Bycie obok bólu

Po obejrzeniu kolejnej dyskusji o ochronie życia poczętego i wysłuchaniu racji osób wierzących, nie mogę się powstrzymać, by nie postawić kilku pytań. Arcybiskup Józef Życiński zrobił wiele, wypowiadając głośno pełne współczucia stanowisko Kościoła katolickiego wobec pogrzebu samobójców. Czas najwyższy, by i na pytania dotyczące śmierci dzieci ktoś odpowiedział.
Czyta się kilka minut

1. ODMOWA POGRZEBU

Dlaczego tak wielu księży wciąż odmawia zrozpaczonym rodzicom pochowania dziecka, gdy zmarło przed narodzinami i w związku z tym nie mogło zostać ochrzczone? Dlaczego mówią, że nie można go pochować z Mszą i pogrzebem? Przecież w oczach Boga wszyscy jesteśmy równi, dlaczego więc te dzieci traktuje się w taki sposób? Niemożność pochowania własnego dziecka jest dla rodziców cierpieniem i bólem na całe życie.

2. POKROPEK

Dlaczego, jeśli już ksiądz wyraża zgodę na pogrzeb zmarłego niemowlaka, sprowadza go tylko do pokropku, czyli skropienia trumny wodą święconą w zakrystii? Dlaczego księża, odmawiając Mszy za dziecko (co jest uzasadnione, jako że Mszę odprawia się za grzechy zmarłego, a dziecko zgrzeszyć nie mogło), tak rzadko proponują rodzicom Mszę za nich i ich bliskich? Przecież dla wierzących rodziców (a także dla szukających i wątpiących) uczestnictwo w takiej Mszy jest jedynym wsparciem duchowym ze strony Kościoła, na jakie mogą w takiej chwili liczyć.

3. ZROZUMIENIE UCZUĆ RODZICÓW

Być może w Kościele, mimo wielu dyskusji o ochronie życia poczętego, wciąż za mało mówi się o tym, że śmierć dziecka jest dla rodziców tragedią. Słowa “jeszcze urodzisz następne dzieci" świadczą o niezrozumieniu faktu, że żadne następne dzieci nie zastąpią matce tego, które odeszło. Słowa: “Jesteś złą chrześcijanką, bo tak bardzo rozpaczając po śmierci dzieci, bardziej je kochasz niż Boga" dowodzą braku umiejętności bycia obok osieroconych rodziców.

4. PORONIENIE

Kościół nie dostrzega też dramatu, jakim jest dla kobiety poronienie. Przeczytałam kiedyś list matki w tej sprawie: “Rozmawiałam ze znajomym księdzem, chciałam się wypytać, jak to jest z tymi nienarodzonymi dziećmi. A on od razu o aborcji, obronie życia, życiu od poczęcia. »A poronienie?« - pytam. »Poronienie przecież samo się zdarza, to nic takiego. Tu nie ma żadnej winy«. »Co z tego, że nie ma winy? Dziecka też nie ma?! Tęsknota za dzieckiem jest taka sama!«. Dlaczego to wszystko rozpatrywane jest w kategorii winy? Poronione dziecko nie jest istotą ludzką, za to usunięte - tak?".

Dlaczego na cmentarzach, gdzie stawiane są symboliczne krzyże ku pamięci dzieci zabitych przez rodziców, nie stawia się krzyży upamiętniających dzieci, które odeszły bez niczyjej winy? Czy Kościół nie przejmuje się dramatem 40 tys. kobiet, jakie co roku dotyka tragedia poronienia?

5. BADANIA PRENATALNE

Wiążą się bezpośrednio ze śmiercią dzieci, ale nie tak, jak widzi je Kościół. Dzięki badaniom prenatalnym w porę wykrywa się problemy rozwojowe płodu i w wielu sytuacjach można uratować życie dzieci przed narodzinami. Dlaczego zatem Kościół podkreśla, że badania prenatalne prowadzą do poronienia, nie wskazując jednocześnie równie dobitnie, że dla tysięcy rodziców są one szansą uratowania dziecka?

ANNA

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2004