Reklama

Półtora poematu

Półtora poematu

27.03.2007
Czyta się kilka minut
Nakładem Instytutu Mikołowskiego ukazały się dwie kolejne książki zmarłego przed 22 laty Witolda Wirpszy: "Faeton" i "Liturgia". I na tym nie koniec. Planowane jest wydanie następnych książek poety, w tym jego esejów i - być może - powieści. Ostatnie publikacje to rzeczy wielkiego poetyckiego formatu, których znajomość - jak całej niemal twórczości Wirpszy - była dotąd w Polsce śladowa. Oba teksty istniały w niegdyś trudno osiągalnych, a dziś praktycznie niedostępnych wydaniach z lat 80. - drugoobiegowym ("Faeton") i emigracyjnym, berlińskim ("Liturgia").
M

Monumentalny "Faeton", zdaniem samego Wirpszy jego najważniejsze dzieło, to niezwykle złożony poemat osnuty na mitologicznym wątku solarnym. Tyle że wątek ten strzępi się i rozsnuwa, nie mówiąc o harcach, które wyczynia osnowa. Już na pierwszych stronach okazuje się, że tytułowy bohater zna różne wersje własnego mitu i sam się w nich gubi. W chwilę później o Heliosie - słońcu - mówi się, że jest kretem (!), co dzień w popłochu przewiercającym w niebie korytarz, który co noc zarasta. Mocne? A to dopiero początek.

Poemat skomponowany jest z przeplatających się wierszy i cyklów poetyckich. Słowo "kompozycja" nie jest tu przypadkowe. Wirpsza był bowiem wielkim miłośnikiem i znawcą muzyki: studiował w szkole muzycznej, grał na fortepianie (przed wojną nawet koncertował), oprócz "Doktora Faustusa" przełożył między innymi monografię Alberta Schweitzera "Jan Sebastian Bach". Te zainteresowania (podobnie jak fascynacja naukami ścisłymi) nie pozostały bez wpływu na jego twórczość literacką. Wielokrotnie stosował w niej zabiegi inspirowane technikami muzycznymi, przede wszystkim polifonią i technikami wariacyjnymi. Za jeden z przykładów można uznać właśnie kompozycję "Faetona", w którym nieustannie przeplatają się i wchodzą w interakcje przynajmniej trzy "głosy", oraz "pracę tematyczną", którą można obserwować w wielu fragmentach poematu.

"Faeton" to tekst monstrualny, dzieło onieśmielające i budzące zachwyt swoim rozmachem, wielopoziomowością, pomysłowością w przepracowywaniu motywów mitologicznych i biblijnych, różnorodnością podejmowanych tematów i wykorzystanych środków. Siła wyrazu i artyzm tego poematu to sztukmistrzostwo w najlepszym tego słowa znaczeniu. Tak złożonego tekstu nie sposób krótko zreferować. Każdy musi sam się przez niego przewiercić.

I byłoby pięknie, gdyby nie to, że wyczekiwane wydanie okazało się edytorską wpadką. Książka zawiera bowiem jedynie połowę poematu, czego w żaden sposób nie zaznaczono. Nie zadbano też o zamieszczenie odpowiedniej informacji, choćby w internecie, ani o przekazanie jej księgarniom. By dowiedzieć się, że wydanie jest dwutomowe, i na kiedy planowana jest publikacja drugiej części, trzeba skontaktować się z wydawcą. Można domyślać się powodów - bynajmniej nie merytorycznych - decyzji o rozbiciu poematu na dwa tomy. Wydawca otrzymał dotację z Instytutu Książki. Prawdopodobnie pieniędzy na publikację całości zabrakło, a dotację trzeba było wykorzystać jeszcze w ubiegłym roku (premiera książki odbyła się w grudniu). Trudno jednak zrozumieć zaniedbanie sprawy tak elementarnej, jak informacja o zabiegach dokonywanych na publikowanym tekście.

Starania Instytutu Mikołowskiego o przywrócenie dorobku Wirpszy czytelnikom są godne najwyższego uznania. Pozostaje życzyć, by takie błędy więcej się nie zdarzały, i trzymać kciuki za dalsze przedsięwzięcia edytorskie. A te zapowiadają się sensacyjnie. Leszek Szaruga, syn Witolda Wirpszy, odnalazł bowiem niedawno w Berlinie kolejne dwa niepublikowane dotąd tomy poetyckie ojca. Prawdopodobnie zostaną wydane w Mikołowie.

Na drugą część "Faetona" trzeba będzie zaczekać przynajmniej do maja. Już dziś można się za to oddać lekturze "Liturgii". Ta wydana została niemal (literówki!) bez zarzutu. Ostatnia książka Wirpszy, powstała w 1982 roku, to - uwaga! - poemat religijny. Podjęcie tematu wiary przez autora tak cerebralnego i tak oddanego ludycznej wizji literatury może dziwić - i musi przynosić oryginalne efekty.

Stanisław Barańczak w "Nieufnych i zadufanych" trafnie pisał o autorze "Faetona" jako poecie paradoksu i "działania oksymoronicznego". Formuły te można odnieść również do "Liturgii". Poemat napisany z pozycji "wiary religijnej w stadium poprzedzającym jeszcze nie osiągniętą pewność" opiera się bowiem na podwójnym paradoksie. Gdy zdrowy rozsądek podpowiada, że o tym, co oczywiste, nie ma potrzeby mówić, a o tym, co nieznane - mówić nie sposób, "Liturgia" jest rezultatem "zderzenia słowa z nieznanym, a jednak oczywistym". Te dwa przymiotniki są w poemacie pseudonimami transcendencji - której wyrazić się nie da, a zbliżyć się do niej można właśnie poprzez paradoksy.

Nie należy jednak spodziewać się po "Liturgii" orgii oksymoronów. Choć nie brakuje tu miejsc olśniewających, poemat ten nie jest pokazem poetyckich fajerwerków. Sztukmistrzostwo zostało w nim podporządkowane duchowemu poszukiwaniu czy, jak określił to sam autor, "dochodzeniu". A jest to dochodzenie podszyte zarazem ufnością i bezradnością, nadzieją i przeczuciem niemożliwości osiągnięcia celu. To chyba największy paradoks tego poematu, oddziałujący silniej niż - efektowne, owszem - zdania w rodzaju "wszystko trzeba zredukować do zera, które jest wszystkim".

Czytelnicy odnajdą tu ten sam intelektualny styl Wirpszy co w wydanych w 2005 roku "Cząstkowej próbie o człowieku" i "Spisie trudności" (zawierającym teksty powstałe tuż przed "Liturgią"). Charakterystyczna dla poety geometryczna wyobraźnia rządzi zarówno kompozycją - która może kojarzyć się z architekturą trójnawowej świątyni - jak i obrazowaniem poematu (komu innemu mogłoby przyjść do głowy skojarzenie układu współrzędnych z krzyżem?). Natomiast za sprawą natrętnej samoświadomości - instancji permanentnie obecnej w twórczości Wirpszy - intymność "prywatnego obrzędu" religijnego (jak pisze o "Liturgii" autor) jest kontrowana autoironią i wielokrotnym "usprawiedliwianiem się" autora przed czytelnikiem.

Poemat można czytać jako próbę świadomego przebycia drogi, której kresem byłoby osiągnięcie pewności. Wstęp jednak ujmuje tę kwestię nieco inaczej. Mówi się tam, że "Liturgia" odprawiana jest jedynie "w intencji" uzyskania pewności. Bohater poematu prowadzi zatem poszukiwania, wiedząc, że nie od niego zależy ich ostateczne powodzenie. Że są to być może poszukiwania bez końca.

I rzeczywiście - koniec "Liturgii" nie jest końcem dochodzenia. Pewność nie zostaje w poemacie osiągnięta. Bohater nadal jest "tym, co szuka i wciąż niepewny swego". Poezja na tym nie traci, w "Liturgii" nie chodzi bowiem o ostateczne rozstrzygnięcia, ale o to, co zawsze było podskórną treścią twórczości Wirpszy: o utrzymywanie języka w stanie ciągłego napięcia. Tym razem służy ono czemuś więcej niż tylko skuteczności estetycznej. Czemu? Na to odpowiada sam poeta: "Zbliżanie się w rozmyślaniach do wyrażalności wiedząc, że nigdy się do niej nie dotrze, to jest chyba modlitwa".

Witold Wirpsza, "Faeton"; "Liturgia", Mikołów 2006, Instytut Mikołowski.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]