Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bawi się całe miasto

Bawi się całe miasto

18.06.2013
Czyta się kilka minut
Przed laty stanowiliśmy część monarchii austro-węgierskiej. Było wtedy naturalne, że – choć żyjemy w regionie wielu narodowości, języków i religii – tworzymy wspólną przestrzeń kulturalną. Dziś w Koszycach staramy się do tego powrócić.
Artystyczne instalacje przyciągają całe rodziny do nietypowych miejsc. Na zdjęciu: biblioteka Uniwersytetu Technicznego Fot. MATERIAŁY PRASOWE
M

MARCIN ŻYŁA: Słyszałem, że jest Pan maratończykiem.
JÁN SUDZINA: Ostatnio rzadziej startuję w zawodach. Więcej biegania mam teraz tu, w swoim biurze w Koszycach.
Nad czym Pan tak pracuje?
Nawet bez tytułu Europejskiej Stolicy Kultury Koszyce miałyby olbrzymi potencjał rozwoju. W biurze festiwalowym staramy się go jeszcze zwiększyć.
Miasto znajduje się blisko granic strefy Schengen – Ukraina zaczyna się już 80 km stąd. To się podoba inwestorom. Blisko, bo tylko 20 km, mamy do granicy węgierskiej; tylko 100 km dzieli nas od Polski. Od wieków znajdujemy się na skrzyżowaniu ważnych dróg: z północy na południe i ze wschodu na zachód Europy. Koszyce są więc naturalną metropolią dla wschodniej Słowacji i całego euroregionu karpackiego.
Działa tu kilka uniwersytetów, mieszka 240 tys. ludzi. Wydawałoby się, że to niewiele, ale dysponujemy wszystkimi instytucjami koniecznymi do rozwoju miasta. Brakuje może tylko szkoły aktorskiej.
Jak bardzo zmieniły się Koszyce przez ostatnie kilkadziesiąt lat?
Przed II wojną światową było to miasto słowackie, węgierskie, niemieckie i żydowskie. Istniało tu wpływowe mieszczaństwo. Wojna spowodowała, że z Koszyc zniknęli Żydzi, wyjechało wielu Węgrów. Z kolei wybudowana w latach 60. olbrzymia huta stali ściągnęła do miasta nowych mieszkańców. Oprócz robotników przyjechało wielu Czechów i Słowaków z zachodniej części kraju – rozwijające się miasto potrzebowało lekarzy i architektów.
Najstarsi mieszkańcy do dziś z sentymentem wspominają miasto, które już nie istnieje.
Ale nawet tak duże zmiany nie spowodowały zniszczenia intelektualnej tkanki miasta. Można powiedzieć, że stało się tak jak w Krakowie, gdzie komuniści również postawili hutę, chcąc zmienić charakter miasta na robotniczy. Ani tam, ani tu nie udało im się osiągnąć celu. To proletariat został „zintelektualizowany”. Dlatego robotnicy z Koszyc czy Krakowa różnią się nieco od tych z Ostrawy czy Katowic.
Sentyment do tego, co było, nie zawsze pomaga w rozwoju.
Jego echa słychać m.in. w nawoływaniach, abyśmy w ramach festiwalu koncentrowali się głównie na historii i tzw. kulturze tradycyjnej. Ale miasto jest przecież także gdzie indziej! Na uniwersytecie technicznym mamy wydział artystyczny, stawiamy na nowe media i sztuki wizualne. Tu tkwi największy potencjał Koszyc. Nawet gdybyśmy przeznaczyli dużo pieniędzy na tradycyjną kulturę – co oczywiście również jest potrzebne – ludzie, jeśli tylko będą mieli wybór, na operę i tak polecą do Mediolanu.
Przygotowujemy strategię rozwoju kulturalnego miasta na kolejne pięć lat. Kończymy pracę nad planem rozwoju tzw. gospodarki kreatywnej. To wspólne działania władz miasta i regionu, uniwersytetów oraz firm prywatnych. W Koszycach coraz silniejszy jest sektor IT. Kilka lat temu pracowało w nim tysiąc osób – za dwa lata ma być ich dziesięciokrotnie więcej. Wspominam o tym dlatego, że rozwój gospodarki przysparza kulturze nowej publiczności.
A czy pomaga znajdować pieniądze na kulturę?
Sytuacja na Słowacji jest specyficzna. Nie ma u nas wielu central dużych firm – te znajdują się raczej w Pradze, Wie­dniu czy Budapeszcie. Korporacje rzadko uwzględniają nasz czteromilionowy kraj w swoich planach marketingowych. Musimy budować własny system wspierania sztuki – od kultury wysokiej po to, co nowe i popularne.
Festiwal Europejska Stolica Kultury to nie tylko wydarzenia w centrum miasta. Sporo uwagi poświęcacie Państwo rozwojowi dzielnic na peryferiach, tworząc tzw. „kulturalne spoty”.
Staramy się postrzegać miasto jak żywy organizm. Transformacja jest możliwa tylko wtedy, gdy na wszystko patrzymy z góry, systemowo. Gdy zauważamy i zaczynamy rozumieć całe mechanizmy.
Stosunkowo łatwo jest zorganizować kolejną edycję festiwalu lub jednorazowe wydarzenie kulturalne. Znacznie trudniej – zmienić mentalność ludzi. Do tego potrzebna jest strategia na wiele lat. Dlatego w biurze festiwalowym bardziej niż na detalach koncentrujemy się na ogólnej wizji. Zmianę pokaże przyszłość.
Nasz projekt nie dotyczy wyłącznie Koszyc, lecz także okolic. Władze regionalne organizują m.in. projekt „Terra incognita”, w ramach którego przygotowano trasy zwiedzania związane z produkcją wina, wytapianiem żelaza i zabytkami gotyckimi.
Jak na festiwal reagują jego uczestnicy?
Bardzo dobre recenzje zbieramy od naszych zagranicznych partnerów. Zwłaszcza od tych, którzy przyjeżdżają do nas często i zauważają zmianę, jaka się tu dokonała.
Pierwsze skojarzenie: Koszyce – idylla na peryferiach Europy. Nie boi się Pan, że za sprawą zmian miasto utraci część swojego uroku?
Koszyce nigdy nie staną się metropolią w stylu zachodnim. Proszę zauważyć, że pomimo gwałtownego rozwoju Kraków nie stracił swojego uroku, wciąż emanuje takim, którego na próżno szukać w dużych metropoliach. Podobnie jest w Koszycach – oba miasta posiadają własną, niepowtarzalną atmosferę.
Koszyce jeszcze na długo pozostaną na peryferiach. Ale wkrótce pokażą swoje możliwości. Sprawimy, że będzie tu po co przyjeżdżać. Na swój sposób chcielibyśmy powtórzyć sukces Linzu i jego Centrum Ars Electronica, dokąd przyjeżdżają goście z całego świata. Podobnie jest z Festiwalem Kultury Żydowskiej w Krakowie.
Nie wszyscy rozumieją, dlaczego organizujemy np. festiwal sztuki elektronicznej Sound City Days. Mam jednak przekonanie, że takie wydarzenia pomagają całemu miastu, wzmagają także zainteresowanie sztuką tradycyjną. Kiedy w Linzu powstwała Ars Electronica, lokalni artyści również narzekali: to nie jest sztuka!
Nowa kultura rodzi się w napięciu?
Mamy tu instytucje i ludzi myślących o kulturze w sposób tradycyjny – oraz tych, którzy spoglądają na „nowe”. Przypomina to trochę czasy, kiedy do Polski przywędrował jazz. Przy okazji tak dużego projektu jak Europejska Stolica Kultury międzypokoleniowy konflikt siłą rzeczy się zaostrza. Sprzyjają temu warunki: jest więcej pieniędzy, publiczność jest bardziej zainteresowana. Procesy, które zwykle nie są silne, nabierają rozpędu. Jednak różnice w poglądach na kulturę są dla mnie całkowicie naturalne.
Co najbardziej niszczy dziś kulturę?
Konsumpcjonizm, w którego apogeum właśnie się znajdujemy. A także komercja. Ale nawet ona nie jest w stanie zniszczyć kultury całkowicie. Nasza cywilizacja istnieje od tysięcy lat i jak dotąd nic nie zdołało zniszczyć jej kulturowego wymiaru. Człowiek od zawsze szukał, zadawał pytania. Odpowiadał na nie przy pomocy filozofii, religii, nauki – lub właśnie sztuki. Kultura jest zakodowana w człowieku. Dopóki będzie istnieć cywilizacja, dopóty istnieć będzie też kultura, także ta „wysoka”.
Tożsamość środkowoeuropejską ma wiele miast naszego regionu. Czy Koszyce mają swój pomysł na Środkową Europę?
Koszyce zawsze były miastem środkowoeuropejskim. Przed laty byliśmy częścią monarchii austro-węgierskiej. Zimą mieszkańcy miasta wyjeżdżali na wczasy do chorwackiej Opatii. Kiedyś było naturalne, że choć żyjemy w regionie wielu narodowości, języków i religii, tworzymy wspólną przestrzeń, nie tylko polityczną, ale i kulturalną. Taka mieszanka była typowa dla dawnych Austro-Węgier – weźmy np. kompozytora Bélę Bartóka, który źródeł swojej muzyki poszukiwał w folklorze z terenów całej monarchii. W Koszycach staramy się do tego wrócić.
W całej Europie Środkowej zmagamy się z „pamięcią nieobecności” – pamięcią o tych, którzy już z nami nie mieszkają. W jaki sposób program Europejskiej Stolicy Kultury pamięta o koszyckich Żydach?
W Koszycach mamy trzy budynki dawnych synagog. W jednej z nich działa dziś filharmonia. W drugiej mieścił się uniwersytet ekonomiczny, a poprzednio – żydowska szkoła. W centrum miasta jest dzielnica żydowska. Niestety, społeczność żydowska w Koszycach jest niewielka. Żydzi, którzy przeżyli wojnę, wyemigrowali do Izraela i Ameryki. Ci, którzy pozostali, w dużej mierze utracili swoją tożsamość w czasach komunizmu – możliwość kultywowania tradycji była w tym czasie ograniczona.
Kiedy jednak organizujemy koncert muzyki klezmerskiej, przychodzi bardzo dużo ludzi. Słowacy są coraz bardziej zainteresowani kulturą żydowską. Dzięki niej wielu z nas nauczyło się czegoś o przeszłości.
Nieobecnymi w głównym nurcie słowackiej kultury są – z innych oczywiście powodów i w innej skali – także Romowie.
Mamy sporo projektów wpierających integrację. W programie „spotów kulturalnych” orientujemy się na sztukę społeczną, na peryferia miasta. Nie koncentrujemy się wyłącznie na Romach, ale przyznajemy pieniądze organizacjom, które działają w ich środowisku. Jest w Koszycach romska telewizja i inne instytucje, które same prowadzą projekty. Myślę, że są tylko dwie możliwości: edukacja i wciąganie do głównego obiegu kultury tych romskich artystów, którzy tego chcą. Kultura jest jedną z tych dziedzin życia, która wspiera integrację. Choć chyba nikt w Europie nie wie, w jaki sposob zagwarantować jej sukces.
Dlaczego Polacy powinni przyjechać w tym roku do Koszyc?
Już sama droga do Koszyc to lekcja naszej wspólnej historii. Stara Lubownia, Lewocza czy Bardiów to miejsca bliskie obu narodom. Mistrz Paweł, nasz słynny średniowieczny rzeźbiarz i malarz, uczył się u Wita Stwosza. Zainteresowani historią Polacy odnajdą wiele polskich śladów także w samych Koszycach.
Wiem, o czym mówię, bo interesuję się polską historią i kulturą. Co miesiąc wyjeżdżam do waszego kraju. Mentalność Słowaków i Polaków jest bardzo podobna. Mamy wspólną, środkowoeuropejską tożsamość. Karpackie granice były zawsze barierami sztucznymi. Polak na Słowacji zawsze mógł się czuć jak w domu.
Do Polski przyjeżdżam regularnie od 1991 r. Nie mieszkam tam, ale widzę zmiany – być może wyraźniej niż statystyczny Polak, który nie opuszcza kraju na dłużej. Działa to też w drugą stronę. Dla tych z was, którzy ostatni raz byli tu wiele lat temu, zaskoczeniem będzie postęp, jaki przez ten czas dokonał się na Słowacji.
Nowe miejsca najlepiej poznawać rozmawiając z mieszkańcami. Między Polakami a Słowakami praktycznie nie ma bariery języka. Wykorzystujmy to, poznawajmy się nawzajem! W Koszycach można usiąść na ławce, zagadać do sąsiada i w ten sposób nie tylko obserwować ludzi z zewnątrz. To się czuje od razu, nawet sposób rozmowy jest nasz, słowiański.
Na jakie wydarzenia festiwalu w drugiej połowie roku czeka Pan najbardziej?
Jestem muzykiem, więc cieszy mnie bardzo, że wkrótce przyjedzie do Koszyc Krzysztof Penderecki. Zdarzy się jeszcze sporo. 3 lipca otwieramy centrum Kunsthalle. Miesiąc później rozpocznie działalność Park Kultury Kasárne. Na początku października odbędzie się kolejna edycja koszyckiego Maratonu Pokoju – drugiego najstarszego na świecie. Jest dopiero czerwiec, a do udziału w nim zgłosiła się już rekordowa liczba 8,5 tys. zawodników.
1 października odbędzie się Biała Noc – przez całą noc w mieście będą się odbywać happeningi z użyciem światła. Na Białą Noc co roku przyjeżdżają Słowacy z całego kraju, mamy gości z Miszkolca, a nawet Krakowa. Rok temu było tu 50 tys. ludzi.
Szczerze mówiąc, mogą być kłopoty ze znalezieniem wolnego miejsca w hotelach, co dotąd nie zdarzało się często.
14 grudnia odbędzie się ceremonia zakończenia festiwalu. Ale to tylko oficjalna nazwa. Traktujemy ją bardziej jako „bramę do przyszłości”. To dopiero początek pracy. Koszyce mają 22 dzielnice – chcemy, aby wszędzie tam, w każdym pubie, na każdej ulicy, coś się wtedy zdarzyło. To jest najbardziej fascynujące – patrzeć, jak bawi się całe miasto.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]