Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Przeżyć swoje Requiem

Przeżyć swoje Requiem

17.02.2014
Czyta się kilka minut
W twórczości Krzysztofa Pendereckiego „Polskie Requiem” to dzieło wyjątkowe. – Nie stworzyłbym go, gdyby nie Solidarność. Chciałem się jednak opowiedzieć, po której jestem stronie. I wciąż mocno przeżywam jego wykonanie – podkreśla kompozytor.

„Polskie Requiem” na cztery głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną powstawało w kilku etapach. Pierwsza światło dzienne ujrzała „Lacrimosa”, zamówiona w 1980 r. przez przywódcę Solidarności, Lecha Wałęsę. – Zadzwonił i zapytał: „Panie kompozytorze, inni pana koledzy odmówili, czy pan zgodzi się napisać utwór na uroczystość odsłonięcia pomnika poległych stoczniowców?” – wspomina Penderecki. I dodaje: – Odmówili, bo się bali, to nie było wydarzenie dobrze widziane przez władze. Ja się zgodziłem i napisałem „Lacrimosę” dosłownie w ciągu kilku dni.
Ostatnie słowo
Tekst „Lacrimosy” Penderecki zaczerpnął z fragmentu średniowiecznej sekwencji „Dies irae”. Antoni Wit nagrał ją z Chórem i Orkiestrą Polskiego Radia w Krakowie oraz Jadwigą Gadulanką jako solistką. 16 grudnia 1980 r. w Gdańsku, podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Trzech Krzyży, odtworzono to właśnie nagranie. Bez żywej orkiestry i solistki, bo nie pozwalała na to mroźna zima, a zapewne i obawy o bezpieczeństwo artystów.
Tak zrodziła się koncepcja stworzenia większego utworu, nawiązującego kształtem i użytymi łacińskimi tekstami do mszy żałobnej (missa pro defunctis). W 1981 r. Penderecki ukończył kolejną część dzieła, „Agnus Dei”, utrzymaną w charakterze modlitwy na chór a cappella. Ten fragment „Polskiego Requiem” ma równie symboliczne znaczenie, bo skomponowany został po śmierci Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego, którego Penderecki znał i bardzo cenił. Prawykonanie odbyło się 31 maja podczas uroczystości żałobnych.
Jesienią 1983 r. pojawiło się sześć kolejnych fragmentów utworu, opartych na tekstach sekwencji „Dies irae”, a rok później ukończona została pierwsza pełna wersja „Polskiego Requiem”. Prawykonanie odbyło się w Stuttgarcie, 24 września 1984 r. Utwór wykonała wówczas Orkiestra Symfoniczna Radia w Stuttgarcie, Chór Opery Miejskiej Wirtembergii i Chór Süddeutsche Rundfunk. Dyrygował Mścisław Rostropowicz, który zauroczony pięknem „Lacrimosy” już wcześniej uprosił kompozytora o możliwość poprowadzenia prawykonania pełnej wersji dzieła. Wkrótce jednak okazało się, że nie było to ostatnie słowo Pendereckiego. Sam zresztą chyba dość dobrze to przeczuwał: – Utwór zawsze żyje swoim życiem, nabiera z czasem wartości, dojrzewa. Dlatego potrzebowałem czasu, impulsu, odpowiedniej chwili, aby wypełnić te brakujące miejsca – przyznaje twórca. W 1993 r. dołączył do „Polskiego Requiem” pełne emocji i nadziei „Sanctus”. 12 lat później pomiędzy „Sanctus” a „Agnus Dei” wkomponował jeszcze instrumentalną „Chaconne per archi” – niezwykle dramatyczną kompozycję, dość często funkcjonującą dziś samodzielnie, a napisaną tuż po śmierci papieża Jana Pawła II.
Ostateczna (jak wynika z deklaracji kompozytora) wersja „Polskiego Requiem” składa się z dziewięciu części: „Requiem aeternam”, „Kyrie eleison”, „Dies irae” („Dies irae” – „Tuba mirum” – „Mors stupebit” – „Liber scriptus” – „Quid sum miser” – „Rex tremendae” – ­„Recordare” – „Święty Boże” – „Ingemisco” – „Preces meae” – „Confutatis” – „Lacrimosa”), „Sanctus”, „Chaconne”, „Agnus Dei”, „Lux aeterna”, „Libera me, Domine”, „Libera animas”. W całości wykonana została 11 listopada 1993 r. w Sztokholmie. Orkiestrą i Chórem Królewskiej Filharmonii dyrygował sam kompozytor.
Dedykowana bohaterom
Historycy słusznie zauważają, że nie ma w historii polskiej muzyki drugiej, tak mocno związanej z dziejami polskiego narodu kompozycji, bo przecież poczynając od „Lacrimosy”, każda z części „Polskiego Requiem” wiąże się z ważnymi, niejednokrotnie dramatycznymi wydarzeniami naszej historii, bądź dedykowana jest bohaterom polskiego narodu. Jest w tej muzycznej opowieści powstanie warszawskie („Dies irae”), mord na polskich oficerach w Katyniu („Libera me, Domine”), powstanie w getcie warszawskim („Quid sum miser”), hołd poległym stoczniowcom („Lacrimosa”), przywołanie kanonizowanego w 1982 r. ojca Maksymiliana Kolbego („Recordare”) i kardynała Stefana Wyszyńskiego („Agnus Dei”). Ponadto łacińskie teksty mszy żałobnej Penderecki uzupełnił strofami polskich suplikacji „Święty Boże”, którą Polacy zanoszą do Boga w sytuacjach szczególnego zagrożenia. „Gdyby nie ogólna sytuacja polityczna, Solidarność, nie stworzyłbym »Requiem«, mimo iż temat ten od dawna mnie interesował. Pisząc je, chciałem jednak zająć określone stanowisko, opowiedzieć się, po której jestem stronie” – wspominał w jednym z wywiadów Penderecki. Pół żartem, pół serio przyznaje zaś, że ciągnące się w nieskończoność domykanie dzieła mogło mieć związek z pewnym przesądem. Kompozytor obawiał się, że podobnie jak w przypadku „Requiem” Mozarta, również „Polskie Requiem” mogłoby stać się ostatnim z jego utworów. – A jednak udało mi się przeżyć moje „Requiem” – podsumowuje twórca.
Inspiracja
Program koncertu poświęconego pamięci ­arcybiskupa Józefa Życińskiego uzupełni „Kol Nidrei” op. 47 Maxa Brucha. Kompozycja, w której niemiecki romantyk sięgnął po melodie hebrajskie, w tym pierwowzór żydowskiej modlitwy odmawianej w wigilię Dnia Pojednania, czyli Sądnego Dnia (Jom Kippur). Źródło i wydźwięk dzieła mogły zaskakiwać współczesnych Bruchowi, tym bardziej że był przecież protestantem. Skąd zatem ta inspiracja? Żydowską melodię i jej tekst kompozytor poznał za sprawą rodziny Lichtensteinów, z którą przyjaźnił się od lat, a na czele której stał wielki kantor Berlina, Abraham Jacob Lichtenstein. W grudniu 1889 r. w liście do pochodzącego z Krakowa muzykologa (również kantora) Eduarda Birnbauma pisał: „Chociaż jestem protestantem, jako artysta głęboko odczuwam wybitne piękno tych melodii i dlatego chętnie je wykorzystuję w mojej aranżacji. Już jako młody człowiek z wielkim entuzjazmem studiowałem pieśni ludowe wszystkich narodów. To źródło prawdziwych melodii. Źródło, w którym należy kilkakrotnie odnowić i odświeżyć siebie (...)”.
Napisaną na wiolonczelę i orkiestrę kompozycję Bruch dedykował i powierzył do prawykonania wiolonczeliście Robertowi Hausmannowi. Temu samemu, który zasłynął za sprawą wykonania jednego z najpiękniejszych dzieł ­Johannesa Brahmsa – Koncertu podwójnego na skrzypce i wiolonczelę.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]