Popołudnie chrześcijaństwa

Ks. Tomáš Halík, teolog i duszpasterz: Wielu ludzi opuszcza Kościół nie dlatego, że opuszcza Chrystusa, lecz dlatego, że Go w Kościele nie znajduje.

Reklama

Popołudnie chrześcijaństwa

Popołudnie chrześcijaństwa

02.12.2019
Czyta się kilka minut
Ks. Tomáš Halík, teolog i duszpasterz: Wielu ludzi opuszcza Kościół nie dlatego, że opuszcza Chrystusa, lecz dlatego, że Go w Kościele nie znajduje.
Ks. Tomáš Halík w towarzystwie Piotra Sikory (za gołębiem) i Artura Sporniaka na Plantach, Kraków, 23 listopada 2019 r. / fot. Grażyna Makara
P

PIOTR SIKORA, ARTUR SPORNIAK: Jak Ksiądz wyobraża sobie Kościół za 20 lat?

KS. TOMÁŠ HALÍK: W Europie chrześcijaństwo zapewne nie będzie masowe, tyle że Jezus nigdy nie obiecywał, że będzie. Musi być otwarte na wszystkich, nie może stać się ezoterycznym, okultystycznym klubem – ale Jezus mówił, że to wąska droga, którą nie idzie wielu. Chrześcijan przyrównał do soli. Soli nie musi być dużo. Czasem mam poczucie, że w niektórych środowiskach jest jej za dużo.

Ważne, by sól nie straciła smaku. Kiedyś przed świętami zaproszono mnie do radia. Redaktorka powiedziała: „Idą święta, niech ksiądz powie coś słodkiego”. Odpowiedziałem: „Niestety nie mogę. Chrześcijanie nie są cukrem, ale solą ziemi”. Nie lubię przesłodzonego chrześcijaństwa. Także w relacjach wewnątrz Kościoła. Gdy pytają mnie o stosunek do biskupów, mówię, że jest jak kawa: mocny, gorący, ale...

30672

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

to jakieś takie trochę szelmowskie :)

Ja bym powiedział, że to spojrzenie typu Halík Alejkum ;)

1) ilość błędów i poziom złej woli dostrzegany przez Księdza w Kościele przeraża. W każdych "normalnych" okolicznościach taka instytucja już dawno utraciłaby autorytet i znaczenie. Zatem są dwie możliwości: albo rzeczywiście Kościół instytucjonalny jest już tylko pustą skorupą trzymającą się na strachu i rytuale (<<groby pobielane>>) albo "pod skórą" płynie ŻYWA RZEKA ŻYCIA (o której Ksiądz-Autor zbyt wiele nie pisze). 2) Sytuacja księdza katolickiego jest nader delikatna: z jednej strony musi/powinien nazywać prawdę po imieniu (<<tak - tak, nie - nie>>) a z drugiej "giąć się w ukłonach przed hierarchią". Czy "przeciętny wierny" jest wobec tego w stanie takie subtelności /niemal podprogowe/ wychwytywać? Na poziomie rozumu - raczej nie. Czyli jedyna nadzieja w "duchowym kompasie" (że "coś zgrzyta, coś się czuje"). Ale czy to dobra metoda prowadzenia uczniów - według mnie nie. 3) Cieszę się że Ksiądz pisze o <<CZASIE PÓJŚCIA W GŁĄB>>. Tu brakuje mi ważnego uprzytomnienia: gdy płynę w głąb to nieuchronnie coś mnie zaskoczy /ryby prehistoryczne, ciśnienie wielu atmosfer, ciemność, zimno.../ - to nie będzie milutki, znany świat... Kościół Katolicki przyzwyczaił nas do tego, że przemawia wierszem Juliana Tuwima: <<Wszystko sama lepiej wie, (...) Zjadła wszystkie rozumy, (...) Uczyć się nie chce - bo po co...>>. Powiem wprost - nie wiemy, co przed nami (i w czasie i "w głębinach").

ad1)"przerażenie" jest pojęciem subiektywnym i zależy od poziomu naiwności/wrażliwości/wyobraźni/itp.* (niepotrzebne skreślić), a każdy stan agonii zakładając duchowy punkt widzenia to potencjalny "przerażający" trup i nieśmiertelna dusza, przy czym jakieś nadmierne przywiązanie do "cielesności" wydaje się przeszkadzać "nieśmiertelnej Duszy" w realizacji jej drogi ku temu co zwykliśmy nazywać Prawdą (przez duże P). ad2) nie ma to jak pycha wszelkiej maści nauczycieli i mienie uczni, i innych "przeciętniaków" za stado baranów nie zdolnych pojmować niuansów rzeczywistości. ad3)"Chociażbym chodził ciemną doliną.... " - czy trzeba czegokolwiek więcej?

Nie wiem, co można mądrego powiedzieć. W zlaicyzowanym świecie, trudno żeby wiara kwitła. Masowość to już nie te czasy. Może Kościół odnowi się bardziej ubogi, z niewielką grupą wiernych (tak jak się to wszystko zaczynało). Może taki czyściec jest potrzebny a nawet niezbędny. Specjalnie bym się nie martwił. Ps.Obawiam się, że środki zaradcze, proponowane głównie przez ludzi będących daleko od wiary (proponujący na wszystko liberalizację), nie uzdrowią chorego.

Nie mam wątpliwości co do tego, że więcej odwagi wymaga obrona Kościoła aniżeli jego krytyka. Prawdziwie wielcy ludzie Kościoła jak choćby Jan Paweł II skupiali się na ukazywaniu dobra, które można - przy odrobinie dobrej woli - w Kościele znaleźć. Obecnie mamy do czynienia z modą na krytykę Kościoła, która często przeradza się w chorobliwe krytykanctwo. Z osobistego doświadczenia wyciągam wniosek, że im więcej człowiek grzeszy tym chętniej krytykuje Kościół. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie jest to przypadek księdza Halika.

I wspaniały wywiad. Po jego przeczytaniu czuję ulgę, że są jeszcze mądrzy ludzie na tym pomylonym świecie. Dziękuję.

Zacytuję księdza Halika: "Mam takie poczucie, że na skutek kultu polskiego papieża Chrystus i Ewangelia zeszli na drugi plan". Czyli, że Jan Paweł II zaszkodził Polsce i Polakom a nie zaszkodził Czechom gdzie do kościołów ludzie chadzają prawie wyłącznie po to aby zwiedzać. Miałaby u nas działać jakaś pokraczna alternatywa wykluczająca: kocham papieża bardziej więc Jezusa i Maryję kocham mniej. Moim zdaniem to nie oparta na żadnym argumencie wierutna bzdura. Sądzę, że ludzie odchodzą od Kościoła nie dlatego, że nie znajdują tam Jezusa ( jeśli poszukają to znajdą ) ale dlatego, że świat pełen pokus wydaje im się być bardziej atrakcyjny. Krótko mówiąc, zdaniem księdza Halika: Jan Paweł II był ( i jest ) dla Polaków anty-ewangelizatorem.

W ostatnim numerze Tygodnika Powszechnego zamieszczono wspaniały powyższy wywiad z ks. T. Halikiem. Proponuję ks. prof. Halikowi by zastanowił się nad wizją Kościoła jako Rodziny Bożej, co sugerują słowa Chrystusa: "Kto wypełnia wolę Ojca mego ten mi jest bratem, siostrą Matką..." czy też niektóre modlitwy umieszczone w kanonie Mszy Św. A także wypowiedzi Papieża Franciszka i innych hierarchów.

Czyżby Pan nie zauważył, że ksiądz Halik chwali Czechów i gani Polaków ?

Co roku w gronie znajomych bierzemy udział w jednio-dniowym rajdzie rowerowym na trasie Malbork-Mikołajki Pomorskie przez okoliczne wioski i miasteczka ( ok. 70km ). Każdy uczestnik wpłaca 50zł a dalsze kilkaset złotych wpłacają sponsorzy. W tym roku z uzbieranych środków skompletowaliśmy 108 paczek dla dzieci z biednych rodzin. A co robią teolodzy-intelektualiści ? Ano spotykają się w knajpie, piją piwo i pitolą o polityce. A ja chwalę pracowitość i hojność Polaków, dzięki którym dzieje się wiele dobra zarówno w kraju jak i poza jego granicami ( niedawno oddano do użytku nową szkołę w Aleppo ). Ale skoro o polityce czyli o relacji władza - obywatel mowa: https://deon.pl/wiara/adam-szustak-op-wladza-deprawuje-i-niszczy-jezeli-patrzy-sie-na-nia-w-ten-sposob,677946

Ten uczony wywód na temat bolączek Kościoła niczego nie wyjaśnia, ani nie sugeruje kierunków zmian, naprawy. Takie to paplanie uczonych w piśmie, którzy oderwali się od realnego świata i żyją pompując w siebie ułudę własnych genialnych przemyśleń. Kościoły nie pustoszeją z powodu przestarzałych dogmatów i całej filozoficznej ich interpretacji. Nie oczekuje od kapłana uczonych wywodów, chciałbym by to co do mnie mówi trzymało się kupy i było jakoś tam sensowne logicznie i zrozumiałe przede wszystkim. Wczoraj w święto Zwiastowania, na mszy dla dzieci, usłyszałem bajeczkę, ani to sensu nie mało, ani morału. Strach na samą myśl mnie obleciał, gdyby to wnuk zaczął mnie męczyć abym mu je wyjaśnił. Ten mały brzdąc nie zapyta, już wie, że dorośli w tym temacie za dużo kręcą. Nie wyjaśni mu niczego katecheta na lekcji religii, bo po co robić sobie pod górkę niepotrzebnymi pytaniami. W sumie to jesteśmy w Kościele takimi paskudami na których się bozia ciągle gniewa, strach przed księdzem i jego władzą przechodził z rodziców na dzieci, ten strach zaczyna się gdzieś ulatniać a państwo w sutannach wymyślają sobie niesamowite historie, które mają poprawić im samopoczucie, że to nie oni to sprawili. Bo ja proszę państwa wolałbym być traktowany w Kościele poważnie, nie jak „baran” nawet jeśli na to nie zasługuję.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]