Roman Dmowski uchylił się parokroć od objęcia stanowiska premiera, tłumacząc, że "zbyt wiele by to Polskę kosztowało". Miał na myśli protesty i restrykcje, jakie ściągnąłby na kraj jego negatywny stosunek do praw i żądań mniejszości narodowych - i to wszystkich. Istotnie, więcej kłopotów w Lidze Narodów sprawiły ówczesnym polskim rządom skargi Ukraińców, Litwinów, Niemców, niż Żydów, skądinąd darzonych dość szczególną uwagą przez Pana Romana. Jego dzisiejsi spadkobiercy przejęli z endeckiej schedy nie przezorność i dyplomatyczne doświadczenie Dmowskiego, lecz jego fobie. Pomysł odebrania mniejszości niemieckiej prawa do obecności w parlamencie nie tylko pogorszy nasze, wymagające szybkiej naprawy, stosunki z sąsiadem, ale przyczerni wizerunek Polski za wieloma górami i lasami. Pomysłodawca powinien dać dowód, że swojego idola potrafi naśladować w tym, co oszczędzałoby Polsce kosztów.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.







