5 dolarów długu

Każdego ranka słyszę ich w radiu. Byli wicepremierzy zatrudnieni dziś w firmach konsultingowych, członkowie tysiąca rad nadzorczych i stu rad biznesu, eksperci od wspierania, promowania i rozwoju.
Czyta się kilka minut

Wśród poklepywania po plecach i rubasznych żartów tłumaczą, że w Polsce wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zachłanność nauczycieli i lekarzy.

Sądziłem, że słowo „przedsiębiorczość” spoczęło na jakimś językowym cmentarzyku, obok określeń „tygrys Europy” i „zielona wyspa”. Po dwudziestu latach transformacji wiemy, że kiedy ktoś zaczyna wychwalać naszą przedsiębiorczość, oznacza to najczęściej, że chce nam zabrać emerytury, zasiłki i bezpłatną służbę zdrowia. Za chwilę zwymyśla od roszczeniowców i wyrzuci z etatu na umowę śmieciową.

Mimo to znalazł się wydawca reklamujący „opowieść pokazującą młodym czytelnikom, jak gospodarować pieniędzmi” i będącą „przystępnym wprowadzeniem do pierwszych lekcji przedsiębiorczości”. Bohater, uczeń trzeciej klasy „uczy się, co to kredyt, rabat, ubezpieczenie, ryzyko, jak kupować towar oferowany klientom i jak prowadzić rachunki”. W ten sposób W.A.B. anonsuje wznowienie „Bankructwa małego Dżeka”...

Inna sprawa, że sam tytuł – już pierwszym słowem zapowiadający klęskę – podważa każda próbę przedstawienia powieści jako praktycznego przewodnika dla rekinków biznesu. Kapitalizm małego Dżeka to nie park rozrywki, centrum handlowe z milionem ślicznych rzeczy, po które sięgną najodważniejsi z przedsiębiorczych chłopców. Książka dzieje się w Ameryce, chociaż realia potraktowane zostały dość umownie. W tej Korczakowskiej Ameryce są małe sklepy, ubogie kamienice, szkoła. Jest też plac targowy, „który się jakoś nazywa, ale dla wygody nazwijmy go Kercelakiem”. Właściwie po co autorowi ta maskarada?

Współczesny czytelnik ma w pamięci opuszczone fabryki Detroit i zatopione slumsy Nowego Orleanu, ale dla warszawskich dzieci lat 20. Ameryka musiała być czymś więcej. Obietnicą, nadzieją, magią. A mały Dżek Fulton mieszka w samym sercu tego Eldorado, w mitycznej krainie Rockefellerów i wzbogaconych pucybutów. Ameryka jest odpowiednikiem czarodziejskich mocy Kajtusia. Innym wariantem zaklęcia „chcę, żądam i rozkazuję”. I oczywiście, jak zawsze u Korczaka, magiczny dar natychmiast zamienia się w mękę, wysiłek odpowiedzialności.

Dżek chce zostać kupcem. Zakłada uczniowską spółdzielnię, kooperatywę. Handluje papierem glansowanym, stalówkami i bibułą. Wypracowany zysk przeznacza na potrzeby klasy – kupuje wspólne łyżwy, piłkę, rower. Mamy więc do czynienia z przedsiębiorstwem ekonomii społecznej (tak to się dzisiaj nazywa). Bohater nie zdobywa milionów. Jego finansowa kariera zaczyna się, gdy dostaje jednego dolara. W chwili tytułowego bankructwa ma około 5 dolarów długu. Po drodze poznaje gorycz chybionych inwestycji, fałszywych oskarżeń, nieuczciwej konkurencji.

Korczak tłumaczy, co to jest kredyt i kalkulacja, ale pokazuje coś jeszcze ważniejszego. W jego książce pieniądze są miarą, symbolem odpowiedzialności, jaką ponosimy jedni za drugich. Okradziony Dżek nie może spać – myśli o swoich wierzycielach (halo, dzieci, zwróćcie uwagę, nie ukrył kapitału na Cyprze!). Z drugiej strony, splajtowany młody biznesmen nie zostaje sam. Ma mentorów, sojuszników, przyjaciół. Wokół niego powstała sieć ludzi, dzieci i dorosłych, połączonych zaufaniem i lojalnością.

W zasadzie uważam, że społeczna odpowiedzialność biznesu to przede wszystkim dobry tytuł dla konferencji z nudnymi referatami, cateringiem i kawą w wielkich termosach. Jednak „Bankructwo małego Dżeka” pokazuje, z właściwym autorowi maksymalizmem, że biznes to przede wszystkim obowiązki moralne. Przy okazji Korczak przypomina, co mogło znaczyć słowo „przedsiębiorczość”, zanim je zamieniono w okrzyk „licz tylko na siebie!”.

MARCIN WICHA (1972) jest grafikiem, współzałożyciel firmy projektowej FRYCZ I WICHA, twórca rysunkowej rubryki Wichajster w „TP” oraz autorem książek dla dzieci „Klara. Proszę tego nie czytać” i „Klara. Słowo na Szy” (wyróżnienie w konkursie na Książkę Roku 2012 polskiej sekcji IBBY).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2012