Reklama

Kresomania

Kresomania

20.03.2006
Czyta się kilka minut
Daniel Beauvois /fot.A.Janikowski
A

AGNIESZKA SABOR: Dlaczego nie lubi Pan pojęcia "kresy"?

Daniel Beauvois: Jako historyk używam go i będę używał zawsze, gdy odnosi się do geografii historycznej i oznacza po prostu kresy przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. W takim znaczeniu pojęcie to występuje jeszcze w "Trylogii" Sienkiewicza. W Kijowie po rewolucji 1905 r. ukazywało się nawet czasopismo "Kresy". Jednak po rewolucji bolszewickiej ukształtowało się nowe rozumienie tego słowa, obowiązujące do dzisiaj i wzmocnione jeszcze po wojnie, która zmieniła granice Polski i doprowadziła do tragedii tysięcy ludzi wygnanych ze swych domów na Wschodzie, tragedii, o której w komunistycznym państwie nie wolno było rozmawiać. "Kresy" stały się ważnym elementem mitologii narodowej, mitologii - trzeba to powiedzieć wprost - kolonialnej, przynajmniej podświadomie.

Kresy - a więc tereny niepodległych dziś państw - to przecież coś podskórnie "naszego", polskiego, coś, do czego "my", Polacy, mamy pewne prawo. Tymczasem żaden Niemiec, udając się do Strasburga, nie mówi, że jedzie na kresy dawnej Rzeszy. Jeśli miałbym porównywać z czymś polskie myślenie o Kresach, to raczej z francuską "nostalgerią", obecną nie tylko wśród urodzonych na terenach Maghrebu pieds noirs, ale także wśród Francuzów, którzy nie mają nic wspólnego z dawnymi koloniami. Zamiast kresów proponowałbym Polakom inne słowo, bezpieczniejsze i bardziej adekwatne: pogranicze.

- Jakie elementy charakteryzują tę polską mitologię kresów?

To mitologia ściśle ziemiańska: obraz sielankowego życia w dworku, zagubionym wśród łanów zbóż, życia w harmonii z prostym, dostatnim i spokojnym ludem. Tymczasem gruntowna kwerenda archiwalna dowodzi, że sytuacja daleka była od harmonii. W oczach Ukraińców słowo "Polak" jeszcze niedawno tożsame było przecież ze słowem "pan". Ziemiaństwo traktowało te ziemie dokładnie tak samo, jak Francuzi Martynikę - kolonialnie. Czerpało zyski, nie pozwalając im rozwijać się samodzielnie. Zajmuję się relacjami polsko-ukraińsko-rosyjskimi na Ukrainie prawobrzeżnej. Nie znając jidysz ani hebrajskiego, nie mogę zamienić tego trójkąta w czworokąt, którego ostatnim elementem byliby - jakże istotni w tej historii - Żydzi. Jednak nawet dokumenty, które są mi dostępne, wskazują na to, jak negatywną rolę w relacjach między chłopami a Żydami odegrali polscy panowie.

- Jeśli przyjmiemy, że tak żywa jest w Polsce mitologia ziemiańska, oznaczać to będzie, że żyjemy tu w społeczeństwie postfeudalnym.

Ależ tak właśnie jest! Zdumiewa mnie fakt, że w Polsce nawet potomkowie chłopów i robotników wybierają tradycję ziemiańską, wstydząc się własnej. Jako wzór społeczeństwa obywatelskiego przedstawia się coraz częściej demokrację szlachecką, nazwaną ostatnio przez Andrzeja Kamieńskiego demokracją powiatową. Ale o czym tu mówić, skoro w sejmikach - na których z "narodu politycznego", czyli szlachty, wybierano reprezentantów regionalnych do parlamentu - uczestniczyło nie więcej niż 5 proc. uprawnionych?

Być może XV-wieczne założenia systemu, który potem nazwano Rzecząpospolitą Szlachecką, były dobre: ograniczały władzę króla, wprowadzały mechanizm kontroli, aktywizowały dużą grupę społeczną. Tyle tylko że praktyka okazała się zupełnie inna, co doskonale obrazuje cały wiek XVII. Dlatego dziwię się, że Polskie Towarzystwo Historyczne ogłasza wśród uczniów polskich szkół konkurs na esej dotyczący konstytucji "Nihil novi" [uchwalonej przez sejm radomski w 1505 r. i zakazującej królowi wydawania ustaw bez zgody senatu i izby poselskiej - przyp. red.]. Jestem przekonany, że wygra praca, w której okaże się, iż ta ustawa mogłaby być wzorem dla ustawodawstwa Unii Europejskiej. A przecież to fałszowanie, a przynajmniej mitologizowanie historii.

- Kresy kojarzą się z innym ważnym mitem: Polską Jagiellońską. Ten mit ma dziś bardzo pozytywne konotacje.

Tyle tylko że zupełnie inaczej był on rozumiany przez Józefa Piłsudskiego, a zupełnie inaczej przez Jerzego Giedroycia. Pierwszy, odwołując się do nieistniejących od 1795 r. warunków politycznych i tożsamościowych, próbował zrealizować w praktyce utopię. Drugi już w latach 50. mówił o konieczności uznania litewskości Wilna i ukraińskości Lwowa jako o warunku umożliwiającym powrót do idei jagiellońskiej. Ze środowiskiem "Kultury" związałem się w czasach, kiedy zajmowałem się jeszcze Wilnem, pisząc doktorat. W najnowszej książce, poświęconej Ukrainie prawobrzeżnej, zamiast wstępu przedrukowuję list, który otrzymałem kiedyś od Józefa Czapskiego. Pisze w nim, że wychowany w tradycji dworkowej i kresowej zmienił stosunek do mitologii kresowej właśnie po lekturze moich tekstów. Bardzo sobie cenię ten list.

- Współczesny obraz Kresów ma także inny, niekoniecznie ziemiański charakter. Jeśli prześledzimy działalność wydawnictwa Czarne albo Fundacji Pogranicze, zauważymy, że pokazują te tereny trochę inaczej, starając się dowartościować Europę prowincjonalną, której urok kryje się w niedookreśleniu, mgławicowości.

Pogranicze jest wydawcą jednej z moich książek, nic więc dziwnego, że bardzo szanuję działalność tej fundacji. Jednak nawet w jej ofercie znajduję wiele pozycji, które umacniają polską mitologię kresową. Jeśli zaś idzie o prowincjonalizm tych ziem, muszę odpowiedzieć jako Francuz. W moim kraju, niestety, nie patrzy się na te tereny inaczej niż jako na cień Rosji. Dla moich rodaków to, co "ruskie", jest dokładnie tym samym, co "rosyjskie". Tradycję Rusi miesza się z tradycją Moskovii. To niebezpieczny, pośmiertny sukces XIX-wiecznej biurokracji carskiej. Ze smutkiem zauważam, że Polacy - którzy długo potrafili rozdzielić obydwie te tradycje - także ulegli manipulacji i to w momencie najbardziej nieoczekiwanym, podczas dominacji sowieckiej. Dziś słowo "ruski" to pejoratywne określenie każdego mieszkańca byłego ZSRR. Niestety.

- Trzecim elementem Pana książki poświęconej Ukrainie prawobrzeżnej jest właśnie Rosja.

Rosja, która prowadziła tu - co prawda bardzo nieskutecznie - politykę imperialną i która również ma swoją mitologię kresów, z jej perspektywy - zachodnich. Aby prześledzić, w jaki sposób się ukształtowała, wystarczy przyjrzeć się oficjalnemu nazewnictwu. Aż do powstania listopadowego w dokumentach caratu używano nazwy "dawne gubernie polskie", potem pojawiły się po prostu "gubernie zachodnie", by pod koniec wieku XIX ustąpić Rusi rozumianej jednak jako Rosja.

- Dlaczego polityka Rosji na tych terenach okazała się nieskuteczna?

Odpowiedź dał Mikołaj Gogol w "Rewizorze". Rozrośnięta i skorumpowana biurokracja carska była absolutnie niewydolna. Przy okazji chciałbym powrócić do kwestii demokracji szlacheckiej - kompletnie niezrozumiałej w Rosji, rządzonej przez nieliczną i zamkniętą warstwę arystokracji. Grupa ta nie wyobrażała sobie dzielenia się przywilejami z wielotysięczną masą szlachecką, która nagle znalazła się w granicach imperium. Carat zastanawiał się nad wywózkami. Chodziło jednak o jakieś 300-400 tys. osób, a nie dysponowano jeszcze wtedy środkami, które kilkadziesiąt lat później pozwoliły Stalinowi przemieszczać milionowe narody. Dopiero w latach 80. XIX wieku Dymitr Bibikow wpadł na pomysł, żeby drobną szlachtę, dzierżawiącą od pokoleń działki, przekształcać stopniowo w chłopów. W procesie tym nierzadko pomagali Rosjanom polscy ziemianie. Hasło wolności i równości braci szlacheckiej okazało się pustym frazesem. Bez pardonu rugowano z majątków tych, którzy nie mogli wystarczająco dokładnie udokumentować pochodzenia. Bogate ziemiaństwo polskie zorientowało się, jakie skutki przyniosła ta akcja, dopiero wtedy, gdy po roku 1905 mogło już być reprezentowane w Dumie. Okazało się wtedy, że stanowi wysepkę w ukraińskim morzu. Natomiast na prawobrzeżnej Ukrainie do dziś można spotkać rodziny chłopskie o brzmiących z polska nazwiskach i przechowujących pamięć o jakichś szlacheckich przodkach.

- Na ile opisywana przez Pana historia prawobrzeżnej Ukrainy jest dziś tematem debaty między trzema narodami: Polakami, Ukraińcami i Rosjanami?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Do dziś nie znalazłem rosyjskiego wydawcy dla mojej ostatniej książki. Mam też wrażenie, że o wiele więcej rozmawia się o tej Ukrainie, która w XIX wieku znajdowała się we władaniu Austriaków (tu mamy zresztą do czynienia z kolejnym mitem: Lwowa). Jednak kiedy obserwowałem entuzjazm, z jakim Polacy przyjmowali Pomarańczową Rewolucję, zauważyłem zmianę - oby trwałą - w stosunku do Ukrainy. Może obserwujemy właśnie "kres kresomanii?" Szkoda, że wiedza o tym procesie niemal nie dociera na zachód Europy. DANIEL BEAUVOIS jest profesorem historii narodów słowiańskich, a także polonistyki. W latach 1969-72 pełnił funkcję dyrektora Ośrodka Kultury Francuskiej przy Uniwersytecie Warszawskim. Później rozpoczął pracę w Centre National de la Recherche Scientifique w Paryżu. W latach 1993-98 był dyrektorem Ośrodka Historii Słowian na Sorbonie. Wykładał na wielu uniwersytetach, m.in. w Nancy i Lille, jest autorem syntezy dziejów Polski ("Histoire de la Pologne"). Po polsku ukazały się jego książki: "Szkolnictwo polskie na ziemiach litewsko-ruskich 1803-1832", "Polacy na Ukrainie w latach 1831-1863. Szlachta polska na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie", "Walka o ziemię - szlachta polska na Ukrainie Prawobrzeżnej. Między caratem a ludem ukraińskim 1863-1914". Ostatnio Wydawnictwo UMCS opublikowało tom "Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793-1914", obejmujący także dwie książki wcześniej wymienione.

---ramka 417103|strona|1---

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]