PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Za trzy tygodnie w szkołach pojawią się, w związku z zadekretowaniem przez rząd obowiązku szkolnego dla ukraińskich dzieci w wieku szkolnym, tysiące nowych uczniów. Ile dokładnie?
Jędrzej Witkowski: MEN mówi o 80 tys. dzieci – razem z przedszkolnymi. Tyle że to tylko szacunki, uprawdopodobnione co prawda bazą PESEL, ZUS i danymi ukraińskimi – ale nadal szacunki. Te niejasności to nie tylko problem Polski, ale również innych krajów, głównie unijnych, które – ze względu na wolność przemieszczania się w strefie Schengen – nie są w stanie dokładnie ustalić liczby ukraińskich uchodźców, także w wieku szkolnym. Na razie wiemy jedno: w polskich szkołach uczy się 134 tys. ukraińskich dzieci. Nową liczbę poznamy we wrześniu.
We wrześniu zaczną też być może obowiązywać nowe limity w klasach i grupach. MEN przygotował projekt rozporządzenia, zgodnie z którym w grupie przedszkolnej będzie można umieścić nie 25, a 28 dzieci, a w klasach 1-3 podstawówek – 29 uczniów.
Te limity obowiązywały po lutym 2022 r., ale się z nich wycofano. Teraz rząd chce do nich wrócić, co odbieram jako racjonalny ruch w sytuacji, gdy nie znamy skali wyzwania, z jakim będziemy się mierzyć. MEN nie może dopuścić do sytuacji, że zabraknie miejsc – to rozporządzenie ma nas przygotować na takie ryzyko od strony formalnej.
Jednak część nauczycieli protestuje. Uważają, że to na nich przerzuca się odpowiedzialność za nauczanie w nowych, trudniejszych okolicznościach. I że należało stworzyć warunki dla istnienia większej liczby klas.
Oczywiste jest to, że lepiej pracować i uczyć się w mniej licznych klasach. I mam nadzieję, że ich liczebność – pomimo zwiększenia limitów – mocno nie wzrośnie. Pamiętajmy też, że nie było łatwo przygotować się do nowej sytuacji: obecny rząd nadrabia wielkie zaległości powstałe przez ostatnie dwa lata.
Jakie?
Chodzi głównie o to, że obowiązek szkolny dla ukraińskich uczniów był do tej pory iluzoryczny – wystarczyło, że rodzic przyniósł oświadczenie o pobieraniu nauki online w ramach ukraińskiego systemu, by jego dziecko nie musiało chodzić do polskiej szkoły. Ministerstwo mówiło wtedy, że bierzemy odpowiedzialność za dzieci uczęszczające do naszych placówek, ale już za te uczące się online odpowiada strona ukraińska. Oznaczało to, że nasze państwo nie brało odpowiedzialności za tysiące dzieci, i że pozostawały one w edukacyjnej próżni. Ponadto cały ciężar wymyślenia, jak ma wyglądać nauczanie ukraińskich dzieci, poprzedni resort edukacji zrzucił na dyrektorów i nauczycieli. Nie było rekomendacji, wskazówek. Rzecz trzecia: nauczyciele nie zostali wsparci kompetencyjnie.
Teraz mamy zmianę przepisów, ale potrzebujemy też systemowego podejścia do zarządzania różnorodnością w polskiej szkole – np. większej liczby asystentów międzykulturowych, lepiej wyszkolonej kadry, profesjonalnego nauczania języka polskiego jako obcego. Będziemy zachęcali MEN, by te elementy jak najszybciej wprowadził. Gdyby działania nowego rządu zakończyły się na jednym rozporządzeniu, byłoby to zdecydowanie za mało.

DR JĘDRZEJ WITKOWSKI jest prezesem Centrum Edukacji Obywatelskiej, największej polskiej organizacji pozarządowej zajmującej się oświatą.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















