Czego mam się trzymać?

Czyta się kilka minut

Nawiązując do tekstu pani Edyty Mętel „Młodzieży portret własny” („TP” 16/2003), przedstawiam portret młodzieży widzianej moimi oczyma - oczyma maturzystki z niewielkiego miasteczka na wschodzie Polski.

Nie jesteśmy pokoleniem wychowanym, czy chociaż pamiętającym lata PRL-u, które robiło zawrotne kariery w połowie lat 90. Nie jesteśmy też jednak zafascynowanymi multimediami dzieciakami, które serię „Poczytaj mi mamo” znają tylko z nudnych wspomnień starszego rodzeństwa. Nie mam pojęcia, jak to, co dzieje się wokół, miałoby tworzyć z nas pokolenie, jak to sugeruje pani Mętel.

Za miesiąc kończę 18 lat. Wkraczam w tzw. dorosłość. Rozglądam się wokoło i pukam w czoło. Gdzie oni są, ci dorośli, mądrzy, odpowiedzialni, z zasadami? Gotowa jestem uznać to za nierozsądne marzenie dzieciństwa. Nie wiem, co mogłoby sprawić, że dumnie będziemy nazywać to pokolenie „naszym”, wspólnym. Teraz każdy chce być oryginalny, postrzegany jako największa indywidualność. Niektórzy pozostają ciągle w podstawówce, jeśli chodzi o lektury, zainteresowania, poziom języka. Inni dziwnie na mnie patrzą, gdy okaże się, że nie wiem, czym jest np. ekwilibrystyka myślowa.

Na studia pójdę nie z konieczności, ale z pasji. Do kościoła chodzę, we Mszy staram się uczestniczyć najlepiej jak potrafię. Do polityki nabrałam już wstrętu. Dużo czytam. Chciałabym być dobrym tłumaczem, ale chcę też mieć rodzinę. Biorę pod uwagę nawet status kury domowej. Jak ułoży się moje życie?

W ferworze przygotowań przedmaturalnych trafiłam na ustęp o postmodernizmie. Chociaż nie jestem fanatyczką New Age i dziwi mnie teoria Francisa Fukuyamy, sieczka kulturowa jest dla naszego pokolenia dość charakterystyczna. Wdychamy kadzidełka (najlepiej opium), ćwicząc jogę, zaraz potem wyrażamy zachwyt kulturą iberoamerykańską, a wieczorem grzecznie drepczemy na nabożeństwo majowe. Przesadzam? Z pewnością! Czasami jednak zastanawiam się, dlaczego nie urodziłam się w jakiejś zapadłej dziurze, gdzie tata budziłby mnie o 5.30 rano, żebym zdążyła przed wyjściem do szkoły przegonić krowy, a babcia co niedzielę prowadziłaby mnie do oddalonej o pięć kilometrów kaplicy. Chciałabym się móc czegoś kurczowo trzymać, znać nienaruszalne sacrum, a dopiero potem konfrontować to z rzeczywistością innych tradycji, kultur czy religii.

ANNA WYSOKIŃSKA (Łuków, woj. lubelskie)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2003