Mamy w Polsce niemało produktów i usług, które za wszelką cenę próbują ukryć polskie pochodzenie. Z BLIK-iem jest na odwrót: to chyba jedyny rdzennie polski koncept, który musi wręcz udowadniać klientom, że nie przyszedł do nas z zagranicy.
Dariusz Mazurkiewicz: Muszę przyznać, że się już do tego przyzwyczailiśmy, choć nie będę też ukrywać, że taki odbiór był początkowo dla nas sporym zaskoczeniem. Okazało się, że trafiliśmy z BLIK-iem w pewne spektrum branżowych wyobrażeń, a raczej przedzałożeń, zgodnie z którymi tak innowacyjny produkt nie może pochodzić z Polski. A już na pewno nie osiągnąłby takiego sukcesu, gdyby powstał tutaj.
W tym roku obchodzimy 10. rocznicę działalności, dlatego jednym z celów, które sobie z tej okazji postawiliśmy, jest silniejsze powiązanie BLIK-a z Polską. A raczej – jeszcze silniejsze, bo my się nigdy od takich korzeni nie odżegnywaliśmy. Chcemy podkreślić, że to usługa opracowana z myślą o potrzebach polskich klientów, że ich rozumiemy i umiemy dla nich pracować. No i że BLIK niemal od zera opracowali i zbudowali Polacy.
Niemal od zera?
Nie będę udawać, że nie mieliśmy pewnych branżowych inspiracji. W Azji w tamtym czasie dużą popularnością cieszyły się kody QR do wypłaty gotówki i zakupów. Ogólna idea była podobna: realizacja transakcji bez podawania kontrahentowi wrażliwych danych, takich jak numer karty płatniczej czy konta. Pamiętam też warszawski fintech SkyCash, który pozwalał wypłacić pieniądze z bankomatu za pomocą kodu. Najwięcej zawdzięczaliśmy jednak doświadczeniom twórców aplikacji iKO, stworzonej dla klientów przez jednego z naszych udziałowców, bank PKO BP. Od nich pożyczyliśmy architekturę opartą na sześciocyfrowym kodzie, który jest ważny dwie minuty.
Cieszę się, że nam to wyszło, bo to wcale nie takie powszechne, że kraj wielkości Polski ma swój standard płatności bezgotówkowych. Wiele krajów próbowało go zbudować, ale udało się to niewielu. Jeszcze mniej zdołało wyjść ze swoim produktem poza ojczyznę. Tymczasem my zrobiliśmy to najlepiej w całej Europie i uważam, że także dlatego podkreślanie polskości BLIK-a jest teraz jednym z naszych kluczowych zadań.
Chce Pan powiedzieć, że plan już na starcie nie zakładał ekspansji zagranicznej?
Mam szczęście być w BLIK-u od początku komercyjnej działalności tej usługi, czyli od lutego 2015 roku. Pamiętam wszystkie potknięcia, ale też wszystkie przełomowe momenty jej rozwoju. Wiem, że wielu spośród tych, którzy śledzili poczynania BLIK-a, nie spodziewało się tej skali sukcesu. Niektórym jeszcze kilka lat temu wydawało się, że usługa dobija do sufitu: że niezwykle trudno będzie poprawić ówczesne rekordy liczby użytkowników, transakcji i ich wartości. Padały pytania, czy jesteśmy jeszcze w stanie rozszerzyć portfolio funkcjonalności o coś, co nie stanie się biznesową sztuką dla sztuki, będzie odzwierciedlać realne potrzeby użytkowników.
Nie mogę wykluczyć, że w gronie naszych udziałowców ktoś od początku myślał o ekspansji zagranicznej BLIK-a, ale rzeczywistość wymagała od nas stopniowych działań. Korzystaliśmy z regularnego dofinansowania, jak każde startujące przedsięwzięcie, które jeszcze nie osiągnęło skali zapewniającej finansową samodzielność.
Zaczynaliśmy jednak z bardzo klarowną motywacją: zrobić coś własnego, zaistnieć na rynku usług finansowych z oryginalnym rozwiązaniem. I konsekwentne podążanie za tą motywacją sprawiło, że dziesięć lat później znaleźliśmy się w miejscu, w którym obsługujemy miliardy transakcji, nasze udziały w rynku sięgają 70 procent i skutecznie odbieramy pole renomowanym globalnym graczom. Graczom, którzy realizują w Polsce marże narzucone przez akcjonariuszy, bez uwzględnienia kontekstu regionalnego, choćby siły nabywczej. O transparentności takich podmiotów nawet nie wspomnę. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to nieskromnie, ale naprawdę uważam, że to sukces BLIK-a w pewniej mierze sprawił, że Polacy nie płacą dziś więcej za transakcje bezgotówkowe. Jestem przekonany, że gdyby nas nie było, marże naszych rywali byłyby w Polsce jeszcze wyższe.
Pamięta Pan pierwszą transakcję BLIK-iem?
To było 9 lutego 2015 roku. Nie jestem do końca pewny kwoty, ale bodaj 100 zł. Ktoś wypłacił je BLIK-iem z bankomatu w Nowym Sączu. Teraz to się może wydać dziwne, ale początki naszej usługi, obecnie kojarzonej przede wszystkim z transakcjami bezgotówkowymi, były mocno związane z obiegiem pieniężnym. Dla większości użytkowników najwygodniejszą, najmniej krępującą formą przetestowania tej nowości była właśnie wypłata z bankomatu. Proszę sobie wyobrazić, mamy rok 2015, ktoś wchodzi do sklepu i mówi: zapłacę BLIK-iem. Łatwo się domyśleć, jakie miny mieliby ludzie w kolejce. Reakcja sprzedawcy też najpewniej nie byłaby entuzjastyczna, nawet gdyby wiedział, z czym się tego BLIK-a je. Płacenie kodem w 2015 roku naprawdę wymagało pewnej odwagi, a podczas zakupów większość z nas nie chce się przecież bawić w innowatorów. Pragniemy się z nimi szybko uwinąć.
Czy kody BLIK powinny być w takim razie krótsze?
Nie zetknąłem się jeszcze z kimś, komu sprawiło trudność wpisanie sześciu cyfr – zwłaszcza że można je po prostu skopiować z aplikacji bankowej. Dodatkowym ułatwieniem realizacji transakcji w internecie jest możliwość płatności bez kodu – w zaufanych, zapisanych w aplikacji bankowej sklepach.
Ta szóstka wyszła nam po prostu w trakcie prac nad usługą. Chodziło o to, żeby w tym samym czasie móc obsłużyć możliwie najwięcej transakcji. Pojedynczy, 6-cyfrowy kod BLIK jest ważny przez 2 minuty. Nie ma możliwości, aby w tym samym czasie dwie różne osoby otrzymały identyczny kod – to podstawa działania naszego systemu. Dodatkowo, aby płatności BLIK były jeszcze bezpieczniejsze dla użytkowników, oraz by ograniczyć liczbę pomyłek, system ogranicza aktywowanie kodów podobnych do siebie, jak długo pozwala na to liczba dostępnych i nieaktywnych w danej chwili kombinacji.
Nie mogę nie zapytać, jak Wam daleko do progu pełnego obłożenia systemu.
Zapewniam, BLIK-ów nie zabraknie. Jesteśmy daleko do jednorazowej maksymalnej pojemności. W szczycie, na przykład w okresie przedświątecznych zakupów, obsługujemy po kilkaset operacji na sekundę. Są też momenty, jak choćby w noc wigilijną, kiedy handel właściwie zamiera i procesujemy pojedyncze transakcje. W 2027 roku chcemy obsłużyć łącznie pięć miliardów transakcji.
Cały polski rynek e-commerce to obecnie około 12 miliardów transakcji. Nie mogę bezpośrednio odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie, dlatego odpowiem pośrednio: musielibyśmy mieć sto procent udziałów w Polsce i znaczący udział w całym europejskim sektorze e-commerce, żeby martwić się, że nie wystarczy nam sześciocyfrowych kombinacji na kody. A gdyby do tego faktycznie doszło, mamy do dyspozycji jeszcze skrócenie czasu ich ważności.
Wielu użytkowników na zrealizowanie transakcji BLIK-iem potrzebuje najwyżej piętnastu sekund. Olbrzymia większość z dużym zapasem mieści się w jednej minucie. Myślę, że nikt by nie zaprotestował, gdybyśmy ważność kodu skrócili do 90 czy nawet 60 sekund. Na razie jednak nawet o tym nie myślimy. Dostrzegamy za to rosnące zainteresowanie wspomnianymi już transakcjami bez kodu – czyli tzw. one click – realizowanymi w zapamiętanej przeglądarce albo zaufanym sklepie, które potwierdza się bezpośrednio w aplikacji bankowej.
A czy nie myślicie o tym, żeby przekuć ten sukces w kolejny i wejść na rynek finansowy już nie tylko jako operator transakcji?
Czyli stać się bankiem?
Tak.
Nie. I od raz chcę podkreślić, że nie chodzi o to, że wśród założycieli i udziałowców mamy sześć banków. Zbieranie depozytów, udzielanie kredytów to zdecydowanie nie nasza nisza operacyjna.
Ale wprowadzacie usługi, które można nazwać finansowymi. Na przykład odroczoną płatność BLIK-iem.
Owszem, robimy to jednak ze sprawdzonymi, doświadczonymi partnerami, czyli z bankami, które zapewniają zaplecze finansowe i biorą na siebie dalszą obsługę zobowiązań. My jesteśmy w tym tandemie jedynie operatorem transakcji i tego chcemy się trzymać. Wydaje mi się, że lepszym pomysłem na siebie jest dalsze rozwijanie tego, w czym jest się najlepszym i w czym ma się przewagę, choćby w postaci technologii. Niepotrzebna jest dywersyfikacja działalności dla samej dywersyfikacji. BLIK skończył 10 lat, dojrzał jako rozwiązanie do tego, żeby zaoferować go bankom poza Polską. To odważna, ale jednocześnie bezpieczna ścieżka rozwoju dla naszej firmy – a mówiąc o bezpieczeństwie, mam na myśli nie tylko interes udziałowców.
Dysponujemy, jak już wspomniałem, unikatowym rozwiązaniem, czyli niezależnym systemem obrotu bezgotówkowego. Polska, która dziesięć lat temu zamykała stawkę krajów UE o największym udziale takich transakcji w gospodarce, dziś należy w tym gronie do liderów. Nie chodzi o to, żeby się ścigać na siłę o palmę pierwszeństwa. Lepsi od nas, czyli Skandynawia, muszą dziś wręcz podejmować wysiłek, żeby utrzymać obieg gotówkowy. Mówię o tym po to, żeby podkreślić, że zdajemy sobie sprawę z ciążącej na nas odpowiedzialności za stabilność i suwerenność polskiej gospodarki. Będziemy odpowiedzialni i ostrożni, bo tego się od nas wymaga.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














