Nie ma sprawy

Wśród 164 ustaw, które Sejm winien uchwalić, nie sposób znaleźć takiej, która torowałaby drogę czynnej polityce wschodniej, zwłaszcza wobec Ukrainy. Pierwszym politykiem, który zwrócił uwagę na ów zastanawiający brak, był prezydent Rosji, Putin. Cóż bowiem innego mogło skłonić go do kilku życzliwych słów pod adresem Polski? Chyba tylko nadzieja, że nasz kraj pod rządami silnej ręki przestanie być dla państw b. ZSRR drażniącym przykładem nadmiaru swobód obywatelskich i ekscesów wolnego rynku - nie tylko rynku towarów, lecz także idei.
Czyta się kilka minut

Nasza obojętność wobec tego, co dzieje się na wschód od Przemyśla, razi tym bardziej, że za kilka tygodni Ukraińcy pójdą do urn wyborczych. Od ich decyzji zależy nie tylko praktyczna suwerenność Ukrainy, lecz także droga, jaką obrać zechcą politycy rosyjscy dla swojej ojczyzny. Zwycięstwo ukraińskiej opozycji może zachęcić ich do powrotu na dawny szlak, przetarty za czasów ZSRR. Sukces pomarańczowych może skłonić natomiast do podjęcia współpracy z sąsiadami bez prób dominacji nad nimi. Te perspektywy powinny obchodzić polskich polityków dlatego, że możliwe jest zniknięcie pod starym całunem tego nowego podmiotu politycznego, którego istnienie na Najbliższym Wschodzie zmienia zasadniczo naszą pozycję geopolityczną, do niedawna fatalną.

Ukraina pojawiła się w naszych oficjalnych komunikatach dopiero po rozmowie prezydentów Busha z Kaczyńskim w Waszyngtonie. Stany Zjednoczone, mimo że mogą sobie na wszelki zbytek pozwolić, dają pierwszeństwo polityce zagranicznej nad wewnętrzną. Polska mocarstwem nie jest i na odstępstwo od tej zasady zwyczajnie jej nie stać.

Czas teraz nie na wymianę not i wizyt, tylko na praktyczne kroki tam, gdzie chodzi o życiowe interesy i Polski, i Ukrainy. Jedynym takim było, jak dotąd, dopuszczenie ukraińskiego koncernu do przetargu i zakupu huty "Częstochowa"; zdążył to zrobić cichy premier Belka, ratując kraj przed stalowym monopolem. Ważniejsze jeszcze jest przełamanie monopolu na dostawy paliw strategicznych; czym to grozi, widzieliśmy dopiero co właśnie na Ukrainie. Stefan Meller, dyplomata z górnej półki, pomógł zrozumieć Brukseli, że ani gazu, ani przyjaźni z Rosją nie trzeba kupować tylko od Gazpromu. Ale gazu ani ropy nikomu od tego nie przybyło. Sprawę zmieni zasadniczo ten, kto wbije pierwszą łopatę, kopiąc rów pod ropociąg od Brodów do Płocka.

Jerzy Giedroyc powtarzał, że znaczenie Polski w świecie zależy od naszej pozycji na wschodzie Europy. Ta pozycja stała się w ostatnich latach o wiele poważniejsza. Rola Polski w stabilizacji suwerenności Ukrainy też przyczyniła się do tego. Nawet pretensje Rosji są dowodem, że znaczenia Polski nie można już ignorować.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2006