Chwila, która przyniesie ukojenie

To od śmiertelnie chorych dowiedziałam się, jakie są prawdziwe wartości życia, co znaczą prawda, marzenia, nadzieja.

06.07.2015

Czyta się kilka minut

 / Rys. Martyna Wójcik-Śmierska
/ Rys. Martyna Wójcik-Śmierska

Patryk, Szymon, Mateusz, Krzysztof, Karolinka, Madzia, Daniel… – już nawet nie pamiętam tych wszystkich imion. Stanęli przed laty na mojej drodze. A może to ja stanęłam na drodze ich życia? Oni mieli kilka dni, kilka miesięcy, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, a ja właśnie zaczęłam samodzielną pracę na oddziale hematologii.

Nie takie były moje marzenia – miałam być kardiologiem, Ale los pokierował mnie na oddział hematologii. Dlaczego? Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Bo tutaj odnalazłam swoje miejsce i tutaj mogłam rozwijać i realizować moją fascynację Medycyną. W tym miejscu poznałam prawdziwe miejsce lekarza w procesie leczenia. Ja, młody adept nauki i sztuki, jaką jest Medycyna. Oni pacjenci. Ja pełna wiary w nieskończoną moc medycyny. Oni śmiertelnie chorzy. Ja z zasobem wiedzy i pasją dalszego poznawania i niesienia pomocy. Oni mieli marzenia i nadzieję. Choroba pokrzyżowała ich plany, odebrała marzenia. Do końca pozostała nadzieja. Najpierw na pokonanie choroby. Potem – że ustąpi ból, że będzie się dobrze oddychało, że ustąpi gorączka. W końcu już tylko nadzieja, że cierpienie ma kres, że nastąpi chwila, która przyniesie ukojenie.

Jak wielu młodych lekarzy, rozpoczęłam pracę z przeświadczeniem, że posiadam moc uzdrawiania, wielką wiedzę i możność dalszego jej zgłębiania. Mogę leczyć, moje działania przyniosą ulgę, pomogą pokonać chorobę. Studia utwierdzały mnie w przekonaniu, że wystarczy poznać mechanizm choroby, poprawnie przeprowadzić diagnostykę, zastosować odpowiednie leki – i pacjent jest wyleczony, choroba pokonana. Sześć lat studiowania mechanizmów chorób oraz sposobów ich pokonywania. Nie było takich pytań czy egzaminów, które by skupiały uwagę studentów na słabościach medycyny, na jej niemocy i bezradności. W procesie kształcenia dominował nurt nieograniczonej mocy medycyny. My lekarze mamy pokonywać choroby, słabości, ból. Nieuleczalne choroby, cierpienie, starość, beznadziejność nie były przedmiotem naszego poznawania.

Jakże szybko w codziennej rzeczywistości przekonałam się, że studia nauczyły mnie definicji, pozwoliły poznać mechanizmy, przedstawiły sposoby na ich naprawę, ale… Nie zawsze te reguły sprawdzały się w praktyce. Okazało się, że tylko na kartkach książek poszczególne choroby występują w kolejnych rozdziałach, w życiu zdarzają się sytuacje nieprawdopodobne, objawy wzajemnie się wykluczające, choroby nakładające się na siebie. Zamazują się obrazy, wykluczają wyniki badań, a leki po prostu nie działają. Najprawdziwsze dla mnie stało się stwierdzenie: „nigdy nie mów nigdy”.

I zafascynowała mnie Medycyna jeszcze bardziej. Podjęłam jej wyzwanie. Stała się dla mnie Sztuką obcowania z drugim człowiekiem, z jego cierpieniem, bólem i beznadziejnością. Każdy pacjent jest dla mnie Dziełem Wielkim. Poznałam radość tego Dzieła, zwycięstwa nad chorobą, smak szczęścia. Ale też coś więcej. Nauczyłam się pokory wobec Dzieła i nieograniczonej mocy Natury. Poznałam smak spełnienia zawodowego, które daje trwanie przy nieuleczalnie chorym i umierającym człowieku. Poznałam wartość bycia wybranym i dostąpienia zaszczytu towarzyszenia w ostatniej chwili życia, bycia świadkiem ostatniego tchnienia. Poznałam niesamowite uczucie trzymania we własnych dłoniach dłoni umierającego. Nauczyłam się korzystać z mocy, którą dają nam najsłabsi nasi podopieczni. To od nich dowiedziałam się, jakie są prawdziwe wartości życia, co znaczą prawda, marzenia, nadzieja. Co znaczy prawo do szacunku i prawo do własnych decyzji. Prawo do odstąpienia od nieskutecznego, a bolesnego leczenia. Co znaczy mieć prawo do godnego i szczęśliwego życia, nawet gdyby, w naszym pojęciu, było ono zbyt krótkie.

Patryk, Szymon, Mateusz, Krzysztof, Karolinka, Madzia, Daniel… Nieustannie wzywają mnie do bycia lekarzem-artystą, dla którego każde z nich jest Wielkim Dziełem. Dlatego przez całe moje życie zawodowe, przez różne miejsca realizacji moich pasji zawodowych, przeplata się wciąż bycie w Hospicjum i dla Hospicjum. ©


Dr hab. n. med. JOLANTA GOŹDZIK jest członkiem Zarządu Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci im. księdza Józefa Tischnera; nauczycielem akademickim Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, ordynatorem Ośrodka Transplantacji Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.


Krakowskie Hospicjum dla Dzieci imienia księdza Józefa Tischnera, ul. Różana 11/1, 30-505 Kraków
Pekao S.A. II O/Kraków nr konta: 98 1240 1444 1111 0010 1566 6214

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2015

Artykuł pochodzi z dodatku „Godne umieranie według Tischnera