Reklama

Ks. Tomáš Halík na Niedzielę Palmową

Ks. Tomáš Halík na Niedzielę Palmową

05.04.2020
Czyta się kilka minut
Postać chrześcijaństwa, do której się przyzwyczailiśmy, niepowstrzymanie odchodzi w przeszłość. Miejmy odwagę pozwolić, by wiele umarło – w Kościele, w wierze, w teologii.
YOUTUBE
W

Wstępujemy dziś do bramy Wielkanocy, rozpoczynamy Wielki Tydzień. Z wyjątkiem czasu prześladowań przeżyjemy najprawdopodobniej najdziwniejsze święta w historii chrześcijaństwa, z pustymi, często zamkniętymi kościołami. Jestem głęboko przekonany, że może to być Wielkanoc bardziej chrześcijańska od jakiejkolwiek innej, którą możemy pamiętać. Wielu z tych, którzy inaczej nigdy by do kościoła nie poszli, w tym roku ciężkich doświadczeń jest zapewne bardziej niż kiedykolwiek otwartych na Wielkanocną Nowinę. I właśnie to zobowiązuje nas, by świętować Wielkanoc w sposób prosty, ale nie powierzchowny.

Szereg z nas, księży, którzy w czasie komunizmu nigdy nie dostali albo stracili państwową zgodę na wykonywanie służby kapłańskiej, pracowało w kościele podziemnym. Za odprawianie mszy bez zgody państwowej groziły wtedy dwa lata więzienia. Dla tych z nas liturgia w niewielkim kręgu, gdzieś w domu albo na działce, przy zwyczajnym stole – to nic nowego. Ja sam w taki sposób odprawiałem mszę codziennie przez 11 lat, w większości sam albo z grupą kilku najwierniejszych. Tak przeżytej Wielkanocy u przyjaciół na działce w Dolinie Kokorzina [skałki na północ od Pragi – red.] ani ja, ani oni nigdy nie zapomnimy. Mordercza pandemia komunizmu, która wtedy szalała, jest prawdopodobnie w większej części świata definitywnie pokonana, jakkolwiek niektórzy z tego wirusa do dziś się porządnie nie wyleczyli. Zapewne także pandemia koronawirusa nie będzie trwać wiecznie. Ale ona zmieni świat i pewnie nas także czegoś ważnego nauczy. 

Pękają skały

Znów zatem w całkowicie innych warunkach świętujemy Wielkanoc – bez barokowych ołtarzy, kadzideł, uroczystych procesji ze złotą monstrancją, bez organów, bez dzwonów oznajmujących Zmartwychwstanie. To, co mamy do dyspozycji, to stół Słowa Bożego, Ewangelię – opowieść o Wielkiej Nocy.

Może jednak właśnie z powodu tych wyjątkowych okoliczności znajdziemy klucz, którym ta opowieść da się otworzyć na nowo, da się głębiej zrozumieć. Zapytacie pewnie: „Dlaczego i jak? Przecież większość z nas, i to nie tylko wierzących, już tę opowieść dobrze zna”.


CZYTAJ TAKŻE

WIELKANOC BEZ SPOWIEDZI: Pandemia przeszkadza wielu drogim nam religijnym praktykom. Wcale jednak nie musi szkodzić naszej drodze nawrócenia. Tekst Piotra Sikory >>>


Z tego samego powodu, z jakiego co roku świętujemy Wielkanoc, możemy w tej opowieści co roku znaleźć coś nowego, co rzuca nowe światło na naszą aktualną sytuację życiową. Z drugiej strony właśnie to przeżywane doświadczenie może nam pomóc lepiej i głębiej zrozumieć tę ewangeliczną opowieść, znaleźć w niej coś nowego dla siebie. Filozofowie w języku specjalistów nazywają to hermeneutycznym kręgiem między tekstem i życiem, między doświadczeniem ukrytym w tekście a doświadczeniem czytelnika.

Tak, znamy tę historię. Ona jest głęboko wpisana w kulturę, w której żyjemy, choć zwykle sobie tego nie uświadamiamy. Ale spróbujmy tylko wyobrazić sobie to niewiarygodne zubożenie, gdyby wyobrażenia Ukrzyżowania i Zmartwychwstania zniknęły z architektury, od katedr po kapliczki na polach, z obrazów i rzeźb, które nas otaczają – rzecz jasna, o ile nasz świat choć trochę wykracza poza blokowisko – ze światowej czy czeskiej literatury, muzyki, z historii, teatru i filmu.

Ludziom, którym uroczysta wielkanocna liturgia w kościołach nic nie mówiła, radziłem przez lata, aby spróbowali wejść do dramatu Wielkiej Nocy drogą kultury, słuchając pasyjnej muzyki Bacha, „Stabat Mater” Dvořáka, „Mesjasza” Händla albo prowokacyjnych, beatowych utworów pasyjnych zespołu The Plastic People of the Universe. Polecałem im, by medytowali przed obrazami i rzeźbami w galeriach, od tych najstarszych po współczesne. Teraz jednak zamknięte są i galerie, i sale koncertowe, a bezpośredniego doświadczenia liturgii czy dzieła artystycznego nie da się całkowicie zastąpić transmisją telewizyjną.

Zostają nam myśli ubrane w słowa, te zaś na szczęście daje się przenosić. Stara legenda mówi, że podczas wielkanocnych czytań pasyjnych pękają skały i otwierają się skarby. Prośmy o ten cud: kiedy będziemy czytać i medytować nad opowieścią wielkanocną, niech w nas pęknie to, co kamienne, zimne i twarde, a otworzy się skarb wiary (czy też może pre-wiary), skryty gdzieś głęboko w nas. Wierzę, że to możliwe w każdym z nas.

Co to znaczy „czytać historię pasyjną” z wiarą, wierzyć w to? Wiara w tym przypadku nie oznacza przeświadczenia, że to, co czytamy, odegrało się kiedyś dokładnie w taki sposób. To by było bardzo prymitywne i wulgarne pojmowanie wiary i prawdy.

Ewangelie to nie są protokoły opisujące detale dawnych historii. W wielu szczegółach różnią się między sobą. Opowieści czterech Ewangelii to różne drogi medytacji ludzi, którzy weszli do tej historii i zapraszają nas, byśmy tam weszli z nimi. Weszli z naszym intelektem i emocjami, fantazją i chęcią poszukiwań, z otwartą myślą i sercem, z naszym pragnieniem rozumienia i z naszym pragnieniem ducha – wszystko razem to komponenty składające się na słowo „wierzyć”.

Wiara to więcej niż zaufanie w wiarygodność komunikatu z przeszłości i o przeszłości. Wiara pozwala mi wejść do tej historii i pozwolić się nie tylko nią zachwycić, ale również przemienić. W ten sposób ukazuje się dla mnie prawda tej historii: wiara pozwala mi uczynić go prawdziwym dla mnie, a także poprzez mnie, ponieważ ta historia wzywa mnie do wydania świadectwa o tym, co staje się mną. Historia teologii kładzie ważny akcent na: „Christus pro me” – „Chrystus dla mnie”, a nie jakieś oddalone bóstwo, metafizycznego Boga filozofów, którego wielu zamieniało sobie za żywego Boga w Biblii. Jak uczył Søren Kierkegaard, wiara czyni ze mnie współczesnego Chrystusowi.

Kiedy czytam Ewangelię, świadomie zakładam okulary wiary: bez nich wielu rzeczy nie dałbym rady przeczytać albo widziałbym je nie dość wyraźnie. Tak, również w otaczającym świecie wiele rzeczy byłoby dla mnie nieczytelnych, gdybym nie miał okularów wiary, które pozwalają mi rozróżnić wszystkie, nawet najdrobniejsze wzmianki.

Przemiana

Zanim wejdziemy do dramatu Wielkanocy, chciałbym się z wami podzielić tym, co Wielkanoc do mnie mówi w ostatnich latach, a w tym roku mówi nawet z nieoczekiwaną siłą. Nie oczekuję od nikogo, aby podzielał moje spojrzenie, ale poproszę, aby choć chwilę o tym pomyśleć. 

Wielkanoc to historia śmierci i Zmartwychwstania. Istniało i nadal istnieje wiele postaci chrześcijaństwa tak zafascynowanych bólem, cierpieniem i śmiercią, że zupełnie nie dostrzegają one wieści o Zmartwychwstaniu. Moi przyjaciele z konserwatywnych regionów Hiszpanii, ale szczególnie z Ameryki Łacińskiej i Filipin, opowiadają mi, w jak emocjonalny i dramatyczny sposób tamtejsi wierzący przeżywają Wielki Piątek, z procesją, krzyżem, figurami wyobrażającymi Pasję – ale na Zmartwychwstanie kościoły są tam prawie puste. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że przemoc, ból, cierpienie i śmierć to zjawiska, z którymi ci ludzie mają przebogate doświadczenia i wkładają je do wielkopiątkowych obrzędów i zwyczajów. Ze Zmartwychwstaniem jednak nie ma doświadczenia nikt – także ci, którzy przeżyli tzw. śmierć kliniczną.

Niestety, podobnego typu chrześcijańska pobożność nowinę o Zmartwychwstaniu potrafiła tak dalece zbanalizować, że wystawiła ją na sceptyczne komentarze i śmiechy ze strony ateistów.

Wskrzeszenie Chrystusa nie jest reanimacją, ożywieniem zwłok i ich powrotem na ten świat, nie jest efektownym happy endem Wielkiej Nocy. Poważna teologia jasno mówi: jeśli chcesz mówić o Zmartwychwstaniu, najpierw odrzuć wszystkie wyobrażenia, które o nim masz. Najpierw przyznaj, że jest to Tajemnica, która zdecydowanie przekracza nie tylko nasze doświadczenie, ale także naszą wyobraźnię, nasze pojęcia, nasze pobożne czy też niezbyt pobożne teorie. Zmartwychwstanie nie jest powrotem do tego, co było, ale radykalną przemianą. Nie zapominajmy o ewangelicznej relacji o tym, że Zmartwychwstałego nie mogli rozpoznać nawet jego najbliżsi. Zmartwychwstały przyszedł i stale przychodzi jako nieznany cudzoziemiec.

A teraz przejdźmy do jądra tej opowieści, do klucza, który pozwala mi na nowo, głębiej wejść do tego skarbu tajemnicy Wielkanocy. Wypowiedziałem to jeszcze przed bramą tegorocznej Wielkanocy.

Jestem przekonany, że wielkanocna tajemnica śmierci i Zmartwychwstania jest fundamentem chrześcijaństwa i kryterium do jego rozpoznawania. 

Jestem przekonany, że tylko wiara, która umiera i powstaje z martwych, jest prawdziwą wiarą chrześcijańską.

Jestem przekonany, że tylko Kościół, który umiera i powstaje z martwych, jest prawdziwie chrześcijańskim Kościołem.

Jestem przekonany, że tylko teologia, która umiera i powstaje z martwych, jest teologią prawdziwie chrześcijańską.

Śmierć Kościoła

Zastanówmy się nad pojęciem śmierci Kościoła. Dla mnie odkrył je jeden z moich wielkich nauczycieli wiary – Oto Mádr. Człowiek, który z powodu swej wierności Chrystusowi i Kościołowi cierpiał 16 lat w komunistycznych więzieniach. Madr był raczej człowiekiem czynu i geniuszem organizacji niż człowiekiem pióra. Mimo to jeden z jego tekstów zasługuje na to, aby wejść do historii teologii czeskiej. To esej „Modus moriendi ecclesiae”, po czesku: „Jak umírá Církev” [pol. „Jak umiera Kościół”]. Madra zainspirował znany tekst Jana Ámosa Komenskiego, w którym medytował on nad zanikiem swojego Kościoła – „Testament umierającej matki Jednoty Braci Czeskich”.

Wiele kościołów lokalnych, kiedyś bardzo żywych i kwitnących, już zanikło, zanika też dużo innych postaci Kościoła. Jestem przekonany, że coś podobnego przeżywamy i dziś.

Jestem przekonany, że puste i zamknięte kościoły w te święta są proroczym znakiem: podobny może być koniec Kościoła, jeśli nie przejdzie on głębokiej przemiany, nie przejdzie przez śmierć i Zmartwychwstanie. Jeśli nie przejdzie tej fazy, kiedy wiele umrze po to, aby to nowe, odnowione, mogło powstać do życia w wierze Kościoła, w Kościele, w jego teologii i jego rozumieniu i głoszeniu wiary.

Wydaje mi się, że metody, jakimi dziś Kościół w naszej części świata chce powstrzymać trwający od dawna proces ubywania wierzących – łączenie parafii, import księży z zagranicy – to tylko przesuwanie mebli na Titanicu. Jedna z postaci chrześcijaństwa, Kościoła, wiary i teologii, do której się przyzwyczailiśmy, niepowstrzymanie odchodzi w przeszłość.

Kościoła nie uratuje ucieczka do przednowoczesnego świata „trwałych wartości”, bo tego świata już nie ma. Nie uratuje go tania „modernizacja”, która dzisiejszemu „społeczeństwu zabawy” miałaby dostarczyć religii w postaci rzekomo atrakcyjniejszej. Naprawdę, nie wiem, co wspólnego z Ewangelią mają te wielkie, pełne emocji religijne shows w nabitych do ostatniego miejsca megakościołach Ameryki Północnej i Łacińskiej.

Jeśli chodzi o – prawdopodobnie niemożliwy do powstrzymania – ubytek liczby księży w Europie i Ameryce Północnej, zapewne potrzeba w duchu postanowień Synodu o Amazonii w Kościele łacińskim skorzystać z doświadczeń katolickich Kościołów rytu wschodniego i całego wschodniego chrześcijaństwa, ze święceniem żonatych mężczyzn. Trzeba też dać większą przestrzeń dla charyzmatu kobiet. A jednak także te środki nie będą jedynym zbawiennym lekiem na choroby współczesnego chrześcijaństwa.

Porównałem współczesną postać Kościoła do tonącego statku. Trzeba dodać, że mimo wszystko ten statek nadal wiezie przebogate skarby, które trzeba ratować, trzeba je przeładować do nowej łodzi. Łodzi Piotrowej nie możemy mylić z jakąś konkretna postacią Kościoła; Kościół Chrystusowy obecny jest w całym szeregu historycznych postaci, ale z żadną z nich nie powinien być całkowicie utożsamiany. 

Odnowa Kościoła nie może zaczynać się ani kończyć na odnowie struktur, jakkolwiek i taka odnowa jest nam potrzebna. Kluczowa jest odnowa wiary. Tak, powtarzam: jestem przekonany, że tylko wiara, która umiera i wstaje z martwych, jest wiarą prawdziwie chrześcijańską.

Dziecięca wiara, która rodzi się spontanicznie jako ślad psychologicznego doświadczenia własnych rodziców, wiara przekazana przez wychowanie, przez rodziców, przez szkołę – taka wiara musi pewnego dnia umrzeć, przejść głęboką transformację po to, aby powstała z niej dojrzała, dorosła wiara, zdolna przetrwać we współczesnym świecie. 

Ludzie często bronią się przed dojrzałością wiary i wtedy zwykle cytują słowa Jezusa o tym, że mamy być jak dzieci. Ale Jezus tymi słowami nie wzywał nas do infantylizmu, lecz do tego, byśmy znów stali się podobni dzieciom z ich otwartością, szczerością, spontanicznością i zdolnością do chłonięcia wiedzy. Ogromnym niedostatkiem w pracy duszpasterskiej dzisiejszego Kościoła jest to, że religijne otoczenie – często razem z księżmi – stara się ludzi dorastających w wierze wciskać na powrót w dziecięce buty wiary. Buty, w które już nie mogą się zmieścić. 

Wielką przewodniczką na drodze do dojrzałej wiary może być odważna i oryginalna młoda kobieta, Teresa z Lisieux, która cierpiąc bóle ciała i duszy, przeszła kryzys wiary ku miłości. Miłości, która – zgodnie ze słowami św. Pawła – przeżywa także wiarę. Tyle że trzeba wydobyć „małą drogę” Teresy spod pokładów katolickiego kiczu.

Podobnie jak w trakcie indywidualnego życia obumiera dziecinna wiara, aby zamienić się w postać dojrzałą, tak prawdopodobnie powtarza się przechodzenie wiary Kościoła w kolejne postacie, przez kolejne kryzysy i reformy. Prawdopodobnie teraz stoimy w samym środku takiego okresu. 

Kiedyś ten proces nazywaliśmy sekularyzacją, później pluralizacją sceny religijnej. To są wieloznaczne pojęcia, stoją za nimi rozmaite teorie.

Powtarzam: spróbujmy rozumieć ten proces przez opowieść Wielkiej Nocy. Miejmy odwagę pozwolić, by wiele umarło – w Kościele, w wierze, w teologii; pozwólmy sobie przejść przez doświadczenie Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty – i bądźmy otwarci na niespodziankę wielkiej przemiany, nowego życia.

Drugie czytanie z Niedzieli Palmowej jest jednym z najgłębszych przedstawień sensu wielkanocnego dramatu: Jezus-człowiek, jakkolwiek sposobem swego istnienia był równy Bogu, przyjął byt człowieka, człowieka służącego, poniżył sam siebie, przyjął hańbiącą śmierć – i także z tego powodu Bóg wywyższył Go nad wszystko.

To samowydanie, przekroczenie własnego „ja” w służbie Bogu i innym – to droga Jezusa do Ojca. To jest to Przejście – Pesach, Pascha – słowo, którym języki Biblii, hebrajski i grecki, opisują Wielkanoc jako święto przypominające wyjście Izraelitów z domu niewoli do ziemi wolności. Także Kościół jest communio viatorum, wspólnotą pielgrzymujących, która musi się stale uczyć od Jezusa sztuki wyrzekania się, umierania, po to, aby wstawać do nowego życia i iść ku wolności, do której powołał nas Chrystus. 

Z czeskiego przeł. Tomasz Maćkowiak (postrzelonymokiem.pl)

KS. PROF. TOMÁŠ HALÍK jest filozofem, teologiem i socjologiem. Po ukończeniu studiów w komunistycznej Czechosłowacji odmówiono mu prawa do pracy naukowej – został terapeutą środowiskowym osób uzależnionych. W 1978 r. tajnie wyświęcony na księdza, do 1989 r. jedna z najważniejszych postaci podziemnego Kościoła w Czechach, później m.in. doradca prezydenta Václava Havla, wykładowca Oksfordu, Cambridge i Uniwersytetu Karola, duszpasterz akademicki. Laureat Nagrody Templetona i przyznawanego przez „Tygodnik Powszechny” Medalu św. Jerzego. Autor kilkudziesięciu książek, tłumaczonych także na język polski, m.in. „Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe”, „Przemówić do Zacheusza” i „Nocy spowiednika” oraz „Cierpliwości wobec Boga. Spotkania wiary z niewiarą”. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Powyższy tekst otrzymaliśmy od autora. Ks. Halík wygłosił go także na platformie YouTube.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof, teolog, psycholog, duszpasterz. Wykładowca Uniwersytetu Karola w Pradze. Profesor socjologii, i teologii, doktor filozofii. Laureat Nagrody Templetona (2014) przyznawanej za...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]