Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Człowiek idealny?

Człowiek idealny?

27.02.2012
Czyta się kilka minut
Sándor Márai, „Księga ziół”; Niebo i ziemia Człowiek projektowany przez autora powinien mieć refleksyjną naturę.
W

Wydawnictwo Czytelnik od kilku lat regularnie publikuje wznowienia lub nieznane dotąd w Polsce utwory Sándora Máraiego; równie często prezentuje chyba tylko dzieła Philipa Rotha. Tym razem równocześnie wypuściło na rynek dwa spośród trzech pochodzących z lat 40. ubiegłego wieku zbiorów miniatur węgierskiego pisarza: kolejne wznowienie „Księgi ziół” i – po raz pierwszy – „Niebo i ziemię”. Tom trzeci, „Cztery pory roku”, czeka na przekład.

Jak pisze autor w „Księdze ziół”, jego książka „będzie taka, jak dawne zielniki, które prostymi przykładami pragnęły odpowiedzieć na pytanie, co trzeba robić, gdy kogoś serce boli albo go Bóg opuścił”. Bardzo ambitne założenie. Któż z nas nie zetknął się w życiu z podobnymi formami literackimi? W kilku linijkach na odwrotnej stronie wyrwanej kartki z kalendarza starano się nieraz wypowiedzieć jakąś prawdę o świecie, a jeżeli to się nie udawało – podać przynajmniej receptę na smaczny posiłek. Ambicje Máraiego skierowały go bardziej ku tej pierwszej tradycji, do próby mówienia o sprawach ważnych i ponadczasowych krótko i przystępnie.

Rady, których nam udziela, obejmują bardzo szeroki zakres tematów. Znajdziemy tu więc odpowiedzi dotyczące zarówno spraw najprostszych, najbardziej przyziemnych (na przykład kwestii ubioru, zbytej jednym zdaniem – że w ogóle nie należy się nim przejmować), jak i skomplikowanych zagadnień egzystencjalnych. Ten drugi wymiar zdecydowanie dominuje. Człowiek projektowany przez Máraiego (a jak mi się wydaje, możemy mówić w tym przypadku o pewnej idealnej wizji wzorcowego człowieka) ma (powinien mieć) refleksyjną naturę. To osobowość skupiona na doskonaleniu samego siebie. Być może zresztą zamiast o doskonaleniu, lepiej mówić o odkrywaniu. Jednym z kluczowych pojęć w tej swoistej antropologii jest „charakter”.

Zanim jednak o nim, dwa słowa o podmiocie Máraiowego zielnika. Łączy w sobie dwie postawy: dziecięcą pasję odkrywania i starczą mądrość. Wypowiada się więc z perspektywy osoby, która wie o życiu zdecydowanie więcej niż my, czytelnicy, w dodatku oczywiście wiedza, którą posiada, jest słuszna – za jego słowami stoi prawda i przynależne jej prawa. Z drugiej strony jednak, pełniąc rolę przewodnika, wyjaśniając nam mniej lub bardziej skomplikowane wydarzenia, podmiot zmuszony jest na nowo odkrywać wraz ze swoimi uczniami-odbiorcami wszystkie te rzeczy, które już raz opanował myślą, by w pełni przekonująco nam je wyłożyć.

Nasz „mistrz”, choć skupia się raczej na tym, o czym mówi, niż na samym sobie, tu i ówdzie przemyca również kilka faktów na swój temat, ujawnia własną osobowość. Po pierwsze, powołuje się na zdobytą przez siebie wiedzę. Przywołuje wielu filozofów, między innymi Marka Aureliusza czy stoików. Robi to dla konkretnego celu – jego poglądy nawiązują do głoszonych przez nich mądrości, są niejako ich przedłużeniem, aczkolwiek rozwinięcie wątku możliwych do dostrzeżenia podobieństw to już temat na osobny szkic. Po drugie, zdradza się ze swoimi gustami. Uprawdopodabnia to jego słowa, mamy wrażenie, że słuchamy głosu kogoś z krwi i kości, a nie anonimowej, nieznanej, obcej figury. Tak na przykład wypowiada się o spotkaniach towarzyskich: „Zawsze unikałem życia towarzyskiego i wszelkich jego wielkoświatowych czy zawodowych odmian. I nie ociągałem się, gdy trzeba było urazić ludzi, którzy w imię próżności lub fałszywie rozumianej ambicji zapraszali mnie do swoich domów. »Zapraszać« – o tak, to wielka umiejętność (...) przyjąć czy też nie przyjąć zaproszenia: to także jest kwestią charakteru, jak każda ludzka kwestia”.

Rady podmiotu nie są więc bezpodstawne – mają oparcie w osobistym doświadczeniu. Nie obcujemy z ponadczasowym źródłem mądrości, to subiektywny punkt widzenia kogoś, komu się wydaje, że zna receptę na udane życie. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że zbyt wiele w tej recepcie miejsca na agresję (pogardę?) dla tych, którzy się do niej nie stosują. Jak gdyby mówiący był perfekcjonistą, który od wszystkich wymaga realizowania własnej wizji egzystencji, a tych, którzy się w nią nie wpisują, wyklucza i klasyfikuje jako gorszych. Taka postawa nie ujawnia się przez cały czas, nie dominuje, jednak od czasu do czasu pojawia się w toku wywodu.

Człowiek Máraiego skupia się na własnym charakterze. Musi być wierny samemu sobie. Znając siebie, jesteśmy w stanie oprzeć się otaczającym nas pokusom, bo, jak twierdzi autor, przeżycia nie nauczą nas tyle, co introwersja, refleksja. Należy być cały czas zdystansowanym do świata i zbyt wiele od niego nie oczekiwać, bo wszelka przyjemność odciąga tylko od samodoskonalenia. Powinniśmy cechować się oszczędnością i dystansem. Jak widać, Máraiego interesuje jedynie duchowa strona egzystencji człowieka. Przede wszystkim stawia na intelekt. Utożsamiony jest on z czymś pięknym i dobrym. „Musimy zachować godność wbrew naszym zmysłom”. Także wbrew ciału. Ono jest sługą i musi zostać podporządkowane wyższej racji, a tą racją jest poszukiwanie zgodności z własnym charakterem.

Sprzeciwianie się mu to przyczyna większości naszych nieszczęść. Efektem mogą być na przykład choroby. Oddawanie się namiętnościom wpływa na nas negatywnie, generuje troski, jest działaniem wbrew charakterowi, który z natury jest dobry i oszczędny. Choroba staje się więc w tym przypadku karą, która dosięga nas za zbytnie uleganie rozpuście – choć nie do końca, bo jest również przestrogą i szansą. Zmusza nas do odpoczynku, ten zaś może być pierwszym krokiem na drodze prowadzącej do zastanowienia się nad własnym charakterem.

Podczas lektury nie mogłem oprzeć się wrażeniu nieprzystawalności prezentowanych przez Máraiego treści i wartości do dzisiejszego świata. Nikt dziś na ogół nie oczekuje podobnych wskazówek, chyba że w instrukcji obsługi skomplikowanego urządzenia. Przyzwyczailiśmy się do radzenia sobie samodzielnie, w tym do samodzielnego wyznaczania granic moralnych, standardów etycznych itd. W tej sytuacji „Księga ziół” wydaje się książką zbędną, stawiającą w dodatku czytelnikowi bariery banalnością niektórych myśli, a także pompatycznym stylem. Forma podawcza, nie bójmy się tego powiedzieć, może budzić skojarzenia z pisarstwem Paula Coelho.

Rodzi się więc pytanie: czy „Księga ziół” jest komukolwiek potrzebna? Ktoś, komu niezbędna jest zewnętrzna motywacja, prędzej odnajdzie się w książkach innego typu, zdecydowanie łatwiejszych, w rodzaju „Obudź w sobie olbrzyma” Anthony’ego Robbinsa. Kto chciałby przy tym szczypty transcendencji, również znajdzie coś dla siebie na innej półce. Wartość propozycji Máraiego zależy od roli, którą miałaby ona pełnić w naszym życiu. Jeżeli traktować ją będziemy jako źródło inspiracji, interesujących myśli, położymy na komodzie i zerkniemy czasem na kilka stronic przed snem, chcąc przypomnieć sobie o wartości naszego człowieczeństwa – będzie wciąż przydatna.

Dla tych zaś, którzy po lekturze „Księgi ziół” czy „Nieba i ziemi” uznaliby te książki za śmieszne, zaryzykuję pewne zestawienie. Dzieło węgierskiego autora pochodzi z odmiennej epoki i było skierowane do ludzi o innej mentalności. „Księga...” pojawiła się w księgarniach w roku 1943. W tym czasie Czesław Miłosz uciekał przed okropieństwami wojny w „Świat: poema naiwne”, by przekonać siebie, że ów świat nie jest tak do końca zepsuty. Być może Márai chciał to samo pierwotne dobro i niewinność odnaleźć w samym człowieku.

Sándor Márai, Księga ziół; Niebo i ziemia przeł. Feliks Netz, Warszawa 2011, Czytelnik.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]