Polacy w czwartej setce

Groźba ograniczenia nakładów na naukę rozbudziła dyskusję o kondycji nauki w Polsce. Podawane są różne dane liczbowe, często źle interpretowane albo nieprawdziwe. Nie ominęło to też tekstu “Nim dostaniemy Nobla" Życzkowskiego i Wittlina. Porównywać można liczby dotyczące tych samych wielkości. W statystykach międzynarodowych występują wydatki na R&D (Research and Development), czyli nasze B+R (badania i rozwój). Liczby te obejmują: nakłady na badania podstawowe + badania stosowane + wdrożenia i sumę nakładów budżetowych oraz pozabudżetowych. Autorzy wspomnianego artykułu zestawili 0.329 proc. PKB na badania w Polsce, stanowiącego tylko część budżetową, z nieprawdziwymi danymi z Malezji, twierdząc, że tam wskaźnik ten wynosił 3 proc. Otóż według Human Development Report procent PKB przeznaczonego na B+R wynosi w Malezji 0.4, a w Polsce 0.7.
Czyta się kilka minut

Warto porównać nakłady na B+R w Polsce z krajami o zbliżonym dochodzie narodowym na osobę. W zestawieniu, opracowanym na podstawie danych Human Development Report, pierwsza liczba to PKB danego kraju na osobę (w dolarach USA), druga zaś jest jego częścią przeznaczaną na naukę (w procentach): Meksyk: 6.320 - 0.4; Chorwacja: 5.025 - 1.0; Polska: 4.894 - 0.7; Estonia: 4.792 - 0.7; Słowacja: 4.403 - 0.6; Costa Rica: 4.71 - 0.2; Panama: 4.182 - 0.4; Chile: 4.115 - 0.5; Litwa: 3.977 - 0.6; Malezja: 3.905 - 0.4; Wenezuela: 3.760 - 0.4; Mauritius: 3.740 - 0.3; Urugwaj: 3.609 - 0.2.

WITOLD GUTKOWSKI, członek PAN i Europejskiej Akademii Nauk (Warszawa)

***

Zgadza się: Malezja przez ostatnie cztery lata zwiększyła wydatki na badania naukowe o 60 proc., ale do poziomu przeznaczania na ten cel 3 proc. PKB ma dojść dopiero w najbliższych latach. Podobny wskaźnik osiąga już jednak Japonia, a Korea Południowa doszła do 4.5 proc. Błędnie podana liczba nie zmienia w żadnym stopniu tezy naszego artykułu: w porównaniu z innymi krajami regionu i państwami aspirującymi do dobrobytu, Polska wydaje kompromitująco mało na badania i rozwój. Ponadto, w odróżnieniu od krajów naprawdę rozwijających się, wydatki te ciągle zmniejsza.

Według danych Banku Światowego i Amerykańskiej Narodowej Fundacji Naukowej (NSF), w kategorii liczby publikacji naukowych na głowę mieszkańca wśród krajów rozwijających się prowadzą Czechy (241,4), na drugim miejscu są Węgrzy (233.6), na czwartym - Polska (139.9), na 13 zaś Meksyk (31.8), tuż za Tunezją (31.9). Jeśli zaniechamy koniecznych reform w organizacji i finansowaniu polskiej nauki, zepchniemy nasz kraj do kategorii właśnie takich krajów, jak Tunezja czy Meksyk, które rzeczywiście przeznaczają na naukę porównywalną z nami część PKB. W artykule napisaliśmy też jednak, że nie żyjemy w atrakcyjnym klimacie. Tak więc to raczej Polacy będą jeździć do Meksyku i Tunezji niż odwrotnie.

W tekście “Nim dostaniemy Nobla" popełniliśmy błąd w adresie internetowym witryny uniwersytetu w Szanghaju, na której znaleźć można wyniki rankingu. Oto poprawny: Od czasu napisania tekstu pojawiły się na niej nowe wyniki, opracowane na podstawie danych za rok 2003. Jak poprzednio, w rankingu klasyfikowano łącznie uniwersytety, politechniki i uczelnie medyczne. Metodologię nieznacznie wzbogacono (np. uwzględniono medale Fieldsa, które dla matematyków mają znaczenie Nagrody Nobla). Wyniki nie różnią się znacznie od ubiegłorocznych: prowadzi Harvard przed Stanfordem i Cambridge; pierwszą dziesiątkę tworzy osiem uniwersytetów amerykańskich i dwa brytyjskie; w pierwszej dziesiątce uniwersytetów europejskich jest pięć uczelni z Wielkiej Brytanii oraz po jednej z Francji, Holandii, Niemiec, Szwajcarii i Szwecji. W pierwszej pięćsetce uniwersytetów świata pozostały już tylko dwa polskie: Jagielloński i Warszawski, oba w czwartej setce. Nie ma więc podstaw do zmiany dość surowej oceny stanu polskiej nauki, którą przedstawiliśmy w tekście. Zasadniczą tezą pozostaje stwierdzenie: istotne zmiany systemu uprawiania nauki w Polsce są niezbędne; należy więcej wymagać i więcej płacić.

ALEKSANDER WITTLIN, KAROL ŻYCZKOWSKI

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2004