Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Stulecie Bernsteina

Stulecie Bernsteina

13.03.2018
Czyta się kilka minut
LEONARD SLATKIN: Bernstein był muzykiem kompletnym.
MATERIAŁY PRASOWE
J

JAKUB PUCHALSKI: Obchodzimy setną rocznicę urodzin Leonarda ­Bernsteina – a Pan mówił kiedyś, że wszyscy amerykańscy dyrygenci w jakiś sposób z niego właśnie się wywodzą.

LEONARD SLATKIN: Bernstein to pierwszy amerykański dyrygent, który osiągnął światową sławę. Nawet dziś, jeżeli spyta się przeciętnego słuchacza o wskazanie jakiegoś amerykańskiego kapelmistrza, to będzie nim Bernstein. Jako pierwszy też wykorzystał telewizję do zdobywania szerszej publiczności, a jego umiejętność porozumiewania się z młodymi ludźmi była wyjątkowa. Wcześniej nikt tego w takim stopniu nie potrafił.

Ale gdy zaczynał działalność, w Ameryce nie brakowało wielkich, charyzmatycznych dyrygentów. ­Mitropoulos, Kusewicki, Rodziński – by wymienić tylko tych, którzy mieli bezpośredni wpływ na jego karierę. Czym się od nich różnił?

Przede wszystkim – nie miał obcego akcentu. Zajmował się też szerszym spektrum muzyki, większą liczbą różnorodnych kompozytorów. I z pewnością był jedynym w swoim rodzaju dyrygentem-kompozytorem tamtych czasów.

Czy jego działalność wywarła wpływ na kształt amerykańskiej estrady symfonicznej?

Z pewnością. Regularnie np. grał muzykę amerykańską, taką jak Copland, Schuman i Harris – uczynił ich ważnymi pozycjami repertuarowymi. Ale był biegły w bardzo różnych stylach muzycznych, od Haydna do Xenakisa.

Pewnie kompozytorów wprowadzanych przez niego do repertuaru trzeba by wymienić więcej – Barbera, Ivesa. A co było tak atrakcyjnego w jego własnej muzyce? Da się ją porównać z twórczością wspomnianych autorów?

W swych kompozycjach był znacznie bardziej eklektyczny od wymienionych twórców. Trudno sobie wyobrazić Ivesa piszącego dla Broadwayu lub nawet ­Coplanda jako gwiazdę telewizyjną.

Miał też niepodważalne zasługi jako propagator Mahlera. Widzi Pan jakieś związki między Mahlerem a Bern­steinem?

Obaj byli kompozytorami i dyrygentami. Obaj byli długo związani z Filharmonikami Wiedeńskimi i Filharmonikami Nowojorskimi. Obecnie prawie każdy dyryguje Mahlerem, więc jego muzyki nie identyfikuje się już z Bernsteinem tak, jak dawniej. Jednak to Bernstein, bardziej niż ktokolwiek inny, wprowadził te dzieła do świadomości, można więc chyba powiedzieć, że szedł drogą, którą rozpoczął sam Mahler.

Czy z Mahlerem Bernstein trafił w odpowiedni czas? Dlaczego jego muzyka tak wyjątkowo dobrze odpowiada współczesnej publiczności? Jeszcze 60 lat temu nie było to wcale oczywiste.

Sądzę, że w znacznej mierze wiąże się to z wynalezieniem płyt długogrających. Dopiero one pozwoliły publiczności oswoić się z bardzo długimi i skomplikowanymi dziełami. Mimo że Mahler bywał grywany wcześniej, publiczność potrzebowała długiego czasu, żeby wejść w kontakt z tymi rozbudowanymi utworami.

A kim jest Bernstein dla Pana?

Muzykiem „kompletnym”. Niektórzy narzekają, że zanadto się rozpraszał, zajmując się tak wieloma różnymi rzeczami, ale to właśnie odróżniało go od całej reszty. ©

LEONARD SLATKIN poprowadzi spektakularną II Symfonię „Zmartwychwstanie” Mahlera (a także „Kaddish” z „Dwóch pieśni hebrajskich” Ravela) 29 marca, o godz. 19.30 w Filharmonii Narodowej. Wykonawcami będą Martina Janková (sopran), Bernarda Fink (alt), Chór NFM, Polski Młodzieżowy Chór Narodowy oraz Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia. Urodzony w 1944 r. dyrygent związany jest z kilkoma ważnymi orkiestrami amerykańskimi i europejskimi. W ostatniej dekadzie szefował znakomitej Detroit Symphony Orchestra, którą z powodzeniem odbudował po krachu przemysłowego miasta, obecny sezon natomiast jest pierwszym, w którym nosi tytuł Directeur Musical Honoraire w Orchestre National de Lyon.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]