Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Świąteczne czytanie

Świąteczne czytanie

29.11.2011
Czyta się kilka minut
Pragnąłem książki, która byłaby odpowiednikiem kojącej strawy, pożądałem czegoś, co dałoby mi rozkosz, i do czego mógłbym w nieskończoność i niestrudzenie powracać.
T

Trzy lata temu tuż przed świętami Bożego Narodzenia spadła na mnie wiadomość, że muszę pilnie poddać się operacji. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie miałem nawet czasu na spakowanie rzeczy. Znalazłem się w sterylnej izbie przyjęć, nieswój i pełen obaw, z jedną tylko (czytaną tego ranka) książką, wspaniałą powieścią Ceesa Nootebooma pt. "In Nederland" ["W Holandii"], którą skończyłem w przeciągu kilku godzin. Wizja kolejnych czternastu dni rekonwalescencji spędzonych w szpitalu bez żadnej lektury była dla mnie nieznośną torturą, dlatego z wdzięcznością przyjąłem sugestię mojego partnera, że przywiezie kilka książek z mojej biblioteki. Które jednak wybrać?

Eklezjasta i Pete Seeger nauczyli nas, że na wszystko jest odpowiedni czas. Podobnie - mógłbym dodać - na każdy czas jest odpowiednia książka. Czytelnicy wiedzą jednak doskonale, że nie każda książka nadaje się na każdą okazję. Zaiste politowania godna jest dusza, która znajdzie się w złym miejscu ze złą książką, jak Roald Amundsen, odkrywca bieguna południowego, którego torbę z książkami pochłonął lód, co skazało go na ciągłą lekturę niestrawnego dziełka dra. Johna Gaudena pt. "Portraiture of His Sacred Majesty in His Solitudes and Sufferings" ["Portret Jego Świątobliwości w czasach Jego odosobnienia i udręki"]. Są książki do czytania po uprawianiu miłości i książki do lotniskowej poczekalni, są książki do czytania przy stoliku śniadaniowym i takie, które zabieramy do łazienki, są książki na bezsenne noce w domu i na bezsenne noce w szpitalu.

Na liście książek zamówionych przez Oscara Wilde’a podczas jego pobytu w więzieniu w Reading znalazły się "Wyspa skarbów" i rozmówki francusko-włoskie. Aleksander Wielki nie ruszał się na wyprawy wojenne bez egzemplarza "Iliady". Czy astronauci zabierają w kosmos "Kroniki marsjańskie" Raya Bradbury’ego? Czy Pan Madoff [Bernard Madoff, amerykański finansista skazany na 150 lat za nadużycia - przyp. red.], mając tyle czasu na czytanie, wypożycza w więzieniu "Małą Dorrit" Dickensa, by dowiedzieć się, jak Pan Merdle, hochsztapler, który zostaje zdemaskowany, ze wstydu podcina sobie gardło pożyczoną brzytwą? Lista książek, których poszukujemy na określoną okazję, zawsze ma osobisty charakter. Jedynie nieliczni potrafią bezbłędnie odgadnąć, czego potrzebuje lub życzy sobie inny czytelnik.

Zatem które książki mogłyby dotrzymać mi towarzystwa w szpitalnej celi?

Nie korzystam z e-booków; potrzebuję solidniejszego medium z papieru i atramentu. Przejrzałem w myślach stertę książek leżących w domu przy moim łóżku. Natychmiast odrzuciłem współczesne powieści (ryzykowne, albowiem niesprawdzone), naukowe eseje (nazbyt wymagające: zawsze ciekawił mnie Darwinowski przewrót, tym razem jednak miałem przeczucie, że wyczerpujący opis ogórka morskiego nie będzie właściwym lekarstwem) oraz biografie (zbyt tłoczne: podłączony do plątaniny kroplówek, źle znosiłem obecność innych). Zrazu pomyślałem, że doskonała będzie powieść detektywistyczna - albo ulubiony klasyk Johna Dicksona Carra, albo nowy tytuł Reginalda Hilla. Jednak leki przeciwbólowe rozmiękczyły mi mózg do tego stopnia, że śledzenie nawet najprostszego szerlokowskiego procesu rozumowania sprawiłoby mi kłopot. Pragnąłem odpowiednika kojącej strawy, czegoś, co dałoby mi rozkosz, i do czego mógłbym w nieskończoność i niestrudzenie powracać. Poprosiłem przyjaciela, by przywiózł moje dwa tomy "Don Kichota".

Z ulgą odkryłem, że "Don Kichot" to wybór doskonały. Wcześniej wielokrotnie wracałem do tej powieści, wiedziałem więc, że nie zaskoczy mnie fabułą, a że można czytać arcydzieło Cervantesa rozkoszując się samym pomysłem, bez konieczności zgłębiania erudycyjnych zagadek, to pozwoliłem sobie na spokojny dryf z nurtem opowieści w ślad za szlachetnym rycerzem i jego wiernym giermkiem. Do pierwszej lektury "Don Kichota", która przypada na czas szkoły średniej, a którą odbywałem pod przewodem mojego profesora Izajasza Lernera, dodałem w późniejszych latach wiele innych lektur, podejmowanych w różnych miejscach i nastrojach. Teraz mogę tę listę uzupełnić o "Don Kichota" uzdrawiającego, niosącego pospołu ukojenie i pociechę.

"Don Kichot" przynosił mi ulgę w ponure dni i niespokojne noce. Gdy dowiedziałem się, że będę musiał wrócić do szpitala na drugą operację, byłem przygotowany. Tym razem postanowiłem starannie spakować cztery książki, które zapewniłyby mi różnorodne towarzystwo. Po dłuższym namyśle podzieliłem je na cztery kategorie:

l Miscellanea, czyli jeden z tych tomów, do których można wchodzić i z których można wychodzić wielokrotnie. "Trivia" Logana Pearsona Smitha, "Notebooks" ["Notatniki"] Samuela Butlera, "The Pillow Book" ["Książka do poduszki"] Sei Shonagon, "Tristram Shandy" Laurence’a Sterne’a, "Concerning the Excentricities of Cardinal Pirelli" ["Co się tyczy dziwactw kardynała Pirellego"] Ronalda Firbanka - wszystkie one należą do tego szlachetnego gatunku. Wybrałem "Religio Medici" Sir Thomasa Browne’a, dziełko to zaleca się bowiem do czytelnika nie tylko ruchliwą myślą, lecz także skomplikowanym, bujnym, przypominającym muzykę barokową stylem.

l Dzieło medytacyjne, coś kojąco filozoficznego, w stylu "La Difficulté d’?tre" ["Przeszkoda istnienia"], zbioru esejów Jeana Cocteau, albo wczesnych dialogów Platona, bądź tomu esejów Jerzego Stempowskiego "Od Berdyczowa do Rzymu", ze szczególnym uwzględnieniem "Księgozbioru przemytników". Igrałem z myślą o nękaniu pielęgniarek dwoma esejami Kierkegaarda o przerażających tytułach "Bojaźń i drżenie" oraz "Choroba na śmierć". Ostatecznie zabrałem "Króla Leara", najsmutniejszą ze sztuk.

l Książka wywołująca śmiech. "Alicja w krainie czarów", "Crotchet Castle" ["Zamek Kaprysów"] Thomasa Peacocka, "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)" Jerome’a K. Jerome’a, "Pnin" Nabokova. Wybrałem "Powszechną historię nikczemności" Borgesa, która została napisana z biglem.

l Zbiór poezji. Richarda Wilbura, Philipa Larkina, Blasa de Otero, Quevedo, Johna Donne’a, Adama Zagajewskiego albo W.S. Merwina... Doszedłem do wniosku, że dylemat rozstrzygnie wybór antologii, nawet jeśli z oczywistych powodów nie będzie ona zawierać wszystkiego, co kocham. Spakowałem "The Albatross Book of Verse", którą czytam od lat i znam prawie na pamięć.

Te cztery książki wywiązały się ze swego zadania z nawiązką, za co jestem im niezmiernie wdzięczny. Czuwały przy mnie podczas pobytu w szpitalu: mówiły do mnie, gdy potrzebowałem rozrywki, lub trwały w milczeniu, z uwagą przy moim łóżku. Nigdy nie okazały zniecierpliwienia, nie prawiły morałów, nie były protekcjonalne. Podjęły rozmowę, którą zainicjowano wieki temu, jakby czas nie grał roli, jakby oczywiste było, że i ta chwila przeminie, a wraz z nią wszelkie udręki i lęki. Pozostaną jedynie pamiętne strony opisujące jakąś część mnie, intymną i mroczną, której nie potrafię jeszcze nazwać.

Przełożył Grzegorz Jankowicz

Alberto Manguel jest kanadyjsko-argentyńskim pisarzem, eseistą, wydawcą, redaktorem i tłumaczem, autorem licznych antologii. W wieku szesnastu lat dorabiał po szkole w słynnej księgarni Pygmalion w Buenos Aires, gdzie poznał Borgesa. Został jednym z jego osobistych lektorów. Manguel, jako syn ambasadora, nieustannie przenosił się z jednego miejsca w drugie. Rodzinny język opanował dopiero w wieku siedmiu lat (wcześniej porozumiewał się po angielsku i niemiecku). Po wyjeździe z Buenos Aires mieszkał we Francji, Anglii, na Taiti, w Kanadzie. W 2000 roku kupił niewielkie opactwo nad Loarą, gdzie postanowił się osiedlić. Znany jest przede wszystkim jako autor bestselerowej "Mojej historii czytania" ("A History of Reading", 1996). W Polsce ukazała się także jego książka "Homer. Iliada i Odyeja. Biografia" (2010). Magazyn Literacki kilkakroć prezentował eseje Manguela. Pisarz był także gościem ostatniej edycji Festiwalu Conrada.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]