Człowieka szukam

Czego brakuje polskiej debacie publicznej?
Czyta się kilka minut

Idei przecież nie, mam nawet wrażenie, że idei puszcza się w obieg zbyt wiele i bez dostatecznego pogłębienia. W rezultacie idee krążą nad głowami zdezorientowanych ludzi; jednym uchem wpadając i wypadając drugim, drażnią nie umysły, lecz nerwy. Idea pojawia się bowiem zazwyczaj w towarzystwie emocji, nawet wspierające ją argumenty są dobierane wedle emocjonalnej matrycy. Nic w tym dziwnego, w końcu emocje mają pomóc w tym, żeby idee w ogóle zwróciły naszą uwagę. Tyle że, po pierwsze, paleta tych emocji jest dość ograniczona – na ogół „siewcy idei” posługują się strachem lub wstydem – a po drugie, emocje te podawane są od razu w tak wysokim stężeniu, że niemal uniemożliwia to racjonalne „przetrawienie” idei, którym towarzyszą.
Z debaty publicznej ten sam mechanizm przechodzi do rozmów prywatnych. Jedni będą cię przekonywać – na przykład – że w zasadzie za wszystko, co w Polsce złe, odpowiada Kościół, mający nieograniczone wpływy w państwie. Inni, dla odmiany, dowodzić będą, że Polska jest w niewoli lewicowo-liberalnego „salonu”, który najchętniej pozbyłby się wszystkiego, co należy do polskiej tradycji, z Kościołem na czele. Nietrudno zauważyć, że jeśli spotkają się ze sobą przedstawiciele dwóch tak opisanych stron, będą oni wzajemnie dla siebie najlepszym uzasadnieniem („To, co mówisz, tylko potwierdza, że mam rację”). Internet jest pełen tego typu spotkań, o przebiegach gwałtownych, gdzie dochodzi do „słownych rękoczynów”. Od czegokolwiek dyskusja by się nie zaczęła (papież Franciszek a ekologia, przemoc w szkole, ustawa o in vitro), ląduje w tych samych okopach – co też właściwie nie powinno dziwić, skoro tam ustawione są najgłośniejsze armaty.
Idee w Polsce podrywają się do lotu jak ptaki, w które ktoś rzuca kamieniami. Trudno im osiąść na jednym miejscu, założyć gniazda, wychować potomstwo.
Ale jest jeszcze coś, co uderza szczególnie, kiedy wchodzimy w okres kampanii wyborczej. Posłużę się tu słowami Gombrowicza, choć wyrwanymi z kontekstu; on sam miał na myśli literaturę swojego czasu, której groziła letniość, poczciwość, aura „pokątnej tolerancji”, gdy tymczasem powinna była dążyć „do zaostrzenia życia duchowego”. Otóż Gombrowicz (w pierwszym tomie „Dziennika”) pisze tak: „Jak wiele zależy od tego, na czyich ustach jawi się opinia, która jest i naszą, którą popieramy. I myślę, że ideom w Polsce zawsze brak było ludzi… to znaczy, że ludzie nie byli w stanie zapewnić ideom nie tylko dostatecznej siły, lecz i tej magnetycznej atrakcyjności, jaką dysponuje dusza dobrze »rozwiązana«”.
Oto mamy zatem nieprzyjemną sytuację, w której rozbuchane emocje zastępują nie tylko argumenty, ale i osobowości. Znacie to westchnienie: „Nie mam na kogo…”? Samiście nieraz tak wzdychali? Nie dlatego przecież, że nie było idei, które gotowi bylibyście poprzeć, ale że nie było ludzi, którzy by przekonująco te idee wyrażali. Ach, gotów byłby człowiek wesprzeć nawet najbardziej szaloną ideę, gdyby tylko stanął za nią człowiek dobrze „rozwiązany”! Lecz człowieka nie widać. Za to kampanię zdominowała dyskusja o wiarygodności, autentyczności i samodzielności. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2015