Po lekturze dwóch tekstów opublikowanych na łamach TP36/2024 ogarnęła mnie przykra refleksja. Artykuły Mateusza Fałkowskiego i Hanny Radziejowskiej „Jak wygląda niemiecka wina i pamięć 85 lat po wybuchu II wojny światowej?” oraz Łukasza Grajewskiego „Świadkowie umierają, a polskiego pomnika w niemieckiej stolicy wciąż brak” poruszają trudną polsko-niemiecką historię, na temat której w ostatnich dniach padło wiele głośnych i emocjonalnych słów. Oczywiście miało to związek z 85. rocznicą wybuchu II wojny światowej. W tym kontekście pomyślałam o kwestiach związanych z przeszłością bardziej globalnie i powszechnie, w odniesieniu do codzienności.
Ludzie na całym świecie, od politycznych i religijnych przywódców, przez liczne autorytety ze świata nauki i sztuki, po przysłowiowych „zwykłych zjadaczy chleba” częstokroć traktują historię swoich państw jak Photoshopa lub inny program do obróbki zdjęć i materiałów audiowizualnych. Tu się przytnie, tam rozjaśni, gdzie indziej wykadruje i dołoży jakiś przyjemny dla oka element. W ten sposób otrzyma się idealny obrazek, w sam raz na Instagrama lub TikToka, a komentarze zachwyconych followersów i lajki popłyną szerokim elektronicznym strumieniem.
Tylko że opowieść o historii, zwłaszcza tej pełnej ludzkich dramatów, to nie post czy rolka w mediach społecznościowych. Nie ma narodu i kraju, który byłby od tych dramatów wolny, każdy dźwiga ciężar traumy. Tej spowodowanej nie tylko doznaną krzywdą, ale też cierpieniem, które zadał innym. I nawet jeśli prezydent lub premier danego kraju publicznie posypie głowę popiołem i powie: „Tak, czyniliśmy źle”, to zaraz w kolejnych zdaniach padną słowa o „innych”, którzy „też tak postępowali”, i to w ogóle na większą skalę, więc my i tak jesteśmy przyzwoici. No i jeszcze przepraszamy, a „tamci się na to nie zdobyli”. Świadczy to o naszej moralnej wyższości. En masse byliśmy dobrzy, odważni, szlachetni, tylko zdemoralizowany margines dopuszczał się zbrodni. Dobrze znamy to z rodzimego podwórka. Od lat toczy się i do tej pory w publicznym dyskursie nie rozstrzygnął się pojedynek – Polacy ratujący Żydów podczas II wojny światowej versus ci z naszych rodaków, którzy ich mordowali i wydawali nazistom.
Jednym z najczęściej powtarzanych truizmów, także w potocznych rozmowach, jest ten, że z historii należy wyciągać wnioski. Jednak aby były one odpowiednie i konstruktywne, musimy o niej mówić i pamiętać rzetelnie, uczciwie i odpowiedzialnie. Wobec jej stereotypizacji, mitologizowania i lukrowania to nie lada wyzwanie, ale tylko w ten sposób oddamy hołd milionom ofiar sprzed lat i być może w jakimś stopniu zapobiegniemy kolejnym. Bo powtarzane po Holokauście wszem i wobec „nigdy więcej” może zdarzyć się w każdej chwili.
Maria
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




