Kryzys: najgorsze za nami?

W szczycie antykryzysowym weźmie udział Benedykt XVI, który wspólnie z politykami pomodli się o „boską inspirację”; „w tej chwili to najbardziej wiarygodna strategia ratowania euro” – taką depeszę opublikował niedawno Reuters.
Czyta się kilka minut

Papież ostatnią nadzieją euro? Komunikat, termin szczytu datujący na 1 kwietnia, okazał się primaaprilisowym żartem Komisji Europejskiej. Ale nawet żarty mają wymiar polityczny. „Neue Zürcher Zeitung”, dziennik finansistów, zinterpretował to tak: skoro w unijnej centrali żartują z kryzysu, to może jego najcięższa faza już za nami?

Tak właśnie uważa Mario Draghi: w wywiadzie dla „Bilda” prezes Europejskiego Banku Centralnego oznajmił, że strefa euro wychodzi z kryzysu. „Choć ryzyko ciągle istnieje, najgorsze za nami”, wskaźniki są lepsze, a EBC od tygodni nie musiał wykupywać obligacji zagrożonych państw; „piłka po stronie rządów, one muszą sprawić, by strefa euro była trwale odporna na kryzys”. Kilka dni później ministrowie finansów strefy euro ustalili, że wartość funduszu ratunkowego wzrośnie do 800 mld euro: tak wielka kwota ma zabezpieczyć przed „pożarem” w kolejnych krajach, odbudować zaufanie do strefy i odstraszyć rynki od spekulowania np. na bankructwo Hiszpanii.

Ale to właśnie Hiszpania pokazuje [patrz str. 29 – red.] punkt odniesienia dla pojęcia „najgorsze”. Bo na jej przykładzie widać, że można „zaoszczędzić się na śmierć”: że same oszczędności mogą skutkować dalszą recesją, która sprawia, iż konieczne są nowe cięcia itd. Nawet niemieccy socjaldemokraci, zachęceni przykładem francuskich socjalistów, stawiają warunki Merkel (potrzebuje ich, bo do przegłosowania paktu fiskalnego trzeba w Bundestagu dwóch trzecich głosów): chcą w Europie państwowych programów pobudzających koniunkturę, finansowanych z nowego podatku od operacji finansowych.

Pogląd, że w strategii antykryzysowej potrzeba – obok cięć i paktu fiskalnego – także takiej „drugiej nogi”, zyskuje w Europie na popularności, także wśród polityków prawicowych. Tyle że wspólnego podatku od transakcji finansowych pewnie nie będzie, przeciwko jest Londyn. Szkoda – do walki z kryzysem mogłyby dołożyć się także rynki finansowe.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2012