". W 1980 r. angażuje się w “Solidarność". Internowany w stanie wojennym. Publikuje tylko w “drugim obiegu" i za granicą (m.in. wydana w 1983 r. “Solidarność 1980-1981. Geneza i historia"). W czerwcu br. przyznał, że w połowie lat 60. podjął na krótko współpracę z wywiadem PRL, dla którego sporządzał analizy o Niemczech Zachodnich. Autor m.in.: “Kryzys polityczny w Niemczech 1928-30. Partie i masy", “Komunizm XX wieku", “II wojna światowa. Europejska tragedia XX wieku".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]