Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Poker wokół Berlina

Poker wokół Berlina

16.08.2011
Czyta się kilka minut
Prof. MANFRED WILKE, historyk: Trudno o jednoznaczną ocenę, czy w czasie kryzysu berlińskiego realny był wybuch wojny. Ale Sowieci i Amerykanie przygotowywali się do takiej konfrontacji, również z użyciem broni atomowej. A tuż przed 13 sierpnia 1961 roku armia sowiecka zmobilizowała ponad pół miliona rezerwistów.
J

Joachim Trenkner: Do księgarń trafiła niedawno Pana książka "Der Weg zur Mauer" ("Droga do muru"), w której opisuje Pan geopolityczną grę wokół Berlina. Czy ponad 20 lat po upadku komunizmu można odkryć coś nowego na ten temat?

Manfred Wilke: Można, jeśli sięgnie się po dokumenty z dawnych sowieckich archiwów, które dopiero niedawno zostały w Rosji udostępnione. Dopiero poznając archiwa sowieckie, możemy w pełni opisać geopolityczny charakter kryzysu berlińskiego, który rozgrywał się na linii USA-ZSRR w latach 1958-1962.

W pierwszej fazie tego kryzysu, trwającej do czerwca 1961 r. - gdy doszło do szczytu Kennedy-Chruszczow w Wiedniu - przywódcy sowieccy nie chcieli trwale dzielić Berlina murem. Chcieli natomiast - za pomocą traktatu pokojowego, formalnie kończącego II wojnę światową - zamienić Berlin w swego rodzaju "wolne miasto", z którego musieliby wycofać się żołnierze amerykańscy, brytyjscy i francuscy, od 1945 r. stacjonujący w zachodnich sektorach. Zaś drogi tranzytowe do Berlina miały być kontrolowane przez NRD. W ten sposób ucieczka z NRD na Zachód przez Berlin stałaby się niemożliwa. Cel maksimum Chruszczow sformułował w marcu 1961 r. w rozmowie z przywódcą NRD Walterem ­Ulbrichtem: mówił, że jeśli uda się "wydrzeć [Kennedy’emu] traktat pokojowy, wówczas rozerwiemy NATO na kawałki, bo to kwestia niemiecka cementuje NATO".

Ulbricht naciskał wówczas na Moskwę w celu szybkiego rozwiązania "problemu" Berlina Zachodniego, gdyż co miesiąc przez Berlin uciekało na Zachód tylu obywateli NRD, ilu mieszkało w mieście średniej wielkości. Inaczej patrzył na to Chruszczow. On miał cele bardziej dalekosiężne: przez podpisanie wspólnie z Zachodem traktatu pokojowego zamierzał osłabić pozycję USA w Europie, zniszczyć NATO i tym samym zmienić na korzyść ZSRR geopolityczny układ sił między dwoma supermocarstwami.

Pisząc książkę, rozmawiał Pan także z ważnym uczestnikiem tamtych wydarzeń: 90-letnim Anatolijem Mereszką, później generałem i zastępcą szefa sztabu Układu Warszawskiego, który w 1961 r. służył jako major w Berlinie. Jaką rolę odegrał on w tej historii?

Mereszko był wtedy zastępcą szefa wydziału operacyjnego "Grupy Wojsk Sowieckich w Niemczech", jak Moskwa nazywała oddziały stacjonujące w NRD. Po 20 lipca 1961 r. otrzymał od przełożonych polecenie koordynowania prac nad zamknięciem granicy w Berlinie. W praktyce wyglądało to tak, że sztab armii NRD i tamtejsze ministerstwo spraw wewnętrznych dostarczały mu informacji, na podstawie których on tworzył całościowy plan, na mapie sztabowej dostępnej jedynie dla wtajemniczonych. Mapa zachowała się w Moskwie, ale nadal nie jest odtajniona. Są na niej podpisy Ulbrichta i Chruszczowa, choć w rozmowie ze mną Mereszko zaznaczył, że kluczowa była rzecz jasna akceptacja przywódcy ZSRR. Mereszko był też świadkiem, jak marszałek Iwan Koniew, dowódca wojsk sowieckich w NRD, wydawał rozkaz trzem NRD-owskim ministerstwom odpowiedzialnym za wykonanie tej operacji - były to ministerstwa spraw wewnętrznych, obrony i bezpieczeństwa (tzw. Stasi). Miało to miejsce w kwaterze głównej wojsk ZSRR w Berlinie 10 sierpnia 1961 r., a rozkaz brzmiał: operację zaryglowania granic z zachodnimi sektorami rozpocząć 13 sierpnia o północy.

Podczas słynnej konferencji prasowej w czerwcu 1961 r. Ulbricht użył niepytany słowa "mur", mówiąc, że "nikt nie ma zamiaru budować muru". Było to przejęzyczenie czy prowokacja, aby wywrzeć nacisk na Moskwę, żeby zrobiła coś z Berlinem?

Trudno powiedzieć. Gdy to mówił, także jego obowiązywały wytyczne Moskwy, która stawiała wtedy jeszcze na rozwiązanie "problemu" Berlina Zachodniego przez zawarcie traktatu pokojowego. Chruszczow jeszcze nie zdecydował o zamknięciu granicy. Trzeba pamiętać, że Berlin miał nadal szczególny status, jako miasto w całości pozostające formalnie pod kontrolą czterech mocarstw, które pokonały III Rzeszę. Mimo całej propagandy, Moskwa trzymała się tych reguł. Dlatego władze NRD nie mogły samodzielnie zamknąć granic między Berlinem Wschodnim (tj. sektorem sowieckim) a sektorami zachodnimi. Dziś wiemy, że od stycznia 1961 r. władze NRD czyniły takie przygotowania, ale brakowało zielonego światła z Moskwy. Słowo "mur", które padło z ust Ulbrichta, zanim Moskwa podjęła decyzję, było pewnie freudowskim przejęzyczeniem. A nacisk na Moskwę wywierała już sama sytuacja: zaostrzający się kryzys w NRD za sprawą rosnącej liczby uciekinierów w tamtych miesiącach i postawa mocarstw zachodnich, które odmówiły negocjacji z Moskwą na temat Berlina.

Kto ponosił główną winę za zbudowanie muru: Moskwa czy Berlin Wschodni?

Pod koniec czerwca 1961 r. Ulbricht informował Chruszczowa, że jeśli granica z Berlinem Zachodnim pozostanie otwarta, to on dłużej nie może gwarantować istnienia NRD. Aby ustabilizować NRD-owskie państwo, Ulbricht potrzebował zamknięcia granicy - skoro niemożliwe okazało się wypchnięcie zachodnich mocarstw z miasta. Z kolei Chruszczow mógł przeciąć pat, jaki powstał między USA i ZSRR w Berlinie, tylko za pomocą wojny, a tej nie chciał. Pozostawało jedyne wyjście: aby zabezpieczyć istnienie NRD jako "frontowego" państwa sowieckiego imperium, trzeba było zadowolić się status quo, czyli podzielonym Berlinem. Tym bardziej że Kennedy dawał do zrozumienia, iż interesy USA ograniczają się do zapewnienia praw Waszyngtonu w zachodnich sektorach, a nie w całym mieście, czym uznawał prawa ZSRR do Berlina Wschodniego.

Z punktu widzenia Niemiec głównym winowajcą pozostaje Ulbricht, gdyż mur wymierzony był przeciw jego własnym obywatelom, przeciw ludziom żyjącym w NRD, a NRD-owscy pogranicznicy strzelali potem do rodaków uciekających na Zachód. Komunistyczna dyktatura mogła przetrwać w jednym z dwóch państw niemieckich tylko pod warunkiem, że granice tego państwa - z ­Republiką Federalną i Berlinem Zachodnim - będą zamknięte. I tak było przez kolejnych 28 lat. Ulbricht wiedział o tym już w 1961 r., a to, co stało się po 9 listopada 1989 r., gdy władze NRD otworzyły granicę, potwierdziło jego ówczesną ocenę.

W 1961 r. wybuch wojny był realny?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Ale faktem jest, że i Sowieci, i Amerykanie przygotowywali się do takiej konfrontacji, również z użyciem broni atomowej. Tuż przed 13 sierpnia 1961 r. armia sowiecka zmobilizowała 545 tys. rezerwistów; to była jedna czwarta jej sił lądowych. W NRD stacjonowało ponad 350 tys. żołnierzy sowieckich i 7500 czołgów, kolejnych 70 tys. w Polsce wzdłuż granicy z NRD. Jesienią 1961 r. Pakt Warszawski przeprowadził sztabową grę wojenną "Burza", której celem było przeanalizowanie przebiegu wojny atomowej w Europie, przy założeniu, że ZSRR uderzy pierwszy, od razu używając broni atomowej. W Pentagonie zakładano natomiast, że broń taka zostanie użyta przez Stany nie od razu, ale dopiero na którymś z kolejnych etapów eskalacji konfliktu.

Gry sztabowe obu stron zakładały zresztą identyczny początek wojny: ZSRR podpisuje dwustronny traktat pokojowy tylko z NRD, po czym NRD zamyka drogi tranzytowe łączące Berlin Zachodni z Republiką Federalną i Amerykanie reagują, próbując przełamać blokadę także z użyciem wojska.

Co znamienne, po analizie "Burzy" Chruszczow wycofał swoje drugie ultimatum w sprawie Berlina, które przekazał Kennedy’emu w czerwcu 1961 r. podczas ich spotkania. Żądał w nim zawarcia traktatu pokojowego w sprawie Niemiec do grudnia 1961 r.

Komu więc bardziej zawdzięczamy, że nie doszło do wojny: Kennedy’emu czy Chruszczowowi?

Koniec końców Chruszczowowi. Z geopolitycznego punktu widzenia, zbudowanie muru berlińskiego było sowieckim sposobem na wycofanie się z nieudanej ofensywy politycznej, która miała zmienić układ sił w Europie. Przypomnijmy: gdy w 1958 r. zaczynał się kryzys berliński, Kremlowi nie chodziło o mur w Berlinie, ale o wyrzucenie USA, Wlk. Brytanii i Francji z zachodniej części miasta i przypieczętowanie, poprzez traktat pokojowy, podziału Niemiec na trzy części: Republikę Federalną, NRD i "Wolne Miasto Berlin". Upór Amerykanów i Francuzów, którzy nie chcieli rezygnować ze swych praw w Berlinie - co oznaczało, że demokratyczna "wyspa" pośrodku NRD będzie dalej istnieć - sprawił, że Chruszczow przegrał tę grę. Koniec końców, dla obu pozycji - obrona przed sowiecką ofensywą i zapobieżenie wojnie, która doprowadziłaby też do samozagłady ZSRR - znalazło się takie wyjście: zabezpieczenie NRD jako części sowieckiego imperium przez zbudowanie muru w Berlinie i podjęcie negocjacji między USA a ZSRR na temat status quo podzielonej Europy.

Przegranym tego rozwiązania okazał się Ulbricht. Moskwa nie zawarła z nim osobnego, dwustronnego traktatu pokojowego, nie przekazała mu swych praw do Berlina i kontroli nad drogami tranzytowymi. Władze NRD nadal nie mogły suwerennie dysponować swoim terytorium państwowym, co było strategiczną porażką NRD-owskiej dyktatury.

Prof. MANFRED WILKE (ur. 1941) jest historykiem, przed 1989 r. mieszkał w RFN, utrzymując kontakty z opozycją w NRD. Do 2006 r. był jednym z dwóch szefów "Zespołu Badawczego NRD" przy Wolnym Uniwersytecie w Berlinie (instytucji koordynującej badania nad NRD). Był też ekspertem specjalnych komisji Bundestagu, które zajmowały się historią NRD, członkiem Rady "Urzędu Gaucka" (udostępniającego akta Stasi) i ekspertem podczas kręcenia filmu "Życie na podsłuchu".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]