Reklama

Putin: NATO niech się rozszerza, byle nie o Ukrainę

Putin: NATO niech się rozszerza, byle nie o Ukrainę

w cykly ROSYJSKA RULETKA
30.06.2022
Czyta się kilka minut
ROSYJSKA RULETKA | Na Kijów, Krzemieńczuk, Charków, Mikołajów spadły rosyjskie pociski i rakiety. Zginęli ludzie. Putin nie uznaje swojej winy i zapewnia, że „operacja specjalna” w Ukrainie idzie zgodnie z planem.
Władimir Putin na szczycie Kaspijskim w Turkmenistanie, Aszchabad, 29 czerwca 2022 r. / FOT. SalamPix/ABACA/Abaca/East News
W

Władimir Putin wyruszył ze swojego bunkra w pierwszą od dawna podróż zagraniczną – najpierw do Tadżykistanu, a zaraz potem na szczyt państw kaspijskich w Aszchabadzie. Turkmeńska satrapia powitała gości w marmurowym pałacu, przypominającym rodzinny grobowiec. Pięciu prezydentów posadzono przy gigantycznym stole o wymiarach basenu olimpijskiego. Dystans dzielący uczestników spotkania dobrze obrazuje miejsce, w którym znalazła się Rosja po agresji na Ukrainę: osamotnienie, wykluczenie ze światowej ligi graczy politycznych, serwilizm wasali.   

Tłem kaspijskiego szczytu były wydarzenia odbywające się daleko od turkmeńskiej pustyni. 27 czerwca położone w centralnej części Ukrainy miasto Krzemieńczuk w środku dnia zostało zaatakowane rosyjskimi rakietami. Jedna z nich spadła na centrum handlowe, w którym znajdowali się cywile.

Światowe media podały tę wiadomość w specjalnych wydaniach programów informacyjnych, mówiąc o kolejnym akcie terroryzmu państwowego ze strony Rosji, przekroczeniu jeszcze jednej czerwonej linii, barbarzyństwie bandytów ubranych w mundury i mieniących się obrońcami wyższych wartości. W tym czasie czołowe rosyjskie media milczały jak zaklęte. Nie ma takiego miasta Krzemieńczuk, nie ma płomieni nad budynkiem galerii handlowej, nie ma ofiar. Dopiero następnego dnia w rosyjskiej przestrzeni medialnej pojawiło się kilka sprzecznych preparowanych wersji wydarzeń w Krzemieńczuku – najpierw zaprzeczano, że w ogóle doszło do ataku, potem zweryfikowano doniesienia: atak był, ale jego celem były magazyny i warsztaty, gdzie znajduje się broń dostarczana przez Zachód, centrum handlowe było zamknięte, a nawet jeśli było otwarte, to cywili w nim nie było, bo to od dawna obiekt wojskowy, pożar w centrum powstał na skutek przerzucenia ognia z trafionych rakietami wojskowych magazynów itd. Ministerstwo obrony FR wydukało wreszcie, że rakiety faktycznie odpaliło rosyjskie wojsko, ale celem nie była galeria handlowa, tylko pobliskie hangary wykorzystywane przez ukraińską armię. Ani słowa o ofiarach, a w ataku zginęło co najmniej dwadzieścia osób.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ W AUTORSKIM CYKLU ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Misja monitoringowa ONZ opublikowała w tych dniach raport o ofiarach wojny w Ukrainie w okresie 24 lutego – 15 maja: rosyjska armia zabiła 3924 cywilów, 4444 osoby odniosły rany. Jak piszą autorzy raportu, lista jest niepełna, uwzględniono tylko te przypadki, które udało się stuprocentowo potwierdzić. Zbrodnie, do których zbrodniarz nie chce się przyznać.

Uczestnicy odbywającego się w Elmau szczytu G7 potępili atak na Krzemieńczuk i inne ataki Rosji na obiekty cywilne w Ukrainie. Głos na ten temat zabrał dwa dni później również Władimir Putin. Na konferencji prasowej w Aszchabadzie powiedział: „Nie było tam żadnego zamachu terrorystycznego ani wybuchu. Ja byłem już tutaj, po prostu nie znam szczegółów. Ale wiem – mówiliśmy o tym wielokrotnie, pokazywaliśmy, bo to dobrze widać z dronów, kiedy [Ukraińcy] rozmieszczają broń, zestawy przeciwlotnicze, artylerię, ciężki sprzęt w osiedlach mieszkaniowych albo jeszcze gdzieś. W puste pola my nie celujemy. Zwykle ostrzał prowadzony jest na podstawie danych wywiadowczych. Jestem przekonany, że teraz było tak samo. Chowają sprzęt – w szczególności ten, który przyjeżdża z Zachodu – do jakichś hangarów, na bazarach, w zakładach przemysłowych, warsztatach, gdzie remontuje się sprzęt po dostarczeniu z tejże zagranicy. Rosyjska armia nie atakuje obiektów cywilnych, bo nie ma takiej potrzeby”.


UKRAINA: WYMĘCZYĆ BRONIĄCY SIĘ KRAJ. Rosyjskie rakiety i pociski niszczące obiekty cywilne oraz wojskowe spadają na kraj codziennie. Jak podliczył ukraiński tygodnik „Nowoje Wremia”, tylko w dniach 25-27 czerwca Rosja wystrzeliła niemal sto rakiet w stronę Ukrainy. PISZE PAWEŁ PIENIĄŻEK >>>


Zgromadzeni w przestronnej sali usłużni pismacy nie odważyli się na zadanie żadnych pytań, które mogłyby zbić z tropu Władimira Władimirowicza. Choć on i tak wyglądał na niepewnego swoich racji: pocierał nerwowo palce, przybierał sztuczne pozy, wygłaszał przygotowane zawczasu propagandowe formułki.

Zapytany o decyzję o przyjęciu do NATO Szwecji i Finlandii, odpowiedział: „Nie mamy żadnych problemów ze Szwecją i Finlandią, które niestety mamy z Ukrainą. Nie mamy terytorialnych sporów, nie mamy żadnych problemów, które mogłyby powstać w związku z członkostwem [tych państw] w NATO. Jak chcą – to proszę bardzo [niech wstępują]. Tylko one powinny jasno i dobitnie sobie wyobrazić, że teraz w razie rozmieszczenia tam kontyngentów wojskowych i infrastruktury będziemy musieli odpowiedzieć symetrycznie i stworzyć takie same zagrożenia dla terytoriów, gdzie powstają zagrożenia dla nas”.

W ujęciu Putina to nie Rosja jest zagrożeniem ani agresorem, tylko odpowiada na wyzwania bloku NATO, który używa Ukrainy jako pretekstu do istnienia i działania. Łańcuch przyczynowo-skutkowy a rebours. Rosja trwa na starych sprawdzonych pozycjach – to nie my, to oni; zbrodnie? jakie zbrodnie? złapaliście nas za rękę? to się wam tylko tak wydaje, po pierwsze, to nie nasza ręka, a po drugie, my nic nie zrobiliśmy: nie zestrzeliliśmy pasażerskiego samolotu nad Donbasem w 2014 r., nigdy na nikogo nie napadliśmy, również w lutym 2022 r. nie napadliśmy na Ukrainę, to nie wojna, to operacja specjalna mająca na celu obronę ludności Donbasu zagrożonej kijowskim nazizmem, my nie atakujemy obiektów cywilnych, bo nie mamy takiej potrzeby. A że cywile giną? Toż przecież Ukraińcy stosują taką technikę, że zasłaniają się w walce cywilami, a to już nie nasza wina…

Wiadomości z Wyspy Węży

O skutkach decyzji NATO, które zapadły na madryckim szczycie, będzie jeszcze okazja oddzielnie napisać. Dziś kończę wiadomością z ostatniej chwili: Rosjanie wycofali się z Wyspy Węży na Morzu Czarnym. Informację potwierdziło od niechcenia nawet rosyjskie ministerstwo obrony.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]