Nawet Gruzini, jak mało kto rozkochani w swoim kraju, przyznają, że Abchazja dorównuje mu urodą. Kto wie, czy gdyby wciąż należała do Gruzji, nie uznaliby jej za najpiękniejszy zakątek? Rzeczywiście, los nie poskąpił Abchazji niczego: słonecznej, łagodnej pogody, wspaniałych plaż na wybrzeżu Morza Czarnego, nad którym wznoszą się góry Kaukazu, porośnięte gęstymi sosnowymi lasami, setki sławnych z urody jezior zagubionych w kaukaskich wąwozach.
Cała Abchazja, niewielka, nieco większa od Opolszczyzny i rozciągnięta wąsko na czarnomorskim brzegu (wzdłuż wybrzeża biegnie najważniejsza droga w kraju, a przy niej stoją najważniejsze miasta ze stołecznym Suchumi), jak mało krain na świecie nadaje się na kurort wypoczynkowy. W czasach, gdy stanowiła część rosyjskiego imperium i jego komunistycznego wcielenia, Związku Sowieckiego, urlop na abchaskich plażach był marzeniem każdego urzędnika i robotnika, a tamtejsze wille upodobali sobie niemal wszyscy gospodarze Kremla, od pochodzącego z Gruzji Józefa Stalina po Leonida Breżniewa. Nie darmo nazywało się Abchazję czarnomorskim Lazurowym Wybrzeżem i sowiecką Riwierą.
Dobry los poskąpił za to Abchazom (jest ich około ćwierć miliona) jednego – świętego spokoju. Gdy w 1991 roku na kawałki rozpadł się Związek Sowiecki i zawaliło wspólne więzienie, wolność przyszła do Abchazji wraz z wojną.
Wolność Gruzinów, wolność Abchazów, zła wola Rosji
Związek Sowiecki dopiero się zaczynał chwiać, gdy Gruzini jako jedni z pierwszych, obok Litwinów, Łotyszów i Estończyków, zażądali wolności. Ale tego, czego domagali się dla siebie, odmawiali żyjącym także w Gruzji Abchazom i Osetyjczykom, którzy w uruchomionym niepodległościowym dominie najpierw żądali autonomii, a potem całkowitej niezależności i własnego państwa. Gruzini widzieli w tym intrygę Rosji, która wspierając abchaskich i osetyjskich buntowników chciała szkodzić buntownikom gruzińskim albo przynajmniej ukarać ich za współudział w rozpadzie imperium.
Najpierw w Osetii Południowej, a wkrótce również w Abchazji wybuchły wojny secesyjne, obie przez Gruzinów przegrane. W Abchazji w 1992 roku tamtejszym powstańcom pomagali nie tylko Rosjanie, ale także pospolite ruszenie z Kaukazu, spokrewnieni z nimi Czerkiesi oraz Czeczeni pod wodzą watażki Szamila Basajewa (niedługo potem Basajew będzie bił się z Rosjanami w Czeczenii i zanim w 2006 roku zginie, zostanie okrzyknięty kaukaskim Osamą bin Ladenem).
Szczególnie bolesna dla Gruzinów była klęska abchaska. Z Abchazji wygnanych zostało prawie ćwierć miliona Gruzinów, a nieudana wyprawa wojenna na Suchumi przerodziła się w wojnę domową, która zagroziła istnieniu niepodległej Gruzji.
Gruzini nigdy nie uznali ani nie pogodzili się z secesją Abchazji i Osetii Południowej (stanowią jedną piątą terytorium gruzińskiego państwa), nawet po przegranej pięciodniowej wojnie granicznej z Rosją w 2008 roku, która po rozgromieniu gruzińskiego wojska uznała niepodległość obu zbuntowanych prowincji. Poza Rosją uznały je jeszcze tylko sprzymierzone z Kremlem Syria, Wenezuela, Nikaragua i położona na Pacyfiku wyspiarska republika Nauru.
Jeszcze w latach 90. Moskwa zaczęła rozdzielać wśród Abchazów i Osetyjczyków rosyjskie paszporty (bez nich nie mogli podróżować po świecie), zachowała bazę wojenną w abchaskiej Gudaucie i buduje bazę morską w Oczamczyrze, a rosyjscy żołnierze przejęli straż na granicach abchaskiej i południowoosetyjskiej z Gruzją. Kreml wziął też na siebie utrzymanie buntowniczek, które bez wypłacanych z kremlowskiego skarbca rubli natychmiast stałyby się żebraczkami.
Turystyka, jedyne inne źródło abchaskich dochodów, też związana jest z Rosją. Odkąd w lutym 2022 roku Rosja najechała na Ukrainę i została obłożona przez Zachód sankcjami i ostracyzmem, Abchazja jest najpopularniejszym – poza Turcją – wakacyjnym kierunkiem Rosjan (co roku przyjeżdża tam ponad milion letników). Z Rosji Abchazja sprowadza cały potrzebny jej prąd i inne towary.
O ile jednak Osetia Południowa od lat bez powodzenia prosi Rosję, by po prostu włączyła ją do swojego państwa, Abchazja jest protektoratem krnąbrnym, przeczulonym na punkcie swojej – choćby pozornej – niezależności. Abchaskie władze nie kopiują u siebie ślepo rosyjskich praw i porządków (nie przyjęły ani prawa „o zagranicznych agentach”, ani o „propagandzie LGBT”; przyjęły je za to aspirująca do Unii Europejskiej Gruzja i Kirgizja, uchodząca za najbardziej demokratyczne z posowieckich państw Azji Środkowej) i twardo upierają się nie sprzedawać abchaskiej ziemi żadnym cudzoziemcom. Nawet Rosjanom.
Nie dla obcych ziemia Abchazów
I właśnie ustawa o ziemi i jej sprzedaży rosyjskim bogaczom wywołała listopadową uliczną rewolucję w Suchumi. Przyjęcia ustawy domagał się od dawna Kreml, który wspierając rosyjskich oligarchów naciskał na Abchazów, by zgodzili się oddawać im na własność ziemię i nieruchomości w zamian za inwestycje. „Nikt nie zainwestuje w abchaską turystykę poważnych pieniędzy, jeśli nie będzie miał pewności, że to, co zbuduje, będzie należeć do niego. Nikt nie zaryzykuje własnych pieniędzy w kraju, którego istnienia świat nie uznaje – tłumaczy Moskwa Suchumi. – Rosja uznaje Abchazję, a rosyjscy przedsiębiorcy i tylko oni gotowi są inwestować w nią swoje pieniądze”.
Ustawa, którą w połowie miesiąca miał przyjąć 35-osobowy abchaski parlament, mówiła, że przedsiębiorcy, którzy zainwestują w Abchazji co najmniej 2 miliardy rubli (ok. 20 milionów dolarów), otrzymają na własność parcele i nieruchomości pobudowane za własne pieniądze. Ustawa mówiła też, że cudzoziemcom wolno będzie inwestować pieniądze w najważniejsze sektory abchaskiej gospodarki – turystykę, rolnictwo, energetykę, porty, kolej, drogi.
Abchazi nie chcą jednak sprzedawać ziemi cudzoziemcom w obawie, że zostaną wywłaszczeni przez bogatszych przybyszów, a najazd cudzoziemców poskutkuje takim wzrostem cen nieruchomości, że nie będzie ich stać na mieszkanie we własnym kraju. „Wykupią nas” – kręcą głowami, upierając się, by utrzymać prawny zakaz sprzedaży ziemi cudzoziemcom. Chętnie zarobią wynajmując pokoje, pensjonaty i wille letnikom, ale nie chcą im sprzedawać ich na własność. Abchaskiej ziemi – powtarzają – nie wolno sprzedawać obcym.
Rosja traci powoli do upartych Abchazów cierpliwość. Już jesienią zeszłego roku na ich sprzeciw odpowiedziała zmniejszeniem dotacji z kremlowskiego skarbca. W tym roku, we wrześniu, zawiesiła wypłatę świadczeń społecznych dla abchaskich nauczycieli, lekarzy i policjantów i ogłosiła, że odtąd będzie sprzedawać Abchazom rosyjski prąd po cenach rynkowych, a nie za półdarmo, jak dotąd. Przyciśnięty do muru abchaski rząd zgodził się przeforsować w parlamencie nowe prawo, zezwalające Rosjanom na kupno abchaskich gruntów.
Posłowie mieli zrobić to w połowie listopada, ale nie zrobili, bo w Suchumi doszło do nowej ulicznej rewolucji.
Abchaskie rewolucje
Polityczni przeciwnicy panującego od czterech lat prezydenta Asłana Bżanii wykorzystali wzburzenie Abchazów i poprowadzili ich prosto na parlament. Sesja została zerwana, a demonstranci, niepowstrzymywani przez policję ani wojsko, wtargnęli do pałacu prezydenckiego. Bżania zdążył w ostatniej chwili uciec do rodzinnej wioski Tamysz, odległej o ok. 40 km od Suchumi.
Uliczni rewolucjoniści, którzy zajęli pałac prezydencki i większość pobliskich urzędów, zażądali ustąpienia prezydenta i zaniechania raz na zawsze wszelkich prób wprowadzenia praw odbierających wyłączność Abchazów do ich ziemi. Bżania początkowo się opierał, ale widząc, że nie może liczyć ani na policję, ani na wojsko, już trzeciego dnia zgodził się ustąpić pod warunkiem, że rewolucjoniści opuszczą rządowe budynki, a władzę przejmie jego zastępca, wiceprezydent Badra Gunba. Zgodził się też na warunek rewolucjonistów, by do dymisji podał się także jego premier Aleksander Ankwab, a buntownicy wyznaczyli na szefa rządu swojego faworyta, Walerego Bganbę.
Na początku przyszłego roku odbędą się wybory nowego prezydenta. Bżania, liczący 61 lat, zamierza stanąć do elekcji. Jego przeciwnicy wystawią do niej zapewne młodszego od Bżanii Adgura Ardzinbę, kuzyna pierwszego przywódcy Abchazji i przywódcy abchaskiego ruchu niepodległościowego Władysława Ardzinby (żył w latach 1945-2010, a prezydentem był w latach 1994-2005).
Zarówno Bżania, jak Ardzinba i ich polityczne obozy opowiadają się za przymierzem z Rosją – nikt zresztą z abchaskich polityków nie myśli o powrocie do Gruzji czy jakimkolwiek z nią aliansie – a ich konkurencja bierze się z rywalizacji klanów, którym przewodzą. Odkąd Abchazja wybiła się na początku lat 90. na niezależność, o władzę w Suchumi rywalizują klan „z Gudauty” z zachodu kraju z klanem „z Oczamczyry” ze wschodu. Z Gudauty wywodzi się polityczny ród Ardzinbów, Bżania i jego premier Ankwab pochodzą z Oczamczyry.
Oba klany zmieniają się u władzy w Suchumi, a zmiany elit wymuszają przemocą uliczne rewolucje. Po Władysławie Ardzinbie, prezydencie-założycielu, który jako jedyny doczekał do końca kadencji, nastał Siergiej Bagapsz, który zmarł na urzędzie w 2011 roku. Po nim władzę przejął Aleksander Ankwab, ale zaledwie trzy lata później został obalony wskutek ulicznej rewolucji. Zanim odebrano mu władzę, na Ankwaba co najmniej czterokrotnie dokonywano prób zamachów.
Pogromca i następca Ankwaba, Raul Chadżymba, panował do 2020 roku, kiedy Sąd Najwyższy unieważnił przeprowadzone rok wcześniej wybory prezydenckie – Chadżymba ubiegał się w nich o reelekcję, a sędziowie uznali, że oszukiwał. Po nim nastał obalony właśnie Bżania, a w przyszłorocznych wyborach prezydenckich za faworyta uchodzi drugi z Ardzinbów, Adgur, jeśli oczywiście zdobędzie błogosławieństwo Kremla, którego gospodarz znany jest z alergicznej niechęci do wszelkich ulicznych rewolucjonistów.
Rywalizacja abchaskich klanów o władzę w Suchumi jest przede wszystkim rywalizacją o dostęp do kremlowskich pieniędzy i przywilej rozdzielania ich według własnego uznania i potrzeb. Obrona abchaskiej ziemi przed cudzoziemcami posłużyła klanowi „z Gudauty” do odsunięcia od władzy rywali „z Oczamczyry”.
Ktokolwiek rządzi w Suchumi, musi jak linoskoczek lawirować między wolą Moskwy i wzburzeniem czułych na własnym punkcie Abchazów. Musi też liczyć się z wybuchowym temperamentem Abchazów, którzy zdobytą władzę traktują jak wojenny łup, a za nastawanie na ich wolność uważają każdą próbę narzucenia im czegokolwiek, na co nie mają ochoty. „W każdym abchaskim domu znajdzie się karabin maszynowy, a w niejednym także bazooka – opowiadał dziennikarzom jeden z opozycyjnych posłów z Suchumi. – Karabin w domu to dla nas gwarancja naszej wolności i niepodległości Abchazji. My, Abchazi, jesteśmy wolnymi ludźmi, a nie niewolnikami, i nikt nie będzie nam mówił, czy nam wolno, czy nie trzymać po domach broń”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















