Przez Europę przetacza się afera z fałszowaniem mięsa wołowego przez dodawanie do niego koniny. Nietrudno tu o pewien dysonans. Z jednej strony żywność bez wątpienia sfałszowano i konsumentów oszukano, skoro otrzymali inny produkt, niż deklarowali rzeźnicy i handlowcy (zwykle droga wołowina zawierała dodatek tańszej koniny).
Ale nie w cenie ani w rzekomej toksyczności mięsa (co sugerowały niektóre media) leży istota problemu. Konina jest jedynym rodzajem mięsa, które dla większości Europejczyków objęte jest tabu żywieniowym. Tłumaczenie tego zjawiska wyłącznie bliskością emocjonalną między człowiekiem i koniem nie oddaje złożoności problemu.
NAJWYŻEJ W „HIERARCHII OFIAR”
Do myślenia powinien dać już fakt, że konina jest bodaj jedynym rodzajem pokarmu, którego konsumpcji odmawiają wspólnie liczni wyznawcy judaizmu, islamu, hinduizmu i chrześcijaństwa. Skąd ta niechęć, nie współdzielona przecież przy bardziej – jak mogłoby się wydawać – kontrowersyjnych rodzajach mięsa, jak np. wieprzowina?
W Biblii jedzenia koniny wyraźnie zakazuje Księga Kapłańska; również Koran przestrzega przed jej spożywaniem. Wręcz zdumiewająco wygląda sprawa z końskim tabu u wyznawców hinduizmu i chrześcijan: zdaje się mieć ono wspólne korzenie. Większość narodów Europy dzieli z Hindusami wspólne indoeuropejskie pochodzenie – i to dziedzictwo jest tutaj kluczowe. Koń znajdował się mianowicie na szczycie „hierarchii ofiar”. Tylko królowie, podczas rozbudowanych ceremonii ofiarnych, dokonywali żertwy z koni. Prawie zawsze ofiara taka miała związek z kultem płodności. W czasie tych ofiar dochodziło do szokujących dziś rytuałów, jak współżycie królewskiej żony w starożytnych Indiach z martwym już ogierem lub stosunek seksualny odbywany z klaczą przez nowo obwołanego króla Irlandii.
W przypadku naszych słowiańskich przodków nie zachowały się zapisy mówiące o takich zwyczajach, ale konie odgrywały tu doniosłą rolę w komunikacji z bóstwem. Dla zachodniej Słowiańszczyzny z przełomu wieków X i XI dysponujemy kilkoma znakomitymi opisami hippomancji: wróżb z użyciem konia. Upraszczając, koń hodowany w obrębie świątyni był uznawany za wierzchowca boga. Gdy sytuacja wymagała zasięgnięcia opinii niebios, wyprowadzano osiodłanego rumaka. Zgromadzeni uważali, że ruchami zwierzęcia od tej chwili powoduje jego boski właściciel/jeździec. Zwykle koń musiał przekroczyć swoisty parkur, składający się z wbitych na krzyż włóczni. Wróżbę rozpatrywano na podstawie potrąceń włóczni lub kolejności kroków i innych zachowań konia, świadczących o woli boga.
Wróżby takie musiały być rozpowszechnione, gdyż w materiale etnograficznym zebranym w Polsce znajdujemy reminiscencje tych zwyczajów; np. niezamężne dziewczyny rzucały kije pod nogi konia i na tej podstawie oceniały szanse na zamążpójście. Dalszą już reminiscencją może być poczytywanie potknięcia konia przy wyjeździe z domu za zły omen lub radosnego rżenia jako oznakę powodzenia.
POKARM CZASU WOJNY
Boskie powinowactwo konia i spożywanie jego mięsa przez Indoeuropejczyków tylko w czasie wyszukanych ceremonii ofiarnych sprawiło, że gdy w Europie zaczęli działać chrześcijańscy misjonarze, zwalczali oni jedzenie koniny jako przejaw pogaństwa. W tym kontekście należy rozpatrywać zakazy spożywania koniny, wprowadzane przez kolejnych papieży. W efekcie konina była bodaj jedynym mięsem, którego konsumpcji zakazano w całym Kościele katolickim już we wczesnym średniowieczu. Badając kwestię spożywania koni w Polsce w średniowieczu, stwierdziłem, że problem ten właściwie nie występuje – tak jak w innych krajach zachodniej i wschodniej Europy, konie dla mięsa zabijano u nas tylko w czas głodu i wojny.
W Europie są dziś wprawdzie kraje – jak Francja, Belgia czy Włochy – gdzie społeczeństwo akceptuje konsumpcję koniny. Ale zwyczaj ten ma późną, bo dopiero XIX-wieczną genezę i wiąże się z rewolucją przemysłową oraz eksplozją demograficzną.
W połowie XIX w. uznano, że w diecie robotników jest za mało mięsa, chcąc więc znaleźć tanie i powszechnie dostępne źródło tłuszczu, protein i białka, zwrócono uwagę na konie. Pierwszym krajem zachęcającym obywateli do jedzenia koniny była Dania, która w 1841 r. dopuściła końskie mięso do obrotu handlowego. W 1842 r. zezwoliły na to władze Bawarii, a w 1843 r. Prus. W ślad za nimi poszły następne kraje. A dopuszczenie do sprzedaży koniny miało jeszcze jeden cel: paradoksalnie, chodziło też o poprawę losu koni, które jako niejadalne eksploatowano do ostatka. Chciano skłonić właścicieli do większej troski o zwierzęta, skoro mogli liczyć na ich sprzedaż na mięso.
Ale choć w XIX w. mało kto zdawał sobie sprawę z powodów, dla jakich objęto konie tabu żywieniowym, konina zawsze pozostawała – i pozostaje do dziś – na marginesie zainteresowań żywieniowych Europejczyków.
***
W Polsce konsumpcja koniny nigdy się nie przyjęła – jedynie głód i niemożność zdobycia innego rodzaju mięsa mogły skłonić Polaków do zjedzenia tych sympatycznych czworonogów. Znamienne też, że nigdzie na świecie jak dotąd nie podjęto się wyhodowania specjalnej, mięsnej rasy koni. Tabu ciągle obowiązuje w tym aspekcie ich hodowli. Co nie zmienia faktu, że to Polska jest dziś głównym terenem hodowli koni dla konsumentów na Zachodzie.
Niektórzy historycy zwierząt badający związek Indoeuropejczyków z końmi uważają, że było to święte zwierzę o statusie porównywalnym tylko ze świętymi krowami w Indiach. Nie było zatem dziełem przypadku, że w XVI stuleciu Cesare Ripa – włoski pisarz i badacz sztuki – w swojej „Ikonologii”, zawierającej najważniejsze symbole epoki, właśnie konia umieścił obok alegorii Europy.
Dr MARCIN H. GAPSKI specjalizuje się w historii zwierząt. Wkrótce nakładem poznańskiego wydawnictwa Nauka i Innowacje ukaże się jego książka „Koń w kulturze polskiego średniowiecza. Wierzchowce na ścieżkach wyobraźni”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














