Otóż nie jest tak, że z miejsca rozumiałam, co to znaczy owo Schulzowskie “dorosnąć do dzieciństwa". Może nawet i teraz nie wiem, co znaczy “Schulzowskie", ale w jakimś swoim sensie wydaje mi się, że dorastam. Przy wnuczku. Aidan w ciągu ostatnich paru miesięcy dorósł do korzystania z sedesu w wiadomych celach. Jest już z tą czynnością za pan brat. Powiadamia mnie, że właśnie przyszedł czas, idziemy do łazienki, gdzie pokazuje mi, że właściwa wkładka do sedesu przylega z jednej i drugiej strony, rozsiada się na niej wygodnie. Ja u jego stóp na specjalnym krzesełku i zaczynamy lekturę. W łazience jest już kilka książek specjalnie tematycznie podebranych, a więc o siadaniu na sedesie, o tym, że w rodzinie zdarza się mały braciszek, jakiś tam dalszy ciąg “Billy the builder" itp. Wszystkie elegancko wydane, jaskrawo kolorowe ilustracje na lśniących kartonikach. Ale dla Aidana największą atrakcją jest katalog instrumentów muzycznych. Aidan jest bardzo muzykalny i instrumenty fascynują go niezmiennie. Przewracamy więc strony katalogu, przy każdym nowym instrumencie Aidan wykrzykuje nazwę “guitar", “drum", “headphone". Przy okazji liczymy, ile jest gitar, bębnów i innych instrumentów na każdej stronie. Aidan zna ten katalog na pamięć, a jednak nigdy się przy nim nie nudzi. Nie dochodzimy do końca, bo cel naszej wizyty w łazience zostaje osiągnięty. Ale nie dałabym głowy, że na ostatniej stronie katalogu nie ma reklamy jakiegoś środka na porost włosów.
I nagle olśniewa mnie myśl. To jest Księga.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














