Od dziesiątek lat nasze elity, jakże nielubiane przez nieelity, rozgryzają pakiet najważniejszych dla tutejszej zbiorowości zagadnień o charakterze ogólnym. Dywagują o sprawach najwyższej wagi, próbując wyjaśnić taką dla przykładu zagadkę: skąd się wzięliśmy, my Polacy, tu, na planecie Ziemia. Ale padają też pytania pozornie błahe. Zajmiemy się dziś zaledwie dwoma z wielkich pytań, choć są one pozornie niepozorne.
Oto – popatrzmy – elity wciąż pytają, dlaczego tutejsi mężczyźni, z marnymi wyjątkami, grają bardzo słabo w piłkę nożną. To ciekawe też dlatego, że wszyscy w Europie grają w piłkę dobrze. A Polak – w pocie czoła, choć kopie nogą. Jedna z hipotez powiada, że przyczyna leży w tutejszym menu. Rzekomo nadmiar grubo panierowanej, smażonej wieprzowiny i gotowanych ziemniaków posypanych koprem, często gęsto w towarzystwie kapustki, spożywanych zwłaszcza w okresie juwenalnym, odciska się zarówno na gibkości fizycznej, jak i umysłowej. Ponoć każdy schabowy morduje jednego synapsa w mózgu odpowiedzialnego akurat za celowanie nogą, oraz drugiego – odpowiedzialnego za celowanie głową. Skoro tak, to – zapytać wypada – dlaczego Niemiec bądź Czech, choć od świniny nie stronią, to biegają od naszych raźniej, w trakcie biegu sporo myślą, a jakby tego było mało – nogą celują znakomicie? Inna teoria głosi, że Polacy za dużo piją wódki, a wbrew pozorom, wódka kiwaniu nie służy.
Jeżeli ktoś ma już dość naskórkowych rozważań o fizycznych możliwościach polskich mężczyzn, skierujemy jego myśli ku potencjałowi intelektualnemu. Potrzebne tu będzie krótkie wprowadzenie. Jedno z wielkich pytań brzmi, dlaczego w kraju tak ogromnym jak nasz, z tak liczną ludnością o zaiste sporej wyobraźni, z bogatą tradycją snucia wszelakich wizji, od spiskowych po mesjanistyczne, dlaczego nie powstało tu nigdy żadne nowoczesne urządzenie o masowym i globalnym zasięgu. Owszem, mieliśmy turbinkę Kowalskiego, mieliśmy uchwyt utrzymujący klapę silnika fiata 126p w pozycji umożliwiającej chłodzenie motoru pędem powietrza, ale bądźmy szczerzy – motoryzacji to nie zrewolucjonizowało. Gdy próbujemy sobie przypomnieć, czy aby na pewno nic nam nie umknęło, czy aby nie popadamy w samobiczowanie, dochodzimy do wniosku, że jednak przesadziliśmy. Że na wielkie pytanie o polską myśl technologiczną istnieje odpowiedź dobra, choć nie jest ona łatwa.
A więc tutejszy potencjał inżynierski zużywany jest na koncepcje wintydżowe – najlepiej nam idzie rozwijanie urządzeń retro. Ale to wcale nie znaczy, że należy ten kierunek wyśmiać czy skreślić. Możliwe, że coś, będąc retro, ma jednak przyszłość. Ktoś – jak zwykle – poprosi nas o przykład. Mamy taki, w najznakomitszy sposób ilustrujący sytuację na rynku polskiej zaawansowanej myśli technologicznej. Oto przy okazji tradycyjnego, bo kolejnego upadku konia ciągnącego wóz z turystami ku Morskiemu Oku, dowiedzieliśmy się, że od lat wielu trwają prace nad wozem ciągnionym przez konie wspomagane silnikami elektrycznymi. Prasa i wynalazcy używają określenia „wóz hybrydowy”. Wydano na ten pomysł sporo grosza, sporo czasu trwały próby, głównie nieudane, bowiem prawa fizyki, niestety, nie ulegają polskim marzeniom o połączeniu tradycji z nowoczesnością. Stromizna plus ciężar równa się problem. Na pytanie, po co to wszystko, słychać tyle, że trzeba by ulżyć maltretowanym zwierzętom, ale myśli, że można by ich w ogóle nie maltretować, jakoś nikomu nie przychodzą do głowy.
Jesteśmy bodaj jedynym krajem w świecie, w którym rzuca się solidne siły, zatrudnia pracownie politechniczne, snuje wizje, daje wielkie pieniądze, robi wieloletnie doświadczenia tylko po to, by wyprodukować elektryczną furmankę ciągnioną jednakowoż przez zmęczone konie. Miałby to być pojazd, który co prawda na Marsa nie poleci, ale jest klasycznym pomysłem zaiste księżycowym. Ktoś, komu zwierzyliśmy się z naszego zakłopotania, podsunął myśl, by polscy inżynierowie, zootechnicy i górale pomyśleli nad stworzeniem hybrydy konia z akumulatorem. Będzie to przy okazji awans do innej ligi.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















