Reklama

O dziecku bez ironii

O dziecku bez ironii

19.06.2005
Czyta się kilka minut
Zaskoczył mnie, a nawet oburzył brak wiedzy o psychologii dziecka (i ogólnie całej psychologii) pani Joanny Tokarskiej-Bakir, autorki tekstu “Dziecko jako obcy" (“TP" nr 23/05). Kluczowym jest zdanie: “Dziecko nigdy nie było bardziej bezpieczne niż w czasach, gdy psychologia dziecka nie istniała, a profesjonalistami w tej dziedzinie byli wyłącznie rodzice". W artykule nie pojawia się nazwisko żadnego psychologa, autorka nie wspomina o osiągnięciach Jeana Piageta - twórcy psychologii dziecka. To jego prace pozwoliły poznać różnicę między psychiką dziecka i dorosłego; zauważyć, że dziecko nie jest mniejszą kopią dorosłego, ale posiada własną logikę i sposób myślenia, nie lepszy czy gorszy - po prostu odmienny.
C

Co do wcześniejszych “cudownych lat" sprzed istnienia psychologii: często np. na polskiej wsi dzieciom do 5. roku życia nie nadawano imion - dopóki nie pracowały, nie uważano ich za ludzi. Polecam zapoznanie się z książkami dotyczącymi sytuacji dzieci w XIX wieku, np. we Francji, gdzie spora ich liczba umierała w przytułkach i u mamek. Dopiero dzięki psychologii przestano traktować dziecko jak ułomnego, niewykształconego dorosłego. Uznano jego wartość. Zwrócono uwagę na wykorzystywanie dzieci, w tym pedofilię, i zaczęto bronić ich praw. Wcześniej należały one, jak rzecz, tylko do rodziców.

ANNA WÓJCIK (Kraków)

***

“Kto ironii nie posiadł, temu i najszczerzej ujawniona pozostanie zagadką" (Friedrich Schlegel), marne są zatem moje szanse w sporze o to, czy psychologia dziecka jest potrzebna, czy nie. Skoro pani Anny Wójcik nie przekonał Johann Van Den Berg - bo to on uważał, że dziecko było najbezpieczniejsze, zanim zajęli się nim eksperci - cóż wskóram ja, która nie znam ani “psychologii w ogóle", ani odkryć Jeana Piageta. Na swoją obronę powiem, że nie było moim zamysłem nawoływanie do likwidacji psychologii dziecka ani żadnej innej gałęzi nauki. Nie należy podcinać gałęzi, na której się siedzi (sama pracuję naukowo od dwudziestu paru lat), jednak można na niej siąść trochę inaczej, mniej bezkrytycznie.

Sposób, w jaki mój tekst przeczytała pani Anna Wójcik, przypomniał mi zdarzenie nie tyle z początków mojej pracy naukowej, co pierwszych dni macierzyństwa. Kiedy w latach 80. urodziłam syna, karmiłam go na żądanie, także w nocy, i spałam razem z maluchem, pediatrzy popatrywali na mnie z wyższością, jak na tzw. ciemną matkę. Kiedy w dziesięć lat później przyszła na świat córka, dogmatyka pediatryczna zmieniła się, o dziwo, o 180 stopni. Proponuję zastanowić się nad tym faktem. Nauka o dziecku, jak każda nauka w ogóle, jest historyczna - w pewnym stopniu odzwierciedla swój przedmiot, a w dużo większym - swój czas.

W tekście “Dziecko jako obcy" sugerowałam po prostu, że macierzyństwo i ojcostwo, choć też historyczne, ze względu na miłość i inne niewymierne naukowo zjawiska, zdecydowanie zmieniają te proporcje na korzyść dziecka.

JOANNA TOKARSKA-BAKIR

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]