Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nowa dyplomacja

Nowa dyplomacja

27.10.2014
Czyta się kilka minut
Myśl polityczna opozycji owocowała nie tylko koncepcjami o przyszłości Polski. Jaka była wizja polityki zagranicznej Solidarności tuż przed wyborami w czerwcu 1989 r.?
Plakietka, którą po 13 grudnia 1981 r. nosili na Zachodzie sympatycy Solidarności. Fot. Archiwum Autora
W

W ciągu 16 miesięcy legalnej działalności, Solidarność wykształciła mechanizmy charakterystyczne dla dyplomacji uprawianej przez organy państwowe. Wobec niechęci „bratnich krajów” skupiano się na Zachodzie: wysłano 42 delegacje związkowe (mające charakter także polityczny) do 19 państw niekomunistycznych. Takie postępowanie przełamywało stosowaną do sierpnia 1980 r. zasadę, że zachodni politycy nie prowadzili jawnych rozmów „za plecami” władz PRL.
Stan wojenny sprawił, że te działania ograniczyły się do lobbystycznych wysiłków emigracyjnych struktur Solidarności. Renesans alternatywnej dyplomacji nastąpił dopiero wraz z początkiem zmian ustrojowych, a jego kulminacyjnym momentem stało się wydanie przez Komitet Obywatelski przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechu Wałęsie – w końcu kwietnia 1989 r. – oświadczenia „Polska i świat”. Odrodzona Solidarność zawarła w nim swą wizję polityki zagranicznej, opartą na pięciu celach: suwerenności, utrwaleniu pokoju, przezwyciężeniu zimnowojennych podziałów, współpracy międzynarodowej, a także prawach człowieka.
Ostrożne, ale przełomowe
Choć dokument cechuje ostrożność, w ówczesnej sytuacji geopolitycznej był on przełomowy. Nie tylko ze względu na treść, lecz także jego oficjalny status. Choć również treść była ważna.
W pierwszym punkcie autorzy nie mieli wątpliwości: suwerenność „wymaga nowego, równoprawnego ułożenia stosunków” Polski z zagranicą. Nie oznaczało to podważenia obecności Polski w Układzie Warszawskim, choć „charakter sojuszów powinien zostać tak przekształcony, aby odpowiadało to przemianom zachodzącym w Polsce”. Układ Warszawski miała cechować współpraca bez „piętna ideologicznego”. Nie posunięto się więc tak daleko jak Węgrzy w 1956 r.; pamięć o skutkach ich decyzji (ogłoszenia neutralności) musiała być żywa.
Drugi punkt wiązał się z pierwszym. Z układu tekstu wynika, że gwarancją pokoju było dla autorów pozostanie w Układzie Warszawskim. Poza tym trudno tu o konkrety: przekonywano, że pokój „wymaga poparcia dla polityki kontroli zbrojeń” itd. Ale autorom chodziło o coś więcej, co pokazują ostatnie słowa – sugerujące, że pokój w Europie jest uzależniony od nieingerencji w przemiany w Polsce i innych krajach „bloku”.
Punkt trzeci... przeczył pierwszemu. Mowa w nim bowiem o „przezwyciężeniu podziałów w Europie”, co wymaga „położenia kresu konfliktom ideologicznym (...) będącym spuścizną świata, który nieuchronnie odchodzi w przeszłość”. W przemianach w Polsce widziano więc szansę na koniec „zimnej wojny”. Co znamienne, chodziło o nowe relacje nie tylko z Moskwą, ale i z RFN: kwestia niemiecka była dla Solidarności kluczowa. Dalej, Komitet Obywatelski obierał orientację europejską. Dziś wola integracji z instytucjami Europy nie robi wrażenia, ale należy pamiętać, że wyrażono ją jeszcze przed wyborami z czerwca 1989 r. Obranie kierunku zachodniego – nawet ujęte ogólnie – oznaczało de facto przekroczenie ram Układu Warszawskiego.
Czwarty punkt (o „rozwoju współpracy międzynarodowej”) świadczy, że – obok europejskiego – Solidarność obierała kurs proatlantycki: główną rolę przyznano bowiem USA i „tradycyjnie przyjaznemu Polakom narodowi amerykańskiemu”. Solidarność liczyła, że możliwości współpracy z Zachodem wzrosną po wyborach (na to samo, choć na innych warunkach, liczył obóz rządowy). I choć miało to mieć głównie charakter finansowy, oznaczało bardziej doniosłą zmianę: przezwyciężenie „fatalnej spuścizny ostatniej wojny i spowodowanych nią podziałów”.
Punkt piąty wpisywał się z kolei w retorykę praw człowieka, w latach 80. wykorzystywaną przez Zachód w próbach wpływania na sytuację w PRL. Doszły do tego wątki ekologiczne, popularne na Zachodzie i w niektórych środowiskach opozycji.
Na koniec wyjaśniano cel powstania tekstu „Polska i świat”: prócz przekazania poglądów kierownictwa Solidarności chodziło o „pobudzenie aktywności polskich sił niezależnych” i „lepsze zrozumienie polskich aspiracji przez światową opinię publiczną”. Przekonywano, że „Polska suwerenna i demokratyczna to najlepszy gwarant stabilizacji w tej części świata”.
W oczach Zachodu
Dziś ówczesne umiarkowanie może budzić krytykę. Ale powinniśmy oddzielić naszą obecną wiedzę od uwarunkowań tamtego momentu. Ów „realizm” części Solidarności budził uznanie nawet neokonserwatywnej administracji Reagana. Na długo przed opublikowaniem tego dokumentu Zachód – widząc w czasie 16 miesięcy legalnej Solidarności ową „pracę organiczną” części opozycji – dochodził do wniosku, że należy z nią rozmawiać. W ten sposób w polityce Zachodu narodziło się w latach 80. nowe zjawisko: podczas wizyt zachodnich polityków w PRL prowadzono rozmowy zarówno z Jaruzelskim i członkami jego rządu, jak też (choć nie zawsze) z Wałęsą i jego otoczeniem.
O dużym znaczeniu solidarnościowej polityki zagranicznej sprzed 1989 r. świadczy fakt, że nawet sprzyjające Solidarności emigracyjne władze RP w Londynie postrzegały niekiedy międzynarodowe działania opozycji jako zagrożenie dla własnych inicjatyw. Obawiając się swoistej konkurencji, zwolennicy legalistycznej emigracji wytykali krajowym opozycjonistom brak doświadczenia dyplomatycznego i ogłady. Publikacja deklaracji „Polska i świat” sprawiała, że argumenty te stawały się nieaktualne.

Dr PATRYK PLESKOT pracuje w IPN w Warszawie. Autor kilkunastu książek, m.in. „Kłopotliwa panna S. Postawy polityczne Zachodu wobec Solidarności na tle stosunków z PRL (1980–1989)”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]